 |
GAYLAND Najlepsze opowiadania - Zdjęcia - Filmy - Ogłoszenia
|
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Śro 14:37, 02 Paź 2024 Temat postu: Matnia |
|
|
1. Wczesne lata
Kurczaka poznałem na początku trzeciej klasy, kiedy to pierwszego dnia szkoły nasza pani posadziła go na pustym miejscu koło mnie. Miejsce było puste, bo oczekiwało na Marcina, z którym siedziałem wcześniej. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że Marcina nie zobaczę już nigdy, więc byłem po prostu zły na naszą panią, że posadziła kogoś koło mnie nie pytając mnie o zdanie.
– Gruby – powiedział chłopak i odsunął się na bok ławki.
– Kurczak – odpowiedziałem, bo niski wzrost, sterczące włosy, lekko odstające uszy i zadziorna mina nie przywodziły mi na myśl niczego innego. Chłopak popatrzył się na mnie spode łba i wbił oczy w podręcznik. No to sobie nie pogadamy – pomyślałem.
Nie odzywaliśmy się do siebie zbyt często, właściwie tylko wtedy, kiedy było to naprawdę konieczne. Chyba dopiero od czwartej klasy zaczęliśmy dzielić podręczniki podczas lekcji, nasze plecaki stały się zbyt ciężkie, by nosić to wszystko samemu. Przemogliśmy na chwilę wzajemną niechęć i jakoś udało nam się dogadać, ale to tylko wyjątek potwierdzający regułę. Nie interesowało mnie, z kim Kurczak zadaje się w klasie, zdaje się, że z niewieloma osobami, ja zresztą również niespecjalnie przepadałem za szkolnym towarzystwem.
Kiedyś, chyba na początku piątej klasy, zachorowałem na tyle poważnie, że ległem w łóżku na długie dwa tygodnie. Plułem krwią, charczałem, gardło bolało mnie tak, że przez pierwsze trzy dni nie mogłem nic przełknąć. Byłem ciekaw, czy w ogóle ktoś z klasy się zainteresuje, co się ze mną dzieje. Nauczyciele oczywiście wiedzieli, matka napisała w Librusie (a w zasadzie zmusiła, żebym napisał w jej imieniu, bo ona na komputerach się nie zna) więc niby wszystko było w porządku. Chyba piątego dnia zadzwonił telefon, ale nie na moją komórkę, a na stacjonarny.
– Halo?
– Gruby, to ty? – zapiszczało w słuchawce.
– Tak, ja – odpowiedziałem wściekły, bo już wiedziałem, z kim gadam. – Nie słychać?
– Nie słychać, bo masz zupełnie zmieniony głos. Co się dzieje?
Niby mógłbym go zbyć, ale przecież najpewniej zadawał te pytania z dobrej woli. Niechęć niechęcią, ale...
– Mam ciężką anginę, ledwie mówię. Skąd masz mój numer?
– Pomyśl, bo to ty naprawdę potrafisz.
O, nawet mnie komplementuje, łaskawy pan. Ale wściekłość zaczynała już mi przechodzić.
– Potrzebujesz czegoś? Jakieś notatki, coś?
Tak naprawdę mi spadł z nieba bo Lady Madonna nie prowadzi zajęć z podręcznika a z masy kserokopii i każe dużo pisać. Kurczak nie Kurczak, notatki z angola to rzecz bezcenna, a jest znakomita okazja, by je mieć.
– Wiesz... – słowa trudno mi przechodziły przez gardło. – Potrzebowałbym kserówek i notatek z angielskiego. I ewentualnie polaka.
– Spokojnie, do ogarnięcia. Podaj maila, wrzucę to w chmurę, udostępnię i podeślę linka. Mam nadzieję, że się rozczytasz, bo bazgrzę strasznie.
– Spokojnie. Dzięki.
Chyba pierwszy raz, kiedy podziękowałem Kurczakowi za cokolwiek. No ale coś trzeba było powiedzieć, a ponadto moja mama jest bardzo obcesowa jeśli chodzi o grzeczność. Spróbowałbym za coś nie podziękować! Kurczak się pożegnał a później codziennie zaczęły do mnie przychodzić skany, nawet więcej niż prosiłem. Jakoś niewiele mi dało do myślenia. Wysyła to wysyła,sam zaproponował, o co mu chodzi?
Gdy wróciłem do szkoły, wszystko niby toczyło się utartym torem, choć nie do końca. Kurczak zaprzestał już ostentacyjnego odsuwania się ode mnie, ale dalej porozumiewaliśmy się wyłącznie półsłówkami. Ciekawe, gdy pojawiło się nowe wolne miejsce, bo jeden z kolegów wyjechał do Anglii, żaden z nas nie był zainteresowany, mimo że druga osoba w ławce, Kuba, był dla mnie zupełnie neutralny, dla Kurczaka zresztą chyba też. I tak to się toczyło aż do kwietnia...
Pojechaliśmy na trzydniową wycieczkę w góry. Kwiecień to niby wiosna, niestety, mieliśmy pecha, ta wiosna była wyjątkowo zimna, Po całym dniu łażenia w deszczu byłem przemarznięty do szpiku kości. No i nieprzytomny, nie docierało do mnie, kto co mówi.
– Gruby, otrząśnij się, chcesz pokój ze mną czy nie? – dopiero teraz dotarło do mnie, że atakuje mnie Kurczak.
– A co, pokój? Tak, wezmę – odparłem nieprzytomnie. Co ja takiego zrobiłem? Było mi po prostu zimno, marzyłem o ciepłym łóżku i pierzynie i łyku gorącej herbaty. A kto będzie spał na łóżku obok było mi obojętne, może nawet chrapać, mam mocny sen. Zresztą sama sytuacja była stresująca, po raz pierwszy spałem w jednym pokoju z kimś spoza rodziny. Przecież mnie nie zabije – pocieszałem się.
Po kolacji, która była o tyle rozczarowaniem, że herbata była ledwo ciepła, poszliśmy do pokoju. Niestety, szybko okazało się, że nieogrzewanego. Zamiast wymarzonej pierzyny były cienkie koce, nawet w poszewkach, ale dalej to niewiele dawało. Jedyne co było w miarę ciepłe to woda w prysznicu, i co z tego, później było mi jeszcze zimniej. Leżałem w łóżku i przewracałem się z boku na bok.
– Czemu nie śpisz – szepnął Kurczak.
– Zimno mi jak cholera. Nie zasnę.
– Mi też...
Minęło jeszcze jakieś pięć minut.
– Gruby...
– Co?
– A może położymy się do jednego łóżka? Twojego, mojego, obojętnie. Będzie nam cieplej.
Pomysł był genialny w swej prostocie i nader sensowny. Tylko jak można go przyjąć od kogoś, kto cię przezywał i ostentacyjnie unikał? Niestety, nie było czasu na targi. Oczy mi się kleiły, a z drugiej strony trząsłem się z zimna.
– To wskakuj do mojego, przynajmniej nie jest pod oknem. I weź swój koc, bo pod tym nie da się spać.
– Z grubym będziesz spać?
– A co to ma za znaczenia? Przynajmniej będzie miękko. Tylko nie kop, bo oddam – roześmiał się i to był pierwszy raz, kiedy widziałem śmiejącego się Kurczaka.
Nie wiem, jak szybko zasnęliśmy, choć już po jakichś pięciu minut było nam wyraźnie cieplej. W nocy obudził mnie jakiś ruch, ucisk... jakąś chwilę orientowałem się, co się dzieje. Leżałem na plecach, Kurczak częściowo na mnie, z głową wciśniętą między mój bark i szyję. Oddychał miarowo, jego oddech muskał mi szyję. Jego ciało jeszcze pachniało jakąś pianką do prysznica czy podobnym paskudztwem. Było mi jakoś inaczej i to w jakiś przyjemny sposób. Czy to znaczy, że polubiłem Kurczaka? Nie wiem. Byłem bezpieczny, ktoś był kolo mnie i to bardzo blisko. Przejechałem ręką po jego plecach, były ciepłe, a skóra delikatna. Nawet nie zastanawiałem się, dlaczego moja ręka jest pod jego bluzą od piżamy. Jakoś szybko po tym straciłem znów kontakt z rzeczywistością.
