 |
GAYLAND Najlepsze opowiadania - Zdjęcia - Filmy - Ogłoszenia
|
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
blask12345
Wyjadacz
Dołączył: 07 Cze 2015
Posty: 1008
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 18 razy Skąd: zewsząd
|
Wysłany: Pią 12:28, 27 Gru 2024 Temat postu: |
|
|
jeszcze... spojlerujesz?
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
|
 |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Pią 13:09, 27 Gru 2024 Temat postu: |
|
|
Nie Pewnych rzeczy sam jeszcze nie wiem, ale to tylko dodatki, akcja jest opracowana wlaściwie do końca. Może trochę głupio zakonczyłem ten rozdział...
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Sob 17:46, 28 Gru 2024 Temat postu: |
|
|
– Obejmujesz całą chałupę? – zapytał Uszatek.
– Powiedzmy. Mamy trochę szczęścia, że naprzeciw obiektu nic nie stoi, ale obraz nie jest rewelacyjny.
Tyle Uszatek wiedział bez kąśliwej uwagi aspiranta Zagajnika. Teren był wybitnie niekorzystny, z jednej strony dobrą widoczność ograniczały drzewa, jak już się coś znalazło, to nieco daleko, by zadziałała kamera noktowizyjna czy termowizyjna. Miejsca, które upatrzył sobie wcześniej okazało się zupełnie bezużyteczne. Ale Uszatek doskonale wiedział, że nawet najpiękniejsze teorie i założenia bywają bezwzględnie weryfikowane w praktyce i tu nie było inaczej. Gdy dojdzie do odbicia Michała, pierwszych sto metrów trzeba będzie przebyć po błocie, co groziło utratą dystansu.
– Patrz, coś się dzieje – przerwał ciszę Zagajnik. – Tu, na termowizyjnej. Ktoś ewidentnie idzie w kierunku domu, ale zbyt daleko, by zobaczyć coś więcej.
Czerwony punkt przemieszczał się w tempie sugerującym zwykły chód z prędkością około czterech kilometrów na godzinę. Mógł to być zwykły zbłąkany turysta, czasem się zdarzają, jak na zwierzę leśne poruszało się to zbyt konsekwentnie i po prostej, ale i tego nie można było wykluczyć. Punkt zbliżał się do domu, po czym zniknął i nie pojawił się już na monitorze.
– No to dupa – westchnął Uszatek. – Dzik czy sarna to raczej nie były, a jeśli weszli na posesję, to od tyłu.
Z głośnika rozległ się lekki trzask, a następnie dźwięk przypominający otwierane drzwi, ale na tyle stłumiony, że jego prawdziwa natura pozostawała wyłącznie w sferze domysłów.
– Gdzie umieściłeś podsłuch? – zapytał Zagajnik.
– Pod stołem, z mikrofonem kierunkowym skierowanym w stronę łóżka chłopaka. Wszystko powinno być słychać. Kamera z transmisją jest na dole, i tak będą musieli koło niej przejść. W sypialni nie ma ze względów etycznych, nawet jeśli młody chciałby sobie zwalić konia, ma prawo do prywatności.
– No to słuchajmy, niewiele teraz można już zrobić. O dziesiątej umówiłem pozostałe posterunki na łączenie, no chyba że wypadnie coś szybciej.
Uszatek ziewnął, po czym pogrzebał w torbie i wyciągnął termos z kawą. Trudy ostatnich dni dały mu mocno w kość, sypiał po trzy, cztery godziny. Na wszelki wypadek wziął dwa termosy, ale kawa dalej była towarem deficytowym, zwłaszcza jeśli będą musieli przeczekać całą noc, co zresztą było nader prawdopodobne. Nalał sobie do kubka i pogardliwym wzrokiem obrzucił głośnik, który wbrew jego oczekiwaniom milczał jak zaklęty.
Gdyby miał mnie udusić, to by mnie udusił już jakieś pół minuty temu, pomyślałem. Jedyną wolną rękę uniosłem do góry w poszukiwaniu głowy tego kogoś, kto zdecydował się naruszyć mój spokój nocny. Gdy dotarłem do ucha, wszystko było jasne. To uszatek Junior. Tylko co on tu robi, do cholery ciężkiej? O tym, że pokój jest na podsłuchu, nie tyle wiedziałem, ile bardziej przypuszczałem, bo jak inaczej można przygotować dom do takiej akcji? Podsłuchy były na pewno na dole, w kuchni, ale sam bym jeden umieścił właśnie tu. Jeśli była kamera, to trudno, tu nic nie poradzę. Trzeba zatem być ostrożnym, na ile się da. Zjechałem ręką do ust Juniora i położyłem mu palec na ustach licząc na to, że domyśli się, o co mi chodzi. Junior położył się obok mnie, wsadził mi rękę pod bluzę od piżamy i macał mi brzuch.
– Chcesz? – szepnął mi do ucha, szeleszcząc pościelą. Zatem jest inteligentny.
– Mhm...
Wbrew zdrowemu rozsądkowi podjąłem tę zabawę, perspektywa ulgi i oderwania, nawet na krótką chwilę była tak kusząca, że ciężko było z niej zrezygnować. A Junior robił to znakomicie, o wiele lepiej niż Kurczak, miał w palcach delikatność na pograniczu finezji. Czyżby modelarstwo nauczyło go takiej precyzji? Niewykluczone. W każdym razie dla mojego członka było to zbawienie. Junior bawił się główką, wchodząc w każdy zakamarek, co jakiś czas śliniąc palec, co przyprawiało mnie o dodatkowe dreszcze. Całe to piękne uczucie psuła świadomość, że to wszystko słychać nie wiadomo gdzie i jeszcze mniej wiadomo przez kogo. Oderwałem usta od ucha Juniora, które ssałem z upodobaniem i oddychałem prosto w poduszce, licząc na to, że stłumi niepożądane dźwięki. Tylko nie sapać, tylko nie sapać... Zamiast na przyjemności musiałem skoncentrować się na bardziej przyziemnych rzeczach. Do dupy taki seks... Wyzwolenie było silniejsze niż zazwyczaj i nie dałbym nawet dwudziestu groszy za to, że nie było słyszalne. Nie umiem wstrzymywać oddechu podczas orgazmu i nic na to nie poradzę. Krople nasienia, których oczekiwałem na brzuchu zniknęły w tajemniczych okolicznościach...
– Puls niewyczuwalny – oznajmił przejętym głosem trzymający Remigiusza za rękę Kurczak. Doktor leżał na stole , a tak naprawdę dość wąskim kawałku drewna, która miała turystom służyć za stół. W dach wiaty coraz silniej bębnił deszcz. Remigiusz był blady i Paweł zastanawiał się, czy to efekt mdłego światła latarki czy obraz rzeczywisty. Rozpiął doktorowi bluzę i przyłożył ucho do porośniętego rzadkim włosiem torsu. Był zimny, zdecydowanie za zimny jak na tę sytuację. Bicie serca, które usłyszał, było słabe i nieregularne. Jak to było z tym masażem serca? Ojciec pokazywał mu kilka razy, jak się to robi, szkoda, że wtedy go niewiele to interesowało i nie starał się zapamiętać. Teraz z zakamarków pamięci mozolnie wydzierał to, co tam zostało, ułożenie rąk... Aha, i co tam jeszcze było?
– Nie ma tętna. Zanikło – poinformował Kurczak. Na jego twarzy pojawił się grymas paniki. – Róbmy coś, do kurwy nędzy!
Paweł pochylił się nad mężczyzną i przez moment osłuchiwał klatkę piersiową.
– Kurczak?
– Tak?
– Weź znajdź na You Tube taką piosenkę Staying Alive zespołu Bee Gees.
– Ciebie chyba Bóg opuścił i zwariowałeś – Kurczak patrzył na przyjaciela nierozumiejącym wzrokiem. – Dlaczego nie coś Zenka Martyniuka czy ABBY? Kto dziś słucha Bee Gees? I jak to się w ogóle pisze?
– Nie plumkaj, tylko rób, co ci każę...
Kurczak puścił rękę Remigiusza i wyjął z kieszeni komórkę. Trzydzieści dwa procent baterii, stwierdził z przerażeniem. A temu chce się słuchać jakiejś piosenki... Porypało go? Na szczęście utwór znalazł nadspodziewanie szybko.
– Już puścić?
– No tak, prędzej! – powiedział Paweł zdecydowanym głosem. Wkrótce rozległy się pierwsze dźwięki piosenki.
– Głośniej!
Kurczak podkręcił nieco dźwięk, obserwował chwilkę Pawła i dopiero teraz zrozumiał, o co tak naprawdę mu chodziło, Paweł wykonywał kolejne uciski dokładnie w w rytm piosenki. Ciekawe, pomyślał, czyżby to była jakaś specjalna piosenka stosowana przy masażu serca? Ale chwilowo nie chciał w to wnikać, obserwował kolejne uciski i poruszające się w jego rytm ciało Remigiusza. Gdy przebrzmiały ostatnie takty, Paweł przyłożył ucho do piersi, kątem oka zauważając pełne napięcia spojrzenia Kallego i Kurczaka, trzymającego telefon w dłoni.
– Jest, złapał rytm. Puść to jeszcze raz...
Efekt był zadowalający i Kurczak już na spokojnie wyczuł puls w przegubie ręki. Po chwili Remigiusz otworzył oczy.
– Gdzie ja jestem? – zapytał słabo.
– Wujku, nie teraz, Miałeś zawał albo stan przedzawałowy – poinformował go Paweł. – Na razie leż spokojnie i nic nie mów.
Tymczasem Kalle wyjął telefon, chwilę wpatrywał się w ekran. po czym wybrał jakiś numer.
– Isä? Olemme tässä paikassa tunnelin luona, samassa, missä olimme eilen, herra Remi on mukana, valitetavasti epätoivoisessa tilassa, mahdollisesti sydänkohtaus. Älä kysy mitään, tule nopeasti ole hyvä...
Paweł wsłuchiwał się w ten dziwny język. To nie był szwedzki, na pewno, pochodzenie Kallego sugerowało, że może to być fiński. Ale na co dzień przecież rozmawiali po szwedzku... Czyżby Kalle się zorientował, że ten język, taki pół angielski, pół niemiecki był dla nich mniej więcej zrozumiały? Ale z czego tu robić tajemnicę? Tymczasem Kurczak starał się nawiązać kontakt wzrokowy z Remigiuszem.
– Paweł, powiedz przynajmniej, co to za piosenka...
– Brytyjskie Towarzystwo Kardiologiczne zaleca ten rytm przy masażu serca, podobno najbardziej się do tego nadaje. jak widać, mają trochę racji.
– Zimno mi – szepnął Remigiusz.
– Brzmi jak z jakiegoś pornola – zauważył Zagajnik, wsłuchując się w odgłosy z głośnika. – Co tam się dzieje?
– Nie wiem – powiedział zimno Senior.
– Przecież obiekt alfa nie przyszedł tam, by pobawić się jego parówą? O ile wiem, ma inne preferencje.
Senior westchnął i skupił wzrok na ekranie. Nie chciał podejmować tej dyskusji, zwłaszcza z nieprzejednanym homofobem, jakim był nie tylko Zagajnik a pewnie osiemdziesiąt procent pracowników wałbrzyskiej komendy. Dawno już zauważył, że mundurowi są pod tym względem o wiele bardziej konserwatywni niż wartości przeciętne, pokazywane w sondażach. W samochodzie panowała ciemność, przerywana nieco światłami urządzeń. I w tym świetle kątem oka zauważył, jak ręka Zagajnika odkręca jego termos. Czyżby chciał wrzucić coś do środka? Czy to on jest tym kretem, który sypał wszystko Janikowi?
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez homowy seksualista dnia Sob 20:09, 28 Gru 2024, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
 |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Sob 18:01, 28 Gru 2024 Temat postu: |
|
|
Jeszcze się nie znudzilo?
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
januma
Dyskutant
Dołączył: 22 Lip 2009
Posty: 97
Przeczytał: 6 tematów
Pomógł: 7 razy
|
Wysłany: Sob 18:52, 28 Gru 2024 Temat postu: |
|
|
ale dawkujesz kolejne kawałeczki - trzymasz w napieciu a kolejne odcinki niewiele posuwają nas do przodu.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Sob 18:58, 28 Gru 2024 Temat postu: |
|
|
no już doszło do ostatecznej akcji...
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Nie 19:04, 29 Gru 2024 Temat postu: |
|
|
Remigiusz leżał dalej na desce udającej stół w małej górskiej wiacie dla wędrowców. Chłopcy okryli go wszystkimi ciuchami, jakie tylko mogli wygrzebać z plecaków, łącznie z tymi mokrymi, które ułożyli tak, by nie dotykały bezpośrednio skóry. Paweł wsunął ręce pod szmaty i masował klatkę piersiową.
– Ojciec w drodze – poinformował Kalle po odczytaniu wiadomości. – Jedzie z matką. Matka jest pielęgniarką, może się nam przydać.
– Będziesz miał duży gnój w domu? – zapytał Kurczak, który właśnie kontrolował puls.
– Nie sądzę. Ojciec taki jest, że jak mu się wszystko wytłumaczy, to przynajmniej stara się rozumieć. A wy?