Gdy obudziłem się, Kurczak był już ubrany, grzebał w plecaku i klął pod nosem.
– Jak się spało? – rzucił, gdy dostrzegł moje otwarte oczy.
– Fajnie – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. – Nawet nie jesteś taki ciężki...
Kurczak uśmiechnął się i kontynuował grzebanie.
– Cholera jasna, gdzieś zgubiłem jedną parę skarpetek. Na dziś starczy, ale na jutro...
– Kupisz sobie w mieście – pocieszyłem go.
– No właśnie nie, dziś mamy łazić po górach, na jakieś kurwisko czy coś podobnego...
– Urwisko Batorowskie – poprawiłem go ze śmiechem. Trasę miałem rozpracowaną w detalach, w końcu to ja ją zaprojektowałem razem z nauczycielką. Geografia była moim oczkiem w głowie, mapy, kompasy... Po prostu byłem w swoim żywiole.
– Nie ryj już w tym plecaku, pożyczę ci moje, matka dała mi z pięć par. Całe szczęście, że dziś zostawiamy plecaki w ośrodku, jeszcze teraz plecy mnie bolą od tego noszenia.
– Naprawdę? – ucieszył się Kurczak.
– Naprawdę, szkoda nerwów. Idź zobacz, co jest na śniadanie, ja się ubiorę i umyję.
– E, co ma być, jakieś bułki z szynką czy serem... Ledwie się ruszam po wczorajszym. Przebieraj się, odwrócę się.
– Spokojnie.
W tym momencie ktoś zapukał do drzwi. Po chwili, po uprzejmym "wlazł" do pokoju zajrzała Oliwia, nasza klasowa prymuska.
– Kacper, pani chce z tobą pogadać. Masz natychmiast iść.
– Nie pali się – wymamrotał Kurczak, ale posłusznie wyszedł z pokoju. Odetchnąłem z ulgą, jedna niezręczność mniej. A z drugiej strony, przecież on leżał na mnie, pewnie dotknął tego i owego... A poza tym... Po tej nocy chyba nawet bym się nie wstydził. Coś pękło, coś się zmieniło. Kurczak to Kurczak.
Łażenie było jeszcze bardziej intensywne niż wczoraj i dalej z zacinającym deszczem. Co jakiś czas wracały wspomnienia z nocy i powodowały delikatne ciarki na plecach. Jak będzie dzisiaj? Oby było tak samo zimno w pokoju jak wczoraj – pomyślałem, dochodząc do słynnego urwiska. A jakbym tak skoczył w dół i się zabił? Ciekawe, co by pomyślał sobie Kurczak? O czym w ogóle myślę? Wzdrygnąłem się.
– Gruby, chcesz kanapkę? – wyrwałem się z zamyślenia i dostrzegłem Kurczaka wyciągającego w moim kierunku rękę z bułką ze śniadania. Byłem cholernie głodny, nie wpadłem na pomysł zrobienia sobie prowiantu na drogę.
– Dawaj. Ale ty będziesz głodny...
– Nie będę, mam jeszcze pięć. Krzycz, jakbyś jeszcze chciał. Niby jesteś szatan z matmy, ale jak trzeba pomyśleć o sobie...
Miał rację, ale nie chciało mi się z nim kłócić. Cholera, co się z nim dzieje? Chociaż... przeżuwając bułkę z szynką i pomidorem myślałem nad niedawnymi wydarzeniami. Chyba bylem ślepy... Kurczak ewidentnie był coraz bliżej mnie, coraz częściej coś mi dawał, a zaczęło się podczas tamtej anginy. Gdzie ja miałem oczy? No dobra, ale co z tego? Ludzie przecież się zmieniają, tak przynajmniej uważa moja matka, która w kółko powtarza "zmień się" i myśli, że to tak łatwo. Może jemu jest łatwiej? To dlaczego nazywa mnie gruby? Wcale nie jestem taki gruby, ale masywny i z brzuszkiem. Mój wujek zawsze się śmieje i mówi, że "każdy ptaszek musi mieć daszek", ale to raczej by tłumaczyć własną tuszę. No i sądząc po jego wybrzuszeniu, daszek był mimo wszystko za krótki.
– Co to za zielsko? – zapytałem, gdy Kurczak pojawił się w pobliżu z jakimś badylem.
– Z szacunkiem proszę – uśmiechnął się. – To modrzyk górski, do zielnika.
– Ty prowadzisz zielnik? – zdziwiłem się. W ogóle nie miałem pojęcia, czym Kurczak się interesuje, bo przecież w ogóle nie gadaliśmy.
– No pewnie, jak przyjdziesz do mnie to sobie obejrzysz. Ludzie mi zwożą rośliny z całej Polski.
– Po co ci to? – zdziwiłem się.
– Dokładnie po to samo, po co tobie te wszystkie mapy.
Aha, to sporo o mnie jednak wie. Nie zwróciłem uwagi, jak odpowiada na biologii, zresztą jest dobrym uczniem i poza angielskim, którego wyraźnie nie lubi, ma bardzo dobre stopnie. A mnie dla odmiany bardzo nie leży biologia. Geografia, angielski, matma – reszta mogłaby nie istnieć.
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez homowy seksualista dnia Pon 10:08, 14 Paź 2024, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
 |
|
 |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Śro 14:38, 02 Paź 2024 Temat postu: 2. |
|
|
Do ośrodka w Złotnie przyszliśmy w sam raz na obiadokolację. Gotowali całkiem nieźle, potrawy były co najmniej jadalne, na pewno lepsze niż u mojej mamy, która nie przeszłaby nawet przez pierwsze eliminacje Masterchefa. Po kolacji uparli się na dyskotekę. Niestety, obecność obowiązkowa.
– Ja nie będę pilnowała wszystkich naraz – zastrzegła się nauczycielka. Co prawda był drugi opiekun, ojciec jednej z dziewcząt, ale jakoś nie leżała mu funkcja pilnowania, podobno takie są przepisy, że musi być dwóch. Koło ośrodka była dość wysoka i stroma skałka i nauczycielka drżała, żeby ktoś z nas się na nią nie wdrapał. Dlatego siedziałem na tej dyskotece, podpierałem ściany i słuchałem muzyki, która mi się zupełnie nie podobała. Na szczęście potupajka trwała mniej niż dwie godziny i można było się już ewakuować do pokojów.
– Gruby, ja ci mówię, że ta woda jest tak chłodna, że wychlapię ci całą i nie będziesz się mógł wykąpać – perorował Kurczak stojąc przede mną przepasany jedynie ręcznikiem.
– O cholera, i co teraz? – zmartwiłem się. Sporo wypociłem się w tych górach, śmierdzący do łóżka nie pójdę.
– Wykąpiemy się razem, a widzisz jakieś inne wyjście? – wypalił bez namysłu Kurczak.
– Dobra, ale w gaciach – zastrzegłem.
– Oszalałeś? No chyba, że masz pipę, to wtedy rozumiem.
– Ja ci dam pipę – roześmiałem się. – Ale ja się jeszcze przed nikim nie rozbierałem...
Kurczaka to w ogóle nie ruszało.
– Obawiam się, że nie masz innego wyjścia. No chodź, nie odpadnie ci...
Wbrew obawom nie było to straszne, mieliśmy to samo i nawet podobne. Może ja miałem trochę dłuższego i z tego powodu humor mi się nieco poprawił.
– Umyj mi plecy, nie mam swojej magicznej szczotki...
Nawet to zrobiłem bez większych zastrzeżeń. Trochę się pochlapaliśmy dla żartów, ale woda stała się naprawdę zimna. Miał rację, nie mógłbym się w czymś takim kąpać.
Zarówno ta kąpiel jak i następna noc były dla mnie czymś z zupełnie innego wymiaru, absolutnie nowym, choć przyjemnym wrażeniem. Przed snem długo rozmawialiśmy, chyba po raz pierwszy poważnie. Kurczak opowiadał o swoim domu, rodzicach, których nie lubi, no, może bardziej matkę, rodzeństwie, które lubi jeszcze mniej. Nigdy wcześniej nie opowiadałem o sobie, tym razem się przemogłem.