– No za ten wyjazd dostaniemy po uszach, to pewne – odpowiedział Paweł. – Ojciec będzie się wściekał, że nie poinformowaliśmy Uszatka czy choćby jego. Ale jak tu poinformować, skoro wszystkie telefony powyłączane? – zżymał się Paweł, nie zauważając nawet że z przejęcia wręcz ściska skórę Remigiusza, który aż syknął z bólu.
– To w takim razie zadzwonię jeszcze raz do Juniora i powiem mu wszystko, niech on poinformuje ojca, w końcu kiedyś złapie z nim kontakt – odezwał się milczący do tej pory Kurczak. Do Pawła, który jeszcze chwilę temu byłby pierwszym przeciwnikiem takiego rozwiązania, widać dotarło, że sytuacja ich przerosła i lepiej kogoś poinformować. Kurczak wyjął telefon z kieszeni, stwierdził, że bateria nie ucierpiała za bardzo od popisów wokalnych braci Gibb i zadzwonił do Juniora. W tej chwili zadzwonił drugi telefon, tym razem Kallego. Obie konwersacje, jedna prowadzona po polsku, jedna po szwedzku, zlały mu się w jedną i już nie rozumiał kto co mówi. Był przeraźliwie zmęczony, najchętniej uwaliłby się na podłodze tej rudery i zasnął. Problem polegał jednak na tym, że to on był tu najstarszy, nie licząc niewiele obecnie mogącego Remigiusza i w sumie on dowodził tą akcją. Taka rejterada mogła przynieść opłakane skutki, choć i Kalle i Kurczak jak dotąd zachowywali się dobrze.
– Ojciec będzie nie wcześniej niż jutro rano, jakieś poważne problemy z samochodem, nie do końca zrozumiałem, zresztą to mało istotne. – Co teraz robimy?
Paweł w pamięci przeliczał aktywa. Jedzenia starczy, ubrani są ciepło, będą spali na zmianę, bo nad Remigiuszem musi ktoś czuwać. Kurczak coś skomle o padniętej baterii, ale przezornie zabrał power bank, w sumie są przygotowani.
– Zostajemy – odpowiedział, patrząc na wyczekujące twarze pozostałych uczestników.
Gdyby tak wiedzieć, gdzie jest ten podsłuch... Przecież nie będę teraz demolował pokoju, żeby go znaleźć, poza tym jak on wygląda? Kulka tkwiąca w pudełku jest dowodem na to, że takie urządzenie może wyglądać dokładnie tak, jak życzy sobie tego jego konstruktor. Poza tym nie znam tego pokoju na tyle, by wiedzieć, co tu było, co nie... A może tak wyciągnąć Juniora na schody i tam pogadać? Tylko jaką mam gwarancję, że tam nie mam podsłuchu? Poza tym Maciej może się zbudzić, i jak się z tego wytłumaczę, co tu robi Junior? Tym bardziej, skoro sam tego nie wiem? Zaraz... Tam na stoliku jest tranzystorowe radio, że też o tym nie pomyślałem wcześniej! Najdelikatniej jak mogłem wyplątałem się z pajęczyny członków Juniora, podszedłem do stolika i cicho włączyłem odbiornik, starą czarną Julię, pamiętającą jeszcze czasy komuny. Działał, pokój wypełniły chce dźwięku jakiejś Rihanny czy innej panienki, której wydaje się, że ma talent. Teraz to trzeba przenieść na stolik zaraz przy łóżku, Szczęśliwie zaraz za stolikiem było gniazdko w ścianie i, poruszając się najciszej jak mogłem, przeniosłem odbiornik, mało nie uderzając nim w szafkę. Miał swoje rozmiary i wagę...
– Afera Collegium Humanum zatacza coraz większe kręgi, a wśród podejrzanych znalazł się prezydent Wrocławia... – produkował się spiker Radia Wrocław.
– Co ty tu robisz? – szepnąłem prosto w ucho Juniorowi – i nie mów głośno w pokoju jest podsłuch, a może nawet kamerka.
– Domyśliłem się – odszepnął Junior. – Przyszedłem cię ubezpieczać. Zaufaj mi – szepnął i przycisnął mnie do siebie. Oszalał? Przecież pół policji wałbrzyskiej mnie ubezpiecza, jeśli wierzyć jego ojcu. Jednak w jego słowach było coś tak solennego i rozpaczliwego zarazem, że o więcej nie wypytywałem. W nogach czułem zimno jego wilgotnych od deszczu spodni, których nie raczył zdjąć. Wtem między nami zaczęło coś wibrować. Junior wyjął z kieszeni telefon komórkowy.
– Idź to odebrać na schody – szepnąłem mu do ucha. Junior wygramolił się z łózka, przez moment przez pokój przedarł się snop światła z klatki schodowej. "Szklana pogoda, szyby niebieskie od telewizora" – zawodziła z radia Małgorzata Ostrowska, na tyle skutecznie, że nie słyszałem ani słowa z konwersacji prowadzonej za drzwiami. Tylko czemu oni tak długo rozmawiają? Zacząłem odliczać piosenki z radia. Kombi, Sztywny Pal Azji, Kobranocka... Coś uwzięli się na te lata osiemdziesiąte. W końcu w momencie, kiedy Kobra wypytywał Elę, czemu się nie wciela, pokój znowu przeszył świetlisty prostopadłościan, a Junior nachylił się nade mną i wyszeptał z przejęciem:
– Wiem gdzie jest wujek Remigiusz i co się z nim dzieje.
Wydawało mi się, pomyślał Uszatek, obserwując wędrującą rękę aspiranta Zagajnika. A jeśli nie? Na wszelki wypadek nie ruszy już tej kawy, zresztą niewiele zostało, Najwyżej będzie oszczędnie pił z tego drugiego termosu. A Później resztkę z tego odda do analizy. Na razie były inne problemy. Głośnik nieco ożył, gdzieś tam w tle rozległa się muzyczka, a następnie po kilku łomotach rozległ się głos:
– Afera Collegium Humanum zatacza coraz większe kręgi, a wśród podejrzanych znalazł się prezydent Wrocławia...
– No nie, radio włączył – niemal wrzasnął Zagajnik. – Chyba mówiłeś temu gówniarzowi, jak się ma zachowywać?
– Nic nie mówiłem – odpowiedział zimno Uszatek, wpatrując się w jakiś przejeżdżający samochód na drodze przed domem. – Powiedziałem, że ma się zachowywać normalnie, to włączył sobie radio. Bądź cicho!
Bezrobotny dotychczas głośnik po prostu transmitował program Radia Wrocław, jednak Uszatek nie mógł się oprzeć wrażeniu, że ktoś obcy jest w tym pokoju. Gdzieś w tle piosenki Lombardu usłyszał szept, którego jednak nie mógł zrozumieć. Zagajnik jakby czytał w jego myślach.