– Powiedz, czemu mnie wtedy nazwałeś gruby, jak pierwszy raz usiadłeś kolo mnie w ławce?
Kurczak westchnął i położył mi zimną dłoń na barku. Nie odrzuciłem jej.
– Szczerze? To nie o ciebie chodziło, oberwałeś rykoszetem. Nawet jakby mnie tego dnia posadzili koło Miss Polonia czy Christiano Ronaldo, też bym to zrobił. Byłem wściekły na wszystkich i wszystko. Kilka dni wcześniej matka pokłóciła się z ojcem, przeprowadziliśmy się, bo ojciec jako dyplomata musiał mieć bardziej reprezentacyjne mieszkanie, straciłem szkołę, w której mi było dobrze i miałem kolegów. Chyba zauważyłeś, że do nikogo się nie odzywałem?
– I owszem, ślepy nie jestem. A ja do ciebie nic nie miałem.
– To czemu nazwałeś mnie Kurczak?
– I dalej cię tak nazywam. Po prostu przypominałeś mi kurczaka. mały, waleczny. dziobie..
Kurczak roześmiał się.
– Możesz tak na mnie mówić dalej, nawet mi się to podoba. A mały wzrost mi już mniej przeszkadza, choć kiedyś było zupełnie inaczej. Myślałem, że się ze mnie nabijasz.
– Mi twój wzrost w ogóle nie przeszkadza, przynajmniej wczoraj mi jajek nie zmiażdżyłeś...
– No raczej nie chciałbym leżeć pod tobą – roześmiał się Kurczak.
– Mam litość nad kurczakami – odciąłem się. Robiło się coraz ciekawiej... Jednak zmęczenie wzięło górę, a oczy nam się zamykały.
– Dobranoc – wyszeptał Kurczak i objął mnie za szyję. Po chwili już był nieobecny duchem. Chwilę rozkoszowałem się tą sytuacją. Było mi jeszcze lepiej jak wczoraj, ciepło i niezwyczajnie.
Ostatni dzień w Górach Stołowych minął na łażeniu po Dusznikach i przygotowaniach do powrotu. Dopiero po południu doszło do mnie, że właśnie kończą się dwa najpiękniejsze dni mojego życia, o ile można tak szumnie powiedzieć. Powrót do Wrocławia, wiecznie narzekająca matka i szkolne wkuwanie czekające w krótkiej perspektywie zepsuły mi humor na cały wieczór. Kurczak to oczywiście zauważył, poklepał mnie po plecach.
– Też mi się nie chce wracać do Poznania. No ale co zrobisz?
2. Początki dojrzewania i dziwne spotkanie
Teraz już nie pamiętam, kiedy to było. Na początku szóstej klasy prawdopodobnie. Stało się to, co chłopakom w moim wieku się przytrafia i od czego nie ma odwołania. To stało się któregoś jesiennego wieczora, kiedy położyłem się do łóżka. Zamiast zasnąć od razu, co najczęściej się zdarzało, zacząłem rozmyślać. Nie było to jednak zwykłe myślenie o tom, co zadane, czy będę pytany z biologii (z której, przy pomocy Kurczaka bardzo się poprawiłem) i o innych rzeczach. Przed oczyma stanęły mi wydarzenia z ośrodka w Złotnie: leżenie koło siebie, kąpanie się pod prysznicem, owiewający mój policzek oddech Kurczaka, ciepło jego ciała. Towarzyszyło temu nieznane mi do tej pory ciśnienie w podbrzuszu. Nie zastanawiając się wiele, wsadziłem rękę w spodnie od piżamy. Mój członek był jakiś dziwny, twardy i gorący. Gdy go dotykałem, przez całe podbrzusze przechodziły jakieś dziwne, przyjemne ciarki. W zasadzie wiedziałem, co się dzieje, ostrzegali nas na biologii, tyle że po pierwsze wtedy w ogóle mnie to nie interesowało, po drugie, nieco inaczej wyobrażałem sobie to wszystko o ile w ogóle o tym myślałem. Będzie to będzie, na razie mam święty spokój. Właściwie nic nie miałem przeciwko byciu wiecznym dzieckiem i liczyłem na to, że skończy się to jak najpóźniej. Metodą prób i błędów zauważyłem, że najwięcej przyjemności daje uciskanie samej główki. Moje ruchy stawały się coraz bardziej drapieżne, obrazy przed oczyma coraz bardziej żywe i kolorowe, było mi coraz goręcej. Nie zastanawiałem się, do czego doprowadzi, jaki jest kres tej zabawy, czego jeszcze oczekiwać. Ssanie w podbrzuszu stawało się już nieznośne, oddech przyśpieszony i nieregularny. Ostateczna fala, gorąca mokrość na ręce i głośne sapnięcie przyszły naraz i nieoczekiwanie. Dalsze naciskanie główki powodowało nieprzyjemne mrowienie w lędźwiach. Puściłem go i uważając, by nie wpaść na matkę, poszedłem do łazienki.
Obejrzałem bliżej to, co pokrywało praktycznie całą dłoń. Było przezroczyste, śliskie i wydzielało dziwny, charakterystyczny zapach, wcale nie nieprzyjemny. A więc tak to wygląda... Wiem, ze na internecie są takie obrazki, słyszałem o nich wielokrotnie, ale jakoś nigdy nie wpadłem na pomysł, aby to oglądać. Jeszcze szumiało mi w głowie, kiedy dokładnie myłem ręce. Ciekawe, czy Kurczak też już zaczął? Nie wiem, czy znalazłbym odwagę, by go o to zapytać. W każdym razie jemu już stawał, teraz już wiedziałem co oznaczało to dziwne kłucie w okolicy pępka, kiedy z nim spałem. Eh, taka fajna rzecz zdarzyła mi się zdecydowanie zbyt szybko. A była okazja chwycić go w rękę... Kurczak spał jak zabity, pewnie nic by nie poczuł. takie i inne myśli wypełniły mi cały czas przed snem.
Później były wakacje. Kurczak z wyjechał z rodziną do Egiptu i po prostu się nudziłem, wyjazd w opolskie do rodziny miał być w sierpniu, traf chciał że to lipiec był szczególnie gorący. Matka nie narzucała mi niczego, w ogóle była szczęśliwa, kiedy schodziłem jej z oczu, a nawet gotowa była odpalić mi jakąś sumę, żebym się sobą zajął. To bardzo miło z jej strony i grzech byłby z tego nie skorzystać, bo ona tradycyjnie nie ma pieniędzy. Akurat miałem plan pojeździć sobie pociągami po wrocławskim węźle kolejowym. Oczywiście nie chwaliłem się matce, bo pewnie od razu by mi zakazała. Lepiej uważać z takimi rzeczami. W ogóle im ciekawsza rozrywka tym większe prawdopodobieństwo, że zostanie zabroniona – to takie moje odkrycie, prywatne twierdzenie Pitagorasa.
Plan wycieczki był dość prosty: pociągiem do Czernicy, później przez kilka wiosek na jezioro Bajkał, tam miałem się wykąpać, później przez Kamieniec Wrocławski do stacji Dobrzykowice i tam wsiąść w pociąg i wrócić tzw. północną linią jelczańską, oglądając przy okazji nowe stacje. Sporo do przejścia, ale akurat miałem ochotę trochę się powłóczyć. Nad Bajkałem jeszcze nie byłem, znałem to jezioro głównie z opowieści kolegów. No dobrze, będę szczery, mówiło się, że opalają się tam golasy. Nie ma jakiejś zorganizowanej plaży nudystów, ponoć trzeba było szukać po krzakach. Pożyjemy, zobaczymy. Pogoda była przepiękna, jakieś trzydzieści stopni, już gdy wysiadłem na stacji w Czernicy, słońce zaatakowało mnie z całą mocą. Im dłużej szedłem przez wioski, tym goręcej mi było i marzyłem wyłącznie o zanurzeniu się w chłodnej wodzie. Jeszcze w wiejskim sklepie kupiłem kilka butelek wody mineralnej i za chwilę przeszedłem rachitycznym mostkiem przez kanał Odry.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Śro 14:39, 02 Paź 2024 Temat postu: 3. |
|
|
Jezioro Bajkał położone jest w dość chaotycznym lasku między zakolami Odry i kanałem, samo jest prawdopodobnie starorzeczem. Długo przedzierałem się przez krzaczory i już byłem bliski rejterady i uznania tego za kolejną legendę bez pokrycia, kiedy zza krzaków wyłoniła się polanka, na której ktoś leżał. Poruszając się tak bezszelestnie, jak tylko to było możliwe, podszedłem bliżej. Na środku polany na rozłożonym kocu leżał starszy mężczyzna. Nagi, jak go Pan Bóg stworzył. Niestety to, co interesowało mnie najbardziej było z tej pozycji niewidoczne. Mężczyzna zresztą miał głowę odwróconą w drugą stronę i chyba nie mógł mnie zobaczyć. Postanowiłem więc przejść kawałek, by zaspokoić elementarną ciekawość. I prawie mi się udało, gdybym choć na chwilę popatrzył pod nogi i nie wpadł w dość głęboki dół, raniąc plecy i tyłek kolcami jeżyn. O cholera...
– Nie podglądaj zza krzaków, po prostu chodź tu – usłyszałem głos mężczyzny. W głosie było coś spokojnego, budzącego zaufanie, uważne ucho wychwyciłoby lekkie rozbawienie. W zasadzie mogłem po prostu dać nogę, zdążyłem się już wygramolić z dołu, ale ciekawość zwyciężyła. Drżącymi nogami wszedłem na polankę.
– Cześć – powiedział mężczyzna i uśmiechnął się. – Jak chcesz, to sobie usiądź.
Teraz widziałem to, co tak bardzo zaprzątało moją wyobraźnię. Mężczyzna był tęgi, ale nie za gruby, krótko ostrzyżony, o jowialnej twarzy, ze starannie przystrzyżonymi włosami. Usiadłem kolo niego na wskazane miejsce. Starałem się nie patrzeć na jego podbrzusze, ale jakoś nie bardzo mi to wychodziło. Pożerałem oczyma jego ogromne jądra, długi i spoczywający na nich ciemny, gruby członek. Facet widział, że mu się przyglądam, ale nie nakrył się ani nie zrobił żadnego innego ruchu. Żeby zabić złe wrażenie, jakie najpewniej na nim wywarłem, sięgnąłem do plecaka i wyciągnąłem butelkę wody, która na szczęście nie zdążyła jeszcze się ogrzać w tym skwarze.
– Zostaw mi łyka – poprosił mężczyzna. Czemu nie? Nigdy nie byłem kutwą i wypiwszy pół butelki podałem mu resztę.
– Może pan wypić całą, mam jeszcze kilka.
Mężczyzna uśmiechnął się, wziął butelkę i opróżnił ją duszkiem.
– Tego mi było trzeba, dziękuję. Mogę wiedzieć, dlaczego mnie podglądałeś?
W jego głosie nie było agresji, raczej życzliwe zainteresowanie. No ale jak odpowiedzieć na tak postawione pytanie? Jeszcze nigdy nie rozmawiałem z nikim o tych rzeczach, nawet z Kurczakiem, a co dopiero w sytuacji, kiedy zostałem złapany na gorącym uczynku. Siedziałem milcząc i czując łomotanie serca w klatce piersiowej.
– Domyślam się że interesują cię mężczyźni, nie widzę w tym nic złego, ale dlaczego wybrałeś takiego brzydkiego i tłustego starucha?
Gdybym mu powiedział prawdę, że po prostu nikogo innego nie było, pewnie bym go obraził. Prawda była jednak trochę inna, on mi się po prostu podobał. Nie przeszkadzało mi to, że był stary, to raczej przydawało mu czegoś. Poza tym miał obrączkę, co moim zdaniem czyniło go nieco bezpieczniejszego, choć z drugiej strony lekko rozczarowywało.
– A ja sam jestem wiele lepszy? – odpowiedziałem pytaniem na pytanie, może nieco zbyt agresywnie.
– Trochę więcej wiary w siebie – uśmiechnął się mężczyzna. – Myślisz, że ja w twoim wieku wyglądałem inaczej?
Moja niechęć do własnej tuszy, którą tak naprawdę zapoczątkował Kurczak, nie była już taka wielka, choć jeszcze oglądałem się w lustrze ze wstrętem. Zdjąłem koszulkę, nawet nie dlatego, że było gorąco, po prostu przy rozebranym facecie czułem się nieco głupio.
– Dalej pan tak uważa? – zapytałem nieco zaczepnie.
– Jesteś normalnym chłopcem, może trochę bardziej masywnym, ale dalej ładnym – uśmiechnął się. – Jeśli przyjdzie ci do głowy się ożenić, będziesz w pannach przebierał w ulęgałkach.
– Akurat – westchnąłem sceptycznie.
– Ja jestem już trzeci raz żonaty – roześmiał się mężczyzna. – Jakoś nie miałem problemu ze znalezieniem żadnej z nich, a było tego jeszcze więcej...
O ile gdzieś tam z tyłu głowy zaczynały mi się roić jakieś scenariusze, to oświadczenie szybko ustawiło mnie do pionu.
– Chłopaka też miałem – dodał dość nieoczekiwanie, chyba dlatego, że dostrzegł rozczarowanie na mojej twarzy. – Dlatego nie przeszkadza mi to, że mnie podglądałeś. Tylko dlaczego właśnie mnie? Poszedłbyś tam wzdłuż plaży i pokręcił się w tamtych krzakach, znalazłbyś kogoś młodszego.
Mężczyzna zmienił pozycję, i, co zaskoczyło mnie, ściągnął napletek z członka, wytarł go chusteczką i po chwili naciągnął go na ogromną, ciemną żołądź.
– Cały się człowiek poci – powiedział jakby na usprawiedliwienie. – Nasmaruję ci plecy, bo się spalisz, jesteś zupełnie biały.
Palce mężczyzny smagały moje plecy a mnie stopniowo opanowywało ogromne podniecenie. Zaraz trzeba będzie się przewróć na plecy. Co będzie, gdy on zauważy u mnie ten wzwód? Było mi głupio. Fujara faceta nawet nie drgnęła, co oznaczało, że jest zupełnie normalny. A ja już powoli zaczynałem wierzyć, że jest zboczony i stanie się coś ciekawego. Jeśli nawet przez moment się go bałem, strach minął. Obróciłem się niechętnie i położyłem na brzuchu, zasłaniając rękami wydatną górkę na spodenkach.
– Nie musisz się bać – powiedział spokojnie i ze swoim nieschodzącym z twarzy uśmiechem. – Mnie to w ogóle nie przeszkadza. A jak musisz, to leć w krzaki i zwal sobie konika. Choć w taki gorąc to ja bym jednak uważał. Choć wiesz co? Jak pójdziesz tą ścieżką jakieś dwadzieścia metrów, to zaraz będziesz miał dziką plażę. Woda pomoże ci jeszcze bardziej.
Propozycja była z gatunku tych nie do odrzucenia i wydawała się być najlepszym wyjściem z sytuacji. Wkrótce chlapałem się w chłodnym jeziorze. Gdy wróciłem i chciałem zmienić spodenki, okazało się, że zapomniałem ich wziąć, musiały zostać na oparciu krzesła, gdzie je powiesiłem do spakowania.
– To ja już pójdę – bąknąłem i wyjaśniłem co się stało.
–Jak chcesz – odpowiedział mężczyzna. – Dlaczego ich po prostu nie wykręcisz i nie powiesisz na gałęzi? W tym upale za pół godziny będą suche.
– Nie mam co na siebie włożyć.
– No i? Mnie się nie musisz krępować. Widziałem tylu gołych facetów, że jeden mniej, jeden więcej nie robi już żadnej różnicy.
– Jak to?
– Jestem lekarzem urologiem – powiedział. – Zajmuję się głównie gołymi facetami – roześmiał się – Od bab są ginekolodzy.
A, to dlatego nie zareagował. No pewnie, jak ja bym w życiu tyle fiutów widział, też byłoby mi obojętne. Tymczasem widziałem tylko u Kurczaka. No i teraz. Leżeliśmy koło siebie i zaczęliśmy rozmawiać. Pan Maciej, bo tak miał na imię, opowiedział mi o sobie, o swojej rodzinie, zrewanżowałem mu się krótką opowieścią o sobie samym.