– Tam jeszcze ktoś jest.
– No ale kto? Na pewno nie obiekt alfa, no to kto? Maciora poszedł do niego na górę? To by się w oknie na dole zaświeciło.
– Młody sobie jakąś panienkę przygruchał na noc, stąd te odgłosy stosunku...
– Zwariowałeś? Uszatek niemal parsknął śmiechem. – Jest tu tydzień, co rusz to w innym miejscu... Nie, to niemożliwe. Poza tym wątpię, by on takie rzeczy...
– Od wczoraj pracujesz w policji? – zdenerwował się Zagajnik. – Mało takiej rozruchanej młodzieży mieliśmy na komendzie? I to we wszystkich konfiguracjach... Ta ruda piętnastolatka z dużymi cyckami...
– Zamknij się! – prawie wrzasnął Uszatek, który chciał się skupić wyłącznie na głośniku. Teraz chyba skrzypnięcie drzwiami słyszalne między słowami spikera zapowiadającego następnych kilka piosenek. Popatrzył w okno, faktycznie coś jakby refleks świetlny na chwilę błysnął w oknie na górze...
Oszczędzając kawę prawie zasypiał. Papierosów napalił się tej nocy tyle, że każdy następny groził uduszeniem. Przypomniał sobie o snusach, wygrzebał okrągłe pudełko, wyjął z niego wacik i wsunął pod górną wargę. Zapiekło. Popatrzył na zegarek, była w pół do czwartej. O ile przed północą na drodze pojawiało się jakieś auto, teraz droga zamarła. Nagle od strony lasu jakby oderwały się dwa reflektory. Uszatek popatrzył chwilę i doszedł do wniosku, że samochód porusza się zbyt wolno nawet na tę drogę i na porę nocną. Uszatek chwycił lornetkę i przyłożył ją do oczu regulując widoczność. Auto weszło w ostatni zakręt, po czym jechało z prędkością niewiele większą od tempa pieszego na chodniku. Wreszcie zatrzymało się, a z pojazdu wyszła jedna osoba i skierowała się drogą na podwórko. O cholera, pomyślał. Rozpocząć akcję? Bo za kilka sekund może już być za późno. Niemniej jednak coś mu nie grało. Żeby przejąć chłopaka trzeba wiedzieć, gdzie śpi, znać rozkład pokoju, nie można buszować o czwartej rano po całym domu. Tu chodzi o coś innego... Już trzymał komórkę i pisał hasło "kapuśniak", kiedy tajemniczy przybysz opuścił dom i wrócił do auta. Co można zrobić przez pół minuty? – zastanawiał się Uszatek. Można zostawić list i pewnie to się stało. Odczekał godzinę, podczas której nie zdarzyło się nic poza tym, że aspirant Zagajnik poszedł w krzaki wysikać się i chyba niechcący trzasnął drzwiami tak, że fala senności, która morzyła Uszatka, odeszła od razu. Była już piąta, kiedy chwycił za telefon i zadzwonił. Wbrew obawom połączenie zostało odebrane natychmiast.
– Michał? Tu Uszatek. Zejdź na dół i zobacz, czy nie ma jakiegoś listu w drzwiach.
Po jakiejś minucie w słuchawce odezwał się głos Michała.
– Tak, jest, wrzucony przez otwór na pocztę w drzwiach. Przeczytać?
– Gdybyś mógł...
– To już koniec – czytał Michał drżącym głosem. – Dziś mój wielki dzień, sprawiedliwości stanie się zadość. Rano o w pół do ósmej wyjdziesz z domu i będziesz szedł w stronę stacji Zagórze Śląskie. Wolno, bez żadnego towarzystwa. I ani mi się waż informować policji, zresztą nawet jeśli, jest tak załatwione, że nie ruszą palcem. I żadnych głupich numerów, jeśli chcesz zobaczyć ojca żywego – zakończył Michał już płaczliwym głosem.
– Na razie wracaj do łóżka – polecił Uszatek – i nie denerwuj się, o ile to możliwe. Jeśli nie odezwę się rano, zrób tak, jak napisano w liście. Pamiętaj o haśle. To cześć...
Teraz pozostało tylko czekać.
Paweł poczuł, że coś go gryzie w szyję i otworzył oczy. Leżeli na podłodze, wszyscy wtuleni w siebie tak, by stracić jak najmniej ciepła; Remigiusz leżał w środku, między Pawłem a Kurczakiem. Nawet popatrzeć na zegarek się nie da, mruknął i z najwyższym wysiłkiem wyjął komórkę z kieszeni. Było w pół do piątej, więc nie tak źle. Dotknął czoło Remigiusza, było ciepłe, przyłożył mu rękę do ust i poczuł kolejne ciepłe fale. Oddycha, na szczęście. Na razie wszystko odbywa się zgodnie z planem, o ile w ogóle mieli jakiś plan. Jak by nie było, spisali się dobrze, każdy odegrał własną rolę. A Kurczak... Do tej pory go lekceważył, zwykły młodziak. Chociaż... Zauważył, że myśli o nim o wiele cieplej niż zwykle. Co prawda było ciemno, ale widział, że głowa Kurczaka znajduje się kilkanaście centymetrów od niego. Niewiele zastanawiając się, pogłaskał go po policzku., o czym wycofał swą rękę i polożył palce blisko ust. Poczul, jak rośnie w nim fala pożądania.
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez homowy seksualista dnia Nie 23:58, 29 Gru 2024, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
 |
blask12345
Wyjadacz
Dołączył: 07 Cze 2015
Posty: 1008
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 18 razy Skąd: zewsząd
|
Wysłany: Nie 21:33, 29 Gru 2024 Temat postu: |
|
|
homowy seksualista napisał: |
przyłożył mu rękę do uszu i poczuł kolejne ciepłe fale. Oddycha, na szczęście. |
chyba nosa.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Nie 21:35, 29 Gru 2024 Temat postu: |
|
|
tak, mały błąd anatomiczny dziękuję
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
blask12345
Wyjadacz
Dołączył: 07 Cze 2015
Posty: 1008
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 18 razy Skąd: zewsząd
|
Wysłany: Nie 21:38, 29 Gru 2024 Temat postu: |
|
|
w przyrodzie wszystko możliwe, więc dlatego 'chyba'.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Nie 21:46, 29 Gru 2024 Temat postu: |
|
|
Czytelnicy mi zwracają uwagę na inne drobne nieścisłości i najczęściej mają razję. Źle się pisze, kiedy codziennie lub co drugi dzień trzeba wrzucić odcinek – nie ma czasu na sprawdzenie z resztą tekstu itp. Tym razem zatrudnilem specjalistę od pierwszej pomocy i spraw górskich – mojego przyjaciela (nie chlopaka ) Kacpra, który zwrócił mi uwagę na poważny błąd merytoryczny, który na szczęście poprawiłem. Czasem nie wszystko się wyłąpie. Zreszta powieść już się kończy, będziecie mieli święty spokój
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez homowy seksualista dnia Nie 23:57, 29 Gru 2024, w całości zmieniany 2 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
blask12345
Wyjadacz
Dołączył: 07 Cze 2015
Posty: 1008
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 18 razy Skąd: zewsząd
|
Wysłany: Nie 22:07, 29 Gru 2024 Temat postu: |
|
|
oj daj spokój, pomyłki zdarzają się
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Pon 19:49, 30 Gru 2024 Temat postu: |
|
|
Komendant Edward Janik, szef pionu dochodzeniowego w wałbrzyskiej komendzie miejskiej, nie mógł uważać tego wieczoru za udany. W ogóle ostatnie wieczory mógł spisać na straty, odkąd w działaniach operacyjnych pojawił się doktor Maciej Maciejewski. Po wielkiej aferze korupcyjnej, w której, jak twierdził, brał udział jedynie przez przypadek i inni mają o wiele więcej za uszami w tej materii, i to niekoniecznie tak wystającymi jak u jego pryncypała. Aferę cudem udało się uciszyć, dokumenty usunąć, z czym nie było większego problemu, bo miał do nich niemal nieskrępowany dostęp, jego pozycja w komendzie była już niezagrożona... aż do niedawna. Jeden gość ze służb, o kilku tożsamościach, nazywany przez niego najprościej jak się da – Jan Kowalski, choć oficjalnie nazywał się Mirosław Romański, postanowił się rozprawić z, jak to nazwał, mordercą jego dziecka. Janik oczywiście wiedział, że nie o żadne morderstwo tu chodzi, ale o zwykłą nieudaną operację, nawet nie błąd w sztuce lekarskiej, jednak był, jak to się mówi, za krótki na człowieka ze służb specjalnych. Tym bardziej że Jan Kowalski miał pewne pojęcie o wydarzeniach z grudnia 2005 i sposobie, w jaki Mieczysław Rudzki, młody, doskonale zapowiadający się prokurator, na zawsze opuścił ten padół łez. Tenże Kowalski podczas jednej, nie bardzo przyjemnej rozmowy z Janiakiem, wymieniając osoby będące w kręgu wydarzeń, wymienił i doktora Maciejewskiego, którego na początku zauważył zupełnie przypadkiem w samochodzie z synem doktora Strzyżyka, tego, który wykonał tę pechową operację. Później pojawiły się dowody na to, że ojciec Michała Strzyżyka, Remigiusz i Maciej Maciejewski to jacyś serdeczni przyjaciele są. Ba, Maciejewski ostatnio zamieszkał w willi chirurga w Zagórzu Sląskim. Janik przyznaje, że spanikował i w konsekwencji wysadzili willę Bogu ducha winnego człowieka... Inne pułapki, nawet próba podłożenia bomby, też zdały się psu na budę. Ehhh, co by tu zrobić? Bo będzie coraz goręcej. Próbował wykluczyć z gry własnego Szefa, komendanta, na którego nikt w komendzie nie powie inaczej jak Uszatek. Miał prawo podejrzewać, że Uszatek o wszystkim wie i kombinuje na boku, oczywiście po niewłaściwej stronie. Niewłaściwej dla niego, Edwarda Janika. Próba wysłania go do Warszawy na te dwa gorące dni spaliła na panewce, nie przewidział, że macki Uszatka sięgają tak wysoko, że jest w stanie zmusić kogoś do odwołania rozkazu. A jednak. Trzeba będzie kombinować inaczej. Wstał z łóżka, minął krzesło, na którym spoczywał uprasowany mundur, podszedł do barku i nalazł sobie kieliszek luksusowej szkockiej whisky Laphroaig, którą dostał w charakterze jakiejś łapówki. Jak zaśpi, to najwyżej weźmie urlop. Może i lepiej, opracuje plan na doktora Maciejewskiego.
Przenikliwe zimno wstrząsnęło Pawłem. Jeszcze nie zdążył otworzyć oczu, a zlokalizował je poniżej pępka, w okolicy członka i jąder. Cholera, czyżby się zlał? Ale to nie było zimno tego rodzaju, jako młody chłopak miał przez jakiś czas problemy z nocnym moczeniem się i była to sensacja zupełnie innego rodzaju. Tym bardziej, że zimno ucisnęło mu całego członka i górną część moszny. Ktoś włożył mu rękę w gacie, ale dlaczego? Dopiero teraz odczul lodowate zimno na twarzy i domyślił się, że w poszukiwaniu ciepła. W sumie ta ręka >Pawłowi niespecjalnie przeszkadzała, byli tu sami swoi i nie zamierzał wyciągać żadnych konsekwencji. Jednak rozpalała go ciekawość, kto mógł się posunąć aż tak daleko i w duchu błagał, by to był Kurczak. Tylko jak to sprawdzić? Kłębowisko ludzkich ciał, które pamiętał sprzed godziny czy dwóch, było zorganizowane nieco inaczej, wiadomo, ludzie podczas snu się ruszają, zwłaszcza kiedy im zimno. Jego własne ręce też były nie wiadomo gdzie i właśnie próbował delikatnymi ruchami, by nie psuć harmonii tej niezwykłej pryzmy, je zlokalizować. Jedna ręka była przygwożdżona do gruntu czymś ciężkim i ledwie było w niej czucie, druga była zdrętwiała od łokcia. Tymczasem w kroku było już coraz mniej zimno, czyjaś ręka kurczowo trzymała go za członek, który w reakcji na to nieznane sobie dotąd otoczenie zaczął reagować i się powiększać. Paweł musiał przed samym sobą przyznać, że było mu przyjemnie i ponieważ ręka nie kwapiła się do pieszczot, półświadomie zaczął wykonywać ruchy biodrami. Po kilkudziesięciu sekundach był już mocno rozpalony i najzwyczajniej pod słońcem ruchał tę dobroczynną rękę, która przybyła tu w zupełnie innym celu. Powoli zbliżał się do upragnionego celu, kiedy nagle rozległ się przenikliwy, wibrujący dźwięk telefonu komórkowego. Nieruchoma dotąd ludzka bryła wpadła w konwulsje, ludzie zaczęli się ruszać i dobroczynna ręka opuściła Pawłowy wzgórek, przypuszczalnie na wieki. Wyplątał się z kłębowiska ciał, wstał i obserwował, jak Kurczak odbiera rozmowę telefoniczną. Ze zdziwieniem zauważył, że powoli zaczynało dnieć i robiło się jasno. W tym momencie powróciły do niego obrazy z ostatniego wieczora i nocy. Sprawdził puls doktora Strzyżyka. Był wyraźny, równy, miarowy. Sam doktor wstał i otrzepał się.