– Ty mi kogoś przypominasz – powiedział po pewnym namyśle. – Rzecz w tym, że na razie nie mogą sobie skojarzyć, ale masz znajome ruchy i wyraz twarzy...
– Mogę pana zapytać o kilka rzeczy, skoro pan jest specjalistą? – nabrałem do niego na tyle zaufania, że o pewne rzeczy mogłem zapytać i wiedziałem, że uzyskam dobre odpowiedzi. Ten facet spadł mi z nieba...
– No pewnie, pytaj o co chcesz chcesz. Czterech synów wychowałem, jestem zaprawiony w bojach – roześmiał się. – Choć tym razem zanosi się na ciężki egzamin.
– To jak to jest z tym waleniem konia? – zdecydowałem rzucić to na pierwszy ogień. – To jest złe, czy nie? Bo każdy mówi co innego i ja już jestem cały głupi.
– Statystyka mówi, że dziewięćdziesiąt procent chłopców się onanizuje, a dziesięć się do tego nie przyznaje – uśmiechnął się szelmowsko. – To normalna reakcja na burzę hormonalną w tym wieku. Masz już włoski nad siusiakiem, to znaczy, że już się zaczęło. Wal i nie patrz się na boki. Mnie nauczył własny ojciec...
– Jak to? – zdziwiłem się.
– Normalnie. Bylem w twoim wieku, co rano pała stała mi na baczność, a miałem chyba dłuższego niż twój, strasznie było to widać. I pewnego dnia ojciec po śniadaniu odciągnął mnie na bok, tak żeby matka i siostra nie widziały. "Zrób coś z tym i nie przychodź tak do kuchni. Nie wypada przy kobietach". "No dobra, ale co? Mam go zawiązać w supełek?" Ojciec wydawał się zdziwiony. "Walić konika nie umiesz?" Pokręciłem głową. "Na razie chowaj go sobie pod gumkę od majtek, by tak się nie rzucał w oczy, a ja coś wymyślę". A trzeba ci wiedzieć, że mój ojciec był bardzo surowy i nie znosił żadnej niesubordynacji. Ta jego propozycja to był dla mnie ciężki szok. Ojciec mówi takie rzeczy? Wypadało tylko robić, co kazał. Jakiś tydzień później oświadczył przy stole: "Za tydzień mam konferencję chirurgów w Polanicy. Biorę Macieja ze sobą". Matka nie protestowała, choć coś takiego jeszcze nigdy się nie zdarzyło. Początkowo nie skojarzyłem, że chodzi właśnie o to. Nawet chciałem zaprotestować, bo w szkole był turniej szachowy. Ale ojcu nie odważyłbym się sprzeciwić. No i rzeczywiście wziął mnie na ten kongres. Pierwszego dnia snułem się po Polanicy i żarłem lody i inne rzeczy za pieniądze odpalone przez ojca, co samo w sobie było dziwne. Wieczorem, kiedy byliśmy już w pokoju w hotelu, poprosił, bym się wykąpał. "Połóż się koło mnie" – zażądał, gdy wróciłem spod prysznica, omotany wielkim ręcznikiem. Ściągnął ze mnie ręcznik i wprawnymi ruchami doprowadził mojego małego do wzwodu. "A teraz robisz tak" – powiedział zduszonym głosem, zacisnął go i zaczął wykonywać posuwiste ruchy. Było mi coraz przyjemniej, zacząłem sapać i jęczeć. "Ciszej" – szepnął mi do ucha nie przerywając walenia. Oczywiście wiesz, jak to musiało się skończyć, po chwili ojciec wycierał papierem toaletowym kałużę na moim brzuchu. Przynajmniej już dowiedziałem się, skąd brały się dziwne plamy na mojej piżamie. "A teraz pokaż, czego się nauczyłeś" – powiedział, położył się na brzuchu i unosząc do góry biodra ściągnął spodnie od piżamy. Myślałem, że żartuje, ale on robił to zupełnie serio. A miał naprawdę olbrzyma, nawet ja takiego nie mam. Ręce mi drżały, kiedy go chwyciłem. Był twardy i gorący. Wolno zacząłem go drażnić. "Dojeżdżaj do samej główki!" – szepnął ojciec. "No właśnie tak, teraz lepiej". Zaczynałem znów odczuwać pożądanie, a ojciec był już bardzo blisko i sapał coraz głośniej. Oczywiście był grubasem, jak wszyscy w naszej rodzinie. Strzelił jednocześnie dusząc oddech, a jego powódź była oczywiście znacznie większa niż moja. "Pamiętaj, zawsze na papier, chusteczkę czy co tam masz i zawsze przygotuj sobie wcześniej. Żeby matka nie widziała tych plam na pościeli, bo to wstyd. No, a teraz zmykaj do łóżka" – powiedział i klepnął mnie lekko w pośladek. "I wal sobie tak, by nikt nie widział. Mamie ani słowa. Musiałem cię nauczyć, bo ty straszny ciućmok jesteś, choć wydawałoby się mądry chłopak". I wiesz co? Od tego czasu zmienił się nie do poznania. Traktował mnie poważniej, bronił przed matką, co mu się nigdy wcześniej nie zdarzało. Nawet odpalał od czasu do czasu jakąś niezłą sumę, tak, by matka nie widziała.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Śro 14:40, 02 Paź 2024 Temat postu: 4. |
|
|
– Żyje jeszcze? – zapytałem.
– Tak, ma blisko siedemdziesiąt lat. Ale nigdy o tym nie rozmawialiśmy. W ogóle jesteś pierwszym, któremu o tym mówię. Przecież nie powiedziałbym tego moim synom, oni uwielbiają dziadka.
– On mieszka we Wrocławiu?
– Niedaleko, kupił dom pod Sobótką. Był wziętym chirurgiem, stać go było na to.
Oczywiście to opowiadanie miało swój natychmiastowy skutek i mały mi niemal natychmiast napęczniał, ale już było mi wszystko jedno. Miałem jeszcze jeden ważny temat do załatwienia i wiedziałem, że nie znajdę bardziej odpowiedniej osoby do obgadania.
– Jest taka jedna sprawa, bardzo delikatna...
– Tak? Śmiało.
Opowiedziałem wszystko o Kurczaku. Jak to się zaczęło, co stało się w górskim hotelu, jak wygląda teraz. Pan Maciej nie wydawał się zaskoczony.
– Powiem ci jedno: drugiego takiego nie znajdziesz. Jesteście dla siebie stworzeni.
Miałem wątpliwości.
– Teraz to wszystko siadło. Niby lubimy się, rozmawiamy, ale mam wrażenie, że to nie jest do końca szczere. Chciałbym mu powiedzieć więcej, ale trochę się boję. Że chcę go bliżej, że chciałbym z nim zwalić konika... Pan rozumie.
– Czekaj, jeszcze na to za wcześnie. Musicie obaj do tego dojrzeć, a to wymaga nieraz sporo czasu. Bywa, że i kilka lat. Choć moim zdaniem w tym wypadku stanie się to o wiele wcześniej.
– No dobrze, a jak on sobie znajdzie kogoś innego? Albo inną?
Ale pan Maciej wydawał się niewzruszony.
– Nie znajdzie, z tego prostego powodu, że nie będzie szukał. A jak ktoś go znajdzie, to go po prostu odrzuci. Czytałeś może Anię z Zielonego Wzgórza?
– Ja? Książkę dla dziewczyn? Po co? – zdziwiłem się. Książka stała na półce matki, ale jakoś omijałem ją szerokim łukiem. Dziewczyny się tym zachwycały, co tym bardziej nie było dobrą rekomendacją.
– Po pierwsze, to nie jest typowa książka dla dziewczyn. No na pewno nie pierwszy tom, później to już różnie bywa. Ale ta książka jest po prostu mądra, a miejscami zabawna. Ja czytywałem Tomki Szklarskiego, indiańskie powieści Maya, a Anię z Zielonego Wzgórza pożarłem w dwa wieczory. Moim synom też się podobało.
– No dobra, ale jaki to ma związek ze mną i z Kurczakiem? – zdziwiłem się.