– Chłopaki, mamy coś do picia?
– Gruby, wstawaj, już siódma!
Poczułem szarpanie za prawy bark, Otworzyłem oczy, w pokoju było już prawie jasno a czerwone cyfry elektronicznego budzika twierdziły, że Uszatek nie kłamie. Wyskoczyłem z łóżka jak oparzony, nie spałem dobrze a i teraz sen mnie opuścił od razu. Ubrałem się dość niestarannie, na ile pozwalała mi względna jasność w pokoju; włączenie światła mogło zdekonspirować Uszatka, a tego nie chciałem. Co miałem zrobić? Właśnie. Włożyłem komórkę i pudełko z lokalizatorem do kieszeni, wziąłem list z szafki nocnej i zszedłem do salonu. Doktor Maciej krzątał się i przygotowywał śniadanie, właśnie wsadzał do piecyka croissanty. Z wieży leciała piosenka Paula Anki, "Put Your Head On My Shoulder". Podszedłem do niego, cmoknąłem w policzek i bez słowa podałem list. Maciora rozwinął papier, powiódł oczyma po tekście i odłożył epistołę na stół.
– Cóż, zrobisz co każą – odezwał się po chwili milczenia. – Ale bez śniadania cię nie puszczę. Cokolwiek miałoby się stać.
– Nic nie zjem, porzygam się w tym samochodzie, czy czym mnie tam mają wieźć – protestowałem.
– To nawet zwiększa twoje szanse – doktor Maciej usiłował trzymać jakiś fason.
Śniadania w tym domu zawsze odbiegały od sztampy, były jedyne w swoim rodzaju i to też smakowało wyjątkowo, nawet nie musiałem się zmuszać. W końcu ciepłe croissanty z rozpływającym się masełkiem to nie w kij dmuchał.
– Insulina – przypomniał doktor Maciej. – Musisz wziąć, nie wiadomo, kiedy będziesz miał następną. Ze sobą nie możesz wziąć, nawet jeśli ją schowasz, to ją i tak znajdzie, a to bardzo niebezpieczna rzecz w ręku tego, kto nie wie, jak się ją używa. Lepiej nie ryzykować.
Miał rację. Pomógł mi zmierzyć poziom cukru i wstrzyknąć odpowiednią dawkę, po czym zabrałem się za rogaliki. Zeżarłem nawet więcej niż planowałem, mimo że przy pierwszych kęsach żołądek protestował bolesnymi konwulsjami.
– Jesteś spakowany? Wziąłeś wszystko co powinieneś?
Zabrzmiało to tak, jak bym wychodził do szkoły... Przywołanie szkoły uświadomiło mi, że ta wariacka przygoda trwa już prawie dwa tygodnie i zwłaszcza dzisiaj z przyjemnością zasiadłbym w szkolnej ławce. Cóż... Byłem już prawie po śniadaniu, gdy zapipała moja komórka. Ręce mi drżały, gdy ją wyjmowałem. Kapuśniak. No to się zaczyna... Wyjąłem pudełko i połknąłem globulkę, które mi stanęła w gardle, musiałem ją popić, a doktor Maciej potężnie zdzielił mnie w plecy.
– Zeszła?
– Chyba tak – odpowiedziałem ochrypłym głosem. Popatrzyłem na zegarek, siódma dwadzieścia osiem. Wstałem od stołu, podszedłem do doktora Macieja i objąłem go. Bez słów. Ten bez słów pocałował mnie w czoło, po czym klepnął w ramię, jakby dla zachęty.
– No idź już.
Wyszedłem na zalane deszczem podwórko i wolno skierowałem swe kroki tak, jak było powiedziane, w stronę centrum Zagórza Śląskiego. Na początku nie działo się nic, minąłem spalony dom sąsiada, następnie hotel i kilka zabudowań. Dopiero, gdy znalazłem się poza domami, na obszarze, który był prawie niezabudowany do samych torów, zatrzymał się przy mnie czarny samochód, a jego drzwi otworzyły się natychmiast.
– Wsiadaj – usłyszałem męski głos. Kompletne zaskoczenie, spodziewałem się głosu partnera mojej matki, który zresztą znam dość dobrze, natomiast za kierowcą siedział zupełnie kto inny. Wpatrywałem się w jego twarz i wydawało mi się, że ją znam. Gdzieś go widziałem, ale gdzie i kiedy? Mężczyzna nie był młody, mógł mieć powyżej pięćdziesięciu lat. Twarz jak twarz, męska ogolona. Popatrzyłem na niego uważnie i zastanowiła mnie jedna rzecz. Tam, gdzie mężczyzna ma swoje klejnoty reprodukcyjne, ten miał wyboistą górkę. No jasne, przecież to Big Dick, policjant z komisariatu w Głuszycy. A ten co tu robi?
– No zamknij te drzwi, bo się robi zimno – popędził mnie.
Zrobiłem co kazał i zająłem się obserwowaniem drogi. Minęliśmy Zagórze i kierowaliśmy się w stronę Jugowic, tyle zdążyłem już poznać podczas mojego pobytu. Na drodze ruch był niewielki, mijały nas nieliczne samochody z lokalnymi rejestracjami. Nagle auto zwolniło i skręciło w polną drogę prowadzącą do lasu. Nie miałem ochoty na rozmowę z tym typem, posłałem mu jedynie pytający wzrok. Nawet nie wiem, czy go zauważył. Wjechaliśmy w las, typ się rozejrzał, zatrzymał auto i podał mi wypchaną reklamówkę.
– Przebierz się. Ale wszystko, z gaciami włącznie.
– Nie mam obowiązku rozbierać się przy panu – wycedziłem wolno.
– Zrób co każę i stul tę mordę.
Nader wytwornie. Cóż, może cały rozum ma w tym swoim półmetrowym kutasie – pomyślałem mściwie i już chciałem to powiedzieć, ale przypomniałem sobie, co mówił Uszatek. "Nie dyskutować, robić co każą". Szkoda, bo wstąpił we mnie diabeł i miałem ochotę trochę uprzykrzyć mu życie.
– Gacie – warknął typ, kiedy byłem już w samych majtkach.
– Pan jest pederastą? interesuje to pana? – zapytałem z cynicznym uśmiechem.
– Stul mordę, mówiłem.
Stanąłem do niego tyłem i celowo wkładając majtki wypiąłem na niego dupę. Niech myśli, co chce.
– Obrócić się – warknął.
– Cóż, słyszałem, że pan jest zboczeńcem, różnie o panu mówią, ale nie wiedziałem, że aż takim. Ale nie dla psa kiełbasa.