– Przeczytasz to zrozumiesz. Jesteś bardzo mądrym chłopakiem, to ja widzę po tej naszej rozmowie. Co prawda tam chodzi o sytuację damsko-męską, jak się domyślasz, ale miłość nie zna płci. Inne przykłady jakoś chwilowo nie przychodzą mi do głowy...
Leżeliśmy i gadaliśmy jeszcze długo. Niestety napięcie ze mnie nie zeszło, wręcz przeciwnie, wzrosło, kiedy gadaliśmy o sprawach seksu. Niby przypadkiem oparłem mój sterczący członek o udo pana Michała, nic nie powiedział. Przynajmniej na razie, jednak w pewnym miejscu musiał to skomentować.
– Wiem, że chciałbyś, bym ci zwalił konika. Ale nie zrobię tego, nawet nie dlatego, że nie chcę, bo chciałbym, czemu nie. Nie chcę ci zrobić krzywdy i chcę spokojnie mieć czyste sumienie. Ale jak chcesz sobie zwalić tutaj, nie krępuj się. Ja już nie takie rzeczy widziałem.
Chwycił delikatnie moją dłoń i położył ją na swojej pachwinie.
– Jak chcesz, możesz dotknąć – wyszeptał.
Jedną ręką macałem duże jądra i sztywniejący nieco członek, drugą ucierałem rytmicznie mojego malucha. Sama świadomość, że patrzy na mnie taki dorodny samiec, potęgowała jeszcze moje odczucia. Serce waliło mi jak oszalałe, a to co przyszło, było tak silne, że film mi się urwał.
– Pij – usłyszałem. Otworzyłem oczy. Obok klęczał pan Maciej i trzymał butelkę przy moich ustach. Łyknąłem trochę, krztusząc się nieco.
– Co się stało? – zapytałem półprzytomnie.
– Straciłeś kontakt z rzeczywistością na chwilę, ale już jest lepiej. Leż – powstrzymał mnie ręką widząc, że chcę usiąść. – Jakie masz plany? Jak wracasz?
– Spacerkiem do Dobrzykowic przez Kamieniec, a później pociągiem.
– Podwiozę Cię do stacji w Dobrzykowicach. Po drodze zatrzymamy się coś zjeść.
Zacząłem protestować, ale pan Maciej był nieugięty.
– Jesteś osłabiony, potrzebujesz sporej dawki energii. Mam co prawda paczkę herbatników, ale tobie potrzebny jest porządny obiad zanim dotrzesz do domu.
– Nie mam pieniędzy, to znaczy mam, ale...
– Nie musisz, ja stawiam.
Coś około piątej, gdy słońce już nie paliło tak mocno, zbieraliśmy się z polanki. I wtedy coś mi przyszło do głowy.
– Może mi pan dać swój adres mejlowy?
Pan Maciej popatrzył na mnie uważnie.
– Mam nadzieję, że nie zrobisz żadnej głupoty. Mnie i tak jest bardzo łatwo znaleźć w tym mieście, znam mnie cała masa osób, więc nic nie tracę. Ale sądzę, że to dobry pomysł.
Wyjął jakąś kartkę, zapisał swój adres mailowy, po czym ja podałem mu swój.
– Strzyżyk? Rzadkie nazwisko. Adam Strzyżyk, mówi ci to coś?
Cholera. Pewnie ma na myśli mojego ojca.
– Tak, to chyba o mojego ojca chodzi... Mieszkam z matką, a ona raczej mnie izoluje od niego. W ogóle go nie pamiętam, wiem tylko że jest lekarzem, nawet nie wiem, gdzie mieszka...
– Znam twojego tatę bardzo dobrze. Obecnie mieszka w Zagórzu Śląskim, jest chirurgiem i ordynatorem w szpitalu w Wałbrzychu. Bardzo lubię i szanuję.
– Ma jakąś kobietę? – ta sprawa zastanawiała mnie zawsze. Czy ojciec odszedł do innej kobiety? Gdyby tak zrobił, matka trąbiłaby o tym co dwa dni, bo była na niego wyjątkowo cięta.
– Z tego co wiem, nie – odpowiedział, patrząc się na mnie uważnie. – A dlaczego pytasz?
– Bo matka cały czas utrzymuje, że nie chciał nas i wyniósł się do innej kobiety. Nie to nie, płakał po nim nie będę – stwierdziłem stanowczo i natychmiast, wbrew tej deklaracji, moje oczy pokryły się łzami.
– Z tego co wiem, było nieco inaczej... Ale zostawmy to, przynajmniej na razie. I nie maż się, w twoim wieku już raczej nie wypada – powiedział i pogłaskał mnie po głowie. – A teraz chodźmy do auta, bo inaczej spóźnisz się na pociąg.
Obiad zjedliśmy w restauracji o wdzięcznej nazwie "Pod garnkiem" i różnił się mocno od tego, co matka gotuje w domu i od tego, co podają w szkolnej stołówce. Aż głupio mi było jeść w tak eleganckim miejscu. Schabowy na więcej niż pół talerza, dwie surówki, marzenie, fenomenalne lody z owocami i kawałek ciasta na gorąco, to się nazywało niebo-piekło. Wszystko miało pełny smak, słone, słodkie, jak trzeba. No i te eleganckie wnętrza, które onieśmielały mnie jeszcze bardziej. xxx
– Smakowało? – zapytał pan Maciej, wycierając usta chusteczką.
– No pewnie – uśmiechnąłem się. Choć taką drugą porcję piekielno-niebiańskiej potrawy bym spokojnie wciągnął.
– Najadłeś się? Czy wziąć coś jeszcze?
Pokręciłem głową, ale chyba nie wypadło to przekonująco.
– Oj widzę, że coś nie bardzo – roześmiał się pan Maciej i puścił do mnie oko. – Straciłeś sporo energii, do tego ten wyniszczający upał. No powiedz jeszcze, co chcesz?
U mnie w domu pojęcie dokładki nie istniało. Matka gotowała dokładnie tyle, aby wystarczyło na naszą dwójkę i to wszystko. Nie było też podjadania między posiłkami, bo, prawdę mówiąc, nie było co podjadać. A tu bach, taka rozpusta.
– No jakiś deser... Ale...
Pan Maciej popatrzył do karty.
– Masz tu trifle – tradycyjny deser angielski. Jeśli robią trifle jak w Anglii, to jest to uczta bogów. A wiesz co? Zrobimy sobie dziś dzień chłopaka. Też sobie wezmę.
Po chwili kelnerka przyniosła dwie duże czarki z deserem udekorowanym bitą śmietaną i truskawkami. Deser okazał się mieszaniną biszkopta, galaretki truskawkowej, truskawek, czegoś w rodzaju budyniu i bitej śmietany.
– Dokładnie taka jak w Anglii – powiedział pan Maciej.
To był wstrząs nawet większy niż mój orgazm z potokami nasienia na polanie. Coś fantastycznego, nigdy w życiu nie jadłem niczego lepszego. Oczywiście poinformowałem o tym pana Macieja.
– Cieszę się, że smakowało – uśmiechnął się.
Gdy dojechaliśmy na stację w Dobrzykowicach, nastąpił najsmutniejszy punkt tego dnia, trzeba było się pożegnać. Do pana Macieja zdążyłem się przyzwyczaić i go polubić. Popatrzyłem na niego smutnym wzrokiem.
– Nie martw się młody, na pewno jeszcze się spotkamy. A tu masz – sięgnął do portfela i dał mi pięćset złotych.
– Ale nie mogę tego wziąć – zaprotestowałem.
– Bierz i nie gadaj. Założę się, że wiem, na co to wydasz – roześmiał się. – Na zdrowie.
Gdzieś w oddali zagwizdał pociąg.
– No leć, bo się spóźnisz. Dziękuję za wspaniałe popołudnie. Jesteś dokładnie taki sam, jak twój ojciec. Tak ma być i nic nie zmieniaj, no leć już.
Jacy szczęśliwi musieli być synowie pana Macieja... – pomyślałem idąc na peron. Mimo sutego posiłku z dwoma deserami czułem się potwornie zmęczony, a jednocześnie pobudzony. Czy mam o tym powiedzieć Kurczakowi? Na razie nie, choć jakoś będzie trzeba wprowadzić w obieg to pięćset złotych, a najchętniej bym pojechał z nim na trifle do Kamieńca. Ale to można zostawić na zaś, na razie Kurczak jest na wakacjach, a to na pewno nie jest sprawa na telefon. Poza tym musiałbym z nim poruszać kwestie seksu, przyznać się, że ciągną mnie mężczyźni, a orientacji Kurczaka wcale nie byłem pewnym. Mógł być zwykłym pochwiarzem, choć nie zauważyłem u niego jakiegoś zainteresowania dziewczynami. Chłopakami najczęściej też nie. Pan Maciej miał rację, czekać i obserwować. Choć zastanawiałem się jak sprokurować sytuację, bym mógł na niego popatrzeć dłużej, byłem bardzo ciekawy, czy już ma włoski i czy urósł mu siusiak. No i czy już mu staje? Mógłbym oczywiście pod jakimś pretekstem zapytać i podejrzewam, że nawet mógłbym dostać jakąś odpowiedź, ale prawdopodobieństwo zepsucia sytuacji było zbyt wielkie.
Byłem tak zaprzątnięty myślami, że mało nie przeoczyłem pociągu. Z bólem całego ciała wspiąłem się na stopień i zaraz za mną zamknęły się z sykiem automatyczne drzwi. Patrzyłem tępo za okno i rejestrowałem kolejne stacje: Wojnów, Strachocin... W każdej innej sytuacji cieszyłbym się chwilą, ale teraz... Na dodatek członek w moich gaciach prężył się aż do bólu. Najchętniej zwaliłbym mu łeb, ale pociąg powoli dojeżdżał do Nadodrza. Zanim znajdę kibel i tak dalej, będzie już Główny. A jeszcze muszę się przesiąść na kolej podmiejską na Nowy Dwór. Nie będę się wlókł tramwajem, choćby był najnowszy i najszybszy.
3.
Kurczak wrócił z wakacji w Egipcie cały, zdrowy i opalony. Zdaje się, że trochę podrósł, może o centymetr lub dwa. I dalej było między nami jak zawsze, choć dzieliła nas ta moja tajemnica. Wycieczki do Kamieńca na razie mu nie zaproponowałem, Kurczak wie, że jestem biedny jak mysz kościelna, często, zwłaszcza ostatnio, obżerałem go z drugiego śniadania i nagłe pojawienie się w mojej kieszeni pięciu stów musiało zrodzić podejrzenia. Ukradłem? Jeśli nie to jak zdobyłem? Nawet gdybym mu powiedział ze szczegółami, miał prawo potraktować to jak zwykłą prostytucję. Stary dziad napalił się na młodego chłopaka, wykorzystał go i odpalił ile się należało. Prawdę mówiąc czasem też tak o tym myślałem.Tyle że nie dałem mu żadnej satysfakcji, poza potrzymaniem siusiaka i pomacaniem jajek. Co mi zresztą zaproponował, tak nawiasem. Owszem, chciał mi zrobić przyjemność (i udało mu się to wyśmienicie) ale czy nie stało za tym coś jeszcze?
Wolny czas wykorzystałem na wygooglowanie informacji o panu Macieju. Było tego sporo, jak również opinii o jego pracy na różnych serwerach medycznych. Przeważały same superlatywy, nikt nie pisał, że jest bardzo drogi. Raczej przeważały wpisy o sercu dla pacjenta. życzliwości, zaangażowaniu. Opinii negatywnych znalazłem niewiele, ot, kogoś bolało po operacji, jeden narzekał, że pan Maciej jest za gruby i zastanawiał się, czy lekarz tymi tłustymi łapskami będzie w stanie wykonać precyzyjną operację. Przypomniałem sobie jego dłonie, faktycznie były potężne. Ale jedno nie wyklucza drugiego, prawda? Trochę z obawą wpisałem imię i nazwisko ojca. Tu znalazłem trochę mniej i materiału o innych charakterze. Jego prace w bazie PubMed, jakieś informacje w języku angielskim na stronie brytyjskiego instytutu naukowego. Jeśli chodzi o jego obecną pracę, był w podany jako lekarz w wałbrzyskim szpitalu. Opinii o jego pracy było niewiele, ale dały mi do myślenia. "Surowy, nieco apodyktyczny, ciężki w rozmowie". Co to znaczy apodyktyczny? Sprawdziłem w słowniku, nic dobrego. Było też kilka podziękowań za dobrą opiekę, ale jakichś takich bezpłciowych. Ale dlaczego tak mało o nim piszą? O jego funkcjonowaniu w szpitalu wiedziałem niewiele, nie mogłem nawet znaleźć jego specjalizacji. W domu się o tym nie mówiło, w ogóle o ojcu nie mówiło się prawie wcale.
Nie, to nie do końca tak. "Jesteś taki, jak twój ojciec", "jedyne co potrafił to zrobić dzieciaka i znaleźć jakąś dziwkę" – to sztandarowe teksty mamy, kiedy była na mnie o coś wściekła. A zdarzało się to jej bardzo często, podpaść było naprawdę prosto. Źle ułożone buty w przedpokoju, przyjście do domu piętnaście minut później, niż było wyznaczone – lista "przestępstw" była długa. Kiedyś jakoś to znosiłem, jednak ostatnio zaczęło mnie to po prostu wkurwiać, być może dlatego, że zacząłem dojrzewanie i dostrzegałem o wiele więcej rzeczy niż dotychczas. Na przykład zauważyłem, że matka zaczęła coraz bardziej dbać o siebie. Zaczęła nosić nowe ciuchy, częściej niż poprzednio wychodziła wieczorem. "Nie jesteś już małym dzieckiem, nie trzeba cię niańczyć" – usprawiedliwiała się, ale nie bardzo jej wierzyłem. Musiała sobie znaleźć jakiegoś gacha, bo jak inaczej to wytłumaczyć? Wcześniej czy później przyprowadzi go do domu.
Tymczasem wakacje kończyły się. Końcówka sierpnia była gorąca, toteż pewnego dnia Kurczak zapytał mnie, czy nie wybrałbym się z nim nad wodę.
– Pomysł może dobry, ale dokąd? Na Morskie Oko nie mam ochoty, tam się nie da przepłynąć pięciu metrów, by ktoś cię nie kopnął w brzuch – zaprotestowałem.
– A po co na Morszczaka? Pojedziemy na Kopalnię. Tam jest fajnie, jest wyspa, czysta woda, pełna kulkturka.
– Byłeś? – popatrzyłem z powątpiewaniem. Nie podejrzewałem, że Kurczak bywa w takim miejscu.
– No pewnie, byłem z braćmi i rodzicami. Nie ma aż tak wiele ludzi, jest kilka plaż, rodzinna i dla innych.
Matka nie protestowała, odpaliła mi nawet sto złotych, co jak na nią było sporo. No ale trzeba było dojechać, wrócić, kupić bilet... Sam dojazd drogi nie był, miałem urbankę, czyli kartę miejską, na którą mogłem dojechać do Świniar, a ten jeden przystanek do Szewc to cztery złote ze zniżką. Bilet na kąpielisko to 25 złotych, na miejscu jakieś żarcie, napoje... Pieniędzy od pana Macieja nie chciałem ruszać, spokojnie, i tak wydam je zanim zeżre je inflacja.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Śro 14:41, 02 Paź 2024 Temat postu: 5. |
|
|
Podróż pociągiem była atrakcją samą w sobie, zatem na tę Kopalnię zgodziłem się bez większego szemrania. Kurczak przyszedł ubrany jak na plażę w jakichś Bahamach, kolorowych spodenkach i... w słomkowym kapeluszu.
– Zwariowałeś? – zapytałem pokazując na jego głowę. – Kto teraz nosi kapelusze?
– Ci, którzy nie chcą mieć udaru słonecznego – wypalił Kurczak. – Tobie też radziłbym coś na łeb.
– Mam tylko czapkę bejsbolówkę, ale jej nie noszę. Idź, będę wyglądał jak jakiś przychlast.
Ale Kurczak zmierzył mnie wzrokiem tak, że odebrało mi to chęć do dyskusji.