Zbył tę uwagę milczeniem, a ja odwróciłem się frontem do niego. Jak mogłem przewidzieć, wpatrywał się w to miejsce z zainteresowaniem na pewno wykraczającym poza jego zadanie.
– Jeśli pan czeka, aż mi stanie, to traci pan czas – wycedziłem. Musiałby pan być czterdzieści lat młodszy i mieć cipę między nogami.
Nie była to to końca prawda, ale postanowiłem mu dać nauczkę. Przestałem już przeciągać tę scenę przebierania, bo zrobiło mi się potwornie zimno, szybko narzuciłem na siebie całkiem eleganckie ciuchy z reklamówki i wróciłem do auta. Kiedy typ wykonał manewr zawracania, dość trudny na błotnistej leśnej drodze i wjechał już na drogę wojewódzką do Jugowic, zawyłem na całe gardło na melodię Paula Anki, którą słyszałem przy śniadaniu i która cały czas chodziła mi po głowie.
– Mój kierowca ma wielkie prącie
dłuższe nawet niż mój chuj
Czy ci stanął już ten twój
narząd w którym rozum masz...
Kierowca zahamował nagle, wjechał na pobocze i schował głowę między ręce umieszczone na kierownicy. Pewnie gryzł się w rękę, by nie wybuchnąć śmiechem.
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez homowy seksualista dnia Pon 19:52, 30 Gru 2024, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
 |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Pon 19:59, 30 Gru 2024 Temat postu: |
|
|
I to był ostatni odcinek... w tym roku. Następny pewnie w Nowy Rok. Zatem wszystkiego najlepszego w 2025 i wielu ciekawych opowiadań.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Śro 18:00, 01 Sty 2025 Temat postu: |
|
|
Andrzej Pronobis, zwany tu i ówdzie Big Dickiem, już od kilku dni zastanawiał się, czy to co robi, jest dobre. Zaczęło się od propozycji nie do odrzucenia, którą usłyszał po odprawie dla komendantów posterunków terenowych w rejonie wałbrzyskim inspektor Marian Kędziorek, prawa ręka inspektora Janika, ni mniej ni więcej tylko zaproponował mu udział w akcji przeprowadzanej przy udziale członków służb specjalnych. Akcja miała status tajnej, a ze sposobu, w jaki mu o niej ogłaszano, wynikało, że również nieoficjalny. Kiedy poprosił o delegację na papierze, Kędziorek uśmiechnął się kwaśno.
– Chyba żartujesz? To jest operacja służb. Nikt ci czegoś takiego nie wyda.
– To ja w takim razie odmawiam udziału i piszę raport.
– Proszę bardzo, rób co chcesz – zirytował się Kędziorek, międląc z nerwów chusteczkę w kieszeni. Niestety na terenie komendy obowiązywał ścisły zakaz palenia. Może to i słusznie, bo niektóre pokoje dalej śmierdziały mimo że zakaz wprowadzono w latach dziewięćdziesiątych. – Ale wtedy ja odzyskam pamięć. Nazwisko Lidia Newelska coś ci mówi?
Mówiło, jakże nie. Zabawa w ośrodku gminnym. Trochę za dużo wypił i wydawało mu się, że dziewczę jest chętne. Ładna blondynka, z kształtnymi piersiami i rozłożystym zadem, może trochę głupia, ale to mu bynajmniej nie przeszkadzało. Przygruchał ją do domu, znalazła się jeszcze jakaś flaszka. I wszystko było dobrze, dopóki nie wylądowali na łóżku i starał się jej wepchnąć swojego potwora. Lidia narobiła krzyku, wybiegła i usłyszał o niej później dopiero na dywaniku u szefa. Nie, nie złożyła zawiadomienia o gwałcie, wtedy rzecz potoczyłaby się zgoła inaczej, po prostu narobiła plotek i to w miejscach wybitnie dla niego niekorzystnych. Jakoś udało się zatuszować tę aferę, ale były jeszcze inne...
– No właśnie – ciągnął bezlitośnie Kędzierski. – Kiedyś jakiś małolat chciał zeznawać w twojej sprawie, nie ma tego co prawda w aktach, ale ten i ów może sobie przypomnieć...
Cała zawartość żołądka w jednym momencie podjechała mu do gardła. To i o tym wiedzą. Cholerna przypadłość, kiedy z uwagi na rozmiar fiuta nie możesz liczyć na normalny seks i musisz robić bokami. W pewnym momencie było mu wszystko jedno, chłopak czy dziewczyna, byle rozładować ciągle rosnące napięcie. Afera z Lidią Newelską przystopowała go nieco, był znów przykładnym policjantem służbistą i wydawało mu się, że do tamtych chwil już nigdy nie wróci. Och, jakże był naiwny.
Dlatego w tę dziwną akcję zaangażował się, choć od początku mu się ona nie podobała. Tego chłopaka, który teraz siedzi koło niego i śpiewa głośno "Patrzcie co za heca, ona nie ma cyca, dzieciak drze się z głodu i nie bez powodu..." już gdzieś ostatnio widział, zdaje się na komendzie w Głuszycy. A później się okazało, że trzeba będzie go uprowadzić. Oczywiście wiadomości tej nie usłyszał na odprawie w komendzie, odbyła się w miejscu, gdzie niepowołane ucho nie miało dostępu. Jego rola była prosta. Miał odebrać chłopaka z Zagórze i bezpiecznie przewieźć go do Głuszycy, tak, aby wyglądało to jak najbardziej naturalnie i wykluczyć zewnętrzną inwigilację. Któż inny jak właśnie nie on znał specyfikę tutejszego terenu, każdy zakamarek, każdy opuszczony dom i pozornie nieistniejącą ścieżkę. W Głuszycy przejmował go członek służb i o tym dalszym etapie był już poinformowany tylko szczątkowo. Wie tylko, że dalej zostanie przetransportowany w stronę Włodarza. Andrzej znał ten teren doskonale, jeszcze jako dzieciaki bawili się na jego zboczach, penetrowali niezaślepione wtedy jeszcze tunele wybudowane przez Niemców w ramach projektu Riese. Nie wiedział jedynie po co służbom specjalnym potrzebny był właśnie ten chłopak. Obserwując atmosferę wokół tej całej operacji, nie sądził, że działają w jakimś zbożnym celu. Coś mu tu śmierdziało i to po całości. Chłopak nie wyglądał na żadnego przestępcę... Jak było umówione, o siódmej trzydzieści pięć przejął do na peryferiach Zagórza Śląskiego. Chłopak był chyba przygotowany, bo nie stawiał oporu, a i z tym musiał się liczyć i, szczerze powiedziawszy, był na to nieprzygotowany. Wydawało się, że idzie gładko, aż do momentu, gdy chłopak musiał się przebrać. Wiadomo, przebywał w rękach ich przeciwnika i mógł być nafaszerowany aparaturą podsłuchową i lokalizacyjną jak Rusie wojskiem. Kiedy zobaczył go nagiego, z członkiem lekko odstającym od reszty ciała, coś w nim zgrzytnęło. Ładny misiek, może trochę zbyt gruby, ale to mu jakoś specjalnie nie przeszkadzało. I jeszcze te jego uwagi... Nie, wcale się nie obraził, choć były rubaszne i trochę niezwykłe w ustach młodego człowieka. Chciał nawet odpowiedzieć coś dowcipnego, ale po prostu nie wypadało. Kiedyś na kursie uczyli go o czymś, co nazywa się syndrom sztokholmski i jest pewną więzią między oprawcą i jego ofiarą. Cała ta teoria zaczęła teraz w błyskawicznym tempie atakować jego umysł. Dopiero teraz zaczął się intensywnie zastanawiać, do czego ta cała akcja ma służyć. Gdyby nie byłą podejrzana, nikt nie zmuszałby go do niej szantażem. I czy rzeczywiście ma być dla młodego dobrodziejstwem. A on, Andrzej Pronobis, zaczął tego młodziaka po prostu lubić. Miał w sobie coś takiego, co nie pozwalało się na niego gniewać, a puszczać wszelkie przewinienia płazem. Gdyby nie sytuacja, skręciłby do jakiejś knajpy i kupił mu śniadanie, które zjadłby z nim z dużą przyjemnością. Kiedy on jadł kiedyś jakiś posiłek w niewymuszonym towarzystwie, po prostu dlatego, że kogoś lubi?
– Chodź maleńka, pokaż piździec, ja cię wyrucham... – śpiewał chłopak a Andrzej gryzł się w wargę, by nie wybuchnąć śmiechem. Skądś zna tę melodię, wiele razy nucił ją, kiedy był dzieckiem, to chyba z jakiejś bajki, Gucio i Cezar chyba... Ignorując z trudem coraz bardziej niezwykły repertuar pasażera, popatrzył na zegarek. Za pięć minut powinien być już w Głuszycy i przekazać obiekt do dalszej podróży. Sylwetka nagiego chłopaka przebierającego się w lesie atakowała jego mózg coraz bardziej. Cholera, najlepiej byłoby go wywieźć głęboko w las, zostawić i spieprzać w tempie kosmicznym. Ale jak się powiedziało A to trzeba powiedzieć B. Dobrze, ale czy koniecznie trzeba powiedzieć C?zastanowił się, kiedy wjeżdżał na pobocze, na której czekał umówiony samochód.
– Uwaga, obiekt wychodzi z domu – zaalarmował przez radio Uszatek i rzucił okiem na aspiranta Zagajnika. Ten spał w najlepsze z lekko odchyloną głową, lekko pochrapując.
– Nie śpij – potrząsnął go za ramię, lekko opanowując wstręt. Uszatek miał jedną cechę, o której mało kto nie wiedział – nie lubił, wręcz nie cierpiał kontaktu z ludzkim ciałem, obojętnie czy to damskim czy męskim. Seks owszem, wtedy człowiekiem rządzą inne instynkty, ale trudno było go namówić by wziął syna czy córkę na kolana, czy też pójść pod rękę z żoną do kina. To, że potrząsał kimś za ramię było w jego przypadku aktem desperacji. Niestety Zagajnik spał dalej.
– Grzesiek, co ci? – zaniepokoił się, kiedy Zagajnik coś wymamrotał, po, czym spał dalej. Uszatek zdenerwował się, bo jeszcze jakieś dwie, trzy godziny temu Zagajnik może nie był zbyt rozmowny, jak zwykle zresztą, ale zupełnie do rzeczy. Nerwowo rozglądał się wokół siebie i dostrzegł butelkę wody mineralnej, odkręcił ją i zdrowo bryznął na twarz śpiącego aspiranta. Dopiero to spowodowało konkretną reakcję.
– Co się dzieje? – nieprzytomnie zapytał Zagajnik.
– Obudź się do kurwy nędzy – nie wytrzymał Uszatek, na co dzień nieużywający tak wyszukanego słownictwa. – Przez ciebie straciliśmy prawie minutę akcji.
Kolejnych kilkanaście sekund stracił usiłując wyjechać z błotnistej polnej drogi na asfaltówkę. Moment, kiedy idący przez pole chłopak wsiadł do podjeżdżającego z tyłu auta zauważył w ostatniej chwili i coś go nie zaniepokoiło.
– Co to za auto? – zapytał, jedną ręką trzymając kierownicą a drugą przykładając lornetkę do oczu.
– Citroen, o ile się nie mylę – odpowiedział Zagajnik, między jednym ziewnięciem a drugim.
– Obiekt alfa porusza się volkswagenem – zauważył Uszatek. – Z tego co wiem, może być w użyciu BMW lub volvo, ale citroen? Coś tu jest mocno nie tak...
Niestety by;i oddaleni od śledzonego auta na tyle, że niemożliwe było uchwycenie profilu kierowcy. Posuwając się drogą do centrum Zagórza i przejeżdżając przez senną o tej porze wioskę, obserwował na mapie czarną kropkę, która poruszała się przez jakiś czas wzdłuż drogi, następnie gwałtownie skręciła w las. O cholera – pomyślał. Droga nie prowadziła w żadne konkretne miejsce, według mapy kończyła się jakieś dwieście metrów dalej. Nie zdążył się jednak porządnie zdenerwować, kiedy kropka stanęła w miejscu.
– Cóż, mały postój – zakomunikował i popatrzył na Zagajnika. Ten jednak znów spał.
– A co ty tu robisz? – zdziwił się doktor Maciej, wręcz zderzając się w drzwiach toalety z młodym Uszatkiem. Tego akurat spodziewał się najmniej.
– Nic takiego, wujku Macioro – uśmiechnął się. – Właśnie wychodzę.
Doktor Maciej, już i tak zdenerwowany całą sytuacją, gorączkowo zastanawiał się, co powiedzieć. Gdyby Junior tak po prostu chciał odwiedzić swojego przyjaciela, bo doskonale wiedział, że chłopcy bardzo się polubili, to przecież zameldowałby się przy przyjściu. Myśl, że może przyszedł coś ukraść, wyśmiał od razu. Po co? Jak coś chce, może przecież poprosić... A może jednak ma coś wspólnego z tą cała akcją? I został tu przysłany przez tego człowieka ze służb? Bardziej prawdopodobne, choć to też przecież nonsens.
– Chodź, zjesz jakieś śniadanie, jeszcze załapiesz się na gorącego croissanta.
Junior popatrzył na zegarek w komórce. Dziesięć minut opóźnienia może go wiele kosztować, ale z drugiej strony jechać na głodniaka?
– No niech będzie. Ale szybko...
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
|