Choć od stacji w Szewcach do kąpieliska przy starej kopalni był jakiś kilometr po wygodnej drodze, szło się ciężko w tej spiekocie, mniej więcej tak samo jak tam w Kamieńcu. Ale droga była warta każdej swej minuty, bo kąpielisko było naprawdę fajne. Plaża dla rodzin z bachorami była po drugiej stronie jeziora, nikt nie robił wiochy, nie darł ryja i w ogóle było jakoś bardziej cywilizowanie niż na Morskim czy jakimkolwiek innym kąpielisku. Rozłożyliśmy koc i natychmiast wskoczyliśmy do wody. Okazało się, że Kurczak doskonale pływa, o wiele lepiej ode mnie, i w wodzie lubi siedzieć o wiele dłużej niż ja. Leżałem sobie na kocu i czytałem, kiedy pojawił się ociekający wodą Kurczak. Zwróciłem uwagę na jego spodenki i rysujące się pod nimi narządy płciowe. Przez moje plecy przeszedł znany już dreszcz.
– Nie leń się Gruby, teraz ja popilnuję koca, a ty idź się wybachaj.
I tak zeszło nam do piątej po południu. Wyszalałem się, miałem już dość wody.
– Wracamy?
– Trzeba by było – westchnął Kurczak. – Powiedziałem, że będę przed ósmą w domu.
Przed przebieralnią była spora kolejka. Gdy doszliśmy już do kabin, Kurczak bez pytania wgramolił się razem ze mną. Byłem ciekawy, czy obwiąże się ręcznikiem, by zmienić majtki, tymczasem ani mu to było w głowie i już po kilkunastu sekundach stał przede mną nagi. Zobaczyłem to, nad czym ostatnio nawet długo się zastanawiałem, nad członkiem, dłuższym niż wtedy, kiedy go widziałem po raz ostatni i o wiele większymi jądrami dostrzegłem kępkę jasnych włosów. Nie miałem już żadnych oporów i zrobiłem dokładnie to samo. Nie wiem, czy mi się wydawało, ale Kurczak wpatrywał się we mnie uważnie.
– Wytrzyj mi plecy – poprosił, podając mi ręcznik.
Wycierałem i byłem ciekaw, jak zareaguje, gdy członkiem dotknę mu pośladka. Nie zareagował w ogóle, nawet się nie odsunął, po prostu zero reakcji. Gdy role się odwróciły i tym razem on mi wycierał plecy, sytuacja się powtórzyła. Wszystko odbywało się najzupełniej naturalnie.
– Jak będziemy wracać, wysiądźmy na Mikołajowie i przejdziemy ten kawałek na tramwaj – powiedział Kurczak, wciąż nagi, szamocząc się z bluzką, która próbował przeciągnąć przez głowę. Jakże mi się podobał... Mógłby tak celebrować to nieco dłużej, pomyślałem.
– Niegłupi pomysł – odpowiedziałem z roztargnieniem, szukając gaci w torbie. Kątem oka spostrzegłem, że Kurczak przygląda mi się uważnie. Zaczynałem podejrzewać, że ta jego obecność w kabinie wcale nie jest przypadkowa, ta demonstracja również. Coraz bardziej podejrzewałem, że to było robione specjalnie dla mnie. Bo choć Kurczak zawsze odznaczał się dezynwolturą, jednak nawet ekstrawagancja ma jakieś granice. Jednak daleki byłem na razie od wyciągania dalszych wniosków. Czuliśmy się ze sobą dobrze i to było najważniejsze. Żebym jeszcze mógł mu o wszystkim powiedzieć...
Słońce grzało jiż nieco słabiej, spokojnie wracaliśmy na stację w Szewcach.
– Czekaj – poprosił nagle Kurczak. – Będę za chwilkę.
To powiedziawszy zniknął za jakąś kępą drzew. Pewnie chce się wysiusiać. Ale minuty mijały, a Kurczak się nie pojawiał. Pociąg za dwadzieścia pięć minut a tej cholery jeszcze nie ma. Co on tam robi? W głowie zaczynały mi się rodzić różne podejrzenia. W zasadzie trzeba byłoby tam iść, ale jeśli on robi tam coś, na czym nie chciałby być złapany? Oczyma wyobraźni już widziałem Kurczaka szarpiącego się z nabrzmiałym członkiem. Nawet fajnie byłoby to zobaczyć... No bo co innego może robić. Zdecydowałem się podejść i zobaczyć, co on tam wyprawia. Gdy dotarłem na miejsce, Kurczak klęczał na trwie i grzebał w ziemi.
– Co ty robisz, do ciężkiej cholery? – wściekłem się.
– Ciii... Bluszczyk kurdybanek. Dwa lata go szukałem do swojej kolekcji.
– Oszalałeś? Pociąg nam odjedzie i spóźnimy się do domu. Matka mnie odrze ze skóry.
– Nie bój żaby, już kończę. Chodzi tylko, by nie uszkodzić systemu korzeniowego. Już idę – powiedział, zawijając troskliwie roślinę. – No możemy iść...
Chciałem mu zrobić jeszcze większą awanturę, ale robiło się dramatycznie późno. Do stacji zostało jakieś pół kilometra i tylko jakieś osiem minut.
– Biegem – rzuciłem. Zziajani wpadlismy na stację, gdy pociąg wolno wtaczał się na peron.
Gdy wróciłem do domu, matka była wściekła.
– O której to się wraca?
– Przecież mówiłem, że będę przed ósmą, prawda? Jest piętnaście po siódmej. Na dobrą sprawę...
– Jesteś taki sam jak twój ojciec. Masz mnie dokładnie gdzieś.
Co to to nie. Nie znałem powodów tej całej wścieklizny, coś musiało się stać, a mamuśka teraz całą swoją złość wylewa na mnie. Tyle że akurat teraz byłem niewinny jak rosa o poranku.
– Daj już spokój z tym ojcem. Nawet go nie pamiętam.
– I obyś nigdy go nie znalazł – powiedziała z ogromną nienawiścią w głosie.
– To akurat nie jest takie proste – odciąłem się zimno. – Mieszka w Zagórzu Śląskim, pracuje w szpitalu miejskim w Wałbrzychu.
Matkę jakby raził piorun. Popatrzyła na mnie z rosnącym z sekundy na sekundę zdumieniem. Takiej matki chyba nie widziałem w życiu, wyglądała, jakby chciała się na mnie rzucić.
– Skąd to wiesz?
– Mam własne źródła – odpowiedziałem. – Poza tym internet wie wszystko.
– Ty mi tu nie mąć z internetem – powiedziała gniewnie. – Tam nic nie ma na temat jego zamieszkania. Sprawdzałam to nieraz.
– A może po prostu nie umiesz z niego korzystać – odpowiedziałem może nieco zbyt bezczelnie.
– Nie bądź taki pyskaty – zgasiła mnie. Skąd to wiesz, mówi mi zaraz – zażądała tonem nieznoszącym sprzeciwu. Ale ja nie zamierzałem jej tego powiedzieć, bo oznaczałoby to przyznanie się do znajomości z doktorem Maciejem a może do czegoś jeszcze gorszego.
– Już powiedziałem, nie ujawniam źródeł informacji. Z różnych powodów. Szanuję ludzi, którzy z różnych powodów i w dobrej wierze przekazują mi poufne informacje. Poza tym jak wychlapię, drugi raz mi nic nie powiedzą.
– Strasznie wyszczekany się zrobiłeś – powiedziała matka z przyganą w głosie. – A więc ktoś ci to powiedział. Kto?
– Nie myśl, że ci powiem. Jak widać, informacja była dość łatwo dostępna, skoro taki, jak to mówisz, smarkacz, wszedł w jej posiadanie bez większego trudu.
Jeszcze tego brakowało, bym mówił od kogo to wiem. Wyobrażam sobie minę matki, gdyby się dowiedziała, co ja z tym facetem robiłem. Tymczasem matka westchnęła głęboko, usiadła przy stole i zapaliła papierosa. Generalnie się pilnowała, jeśli chciała to wychodziła na papierosa na balkon. Potrwało chwilę, zanim doszła do siebie.
– Ale przysięgnij mi, że nie będziesz się z nim kontaktował – w jej tonie głosu usłyszałem i błaganie i groźbę. O nie, tak się nie będziemy bawić.
– Zrobię dokładnie to, co będę uważał za stosowne – odpowiedziałem i dopiero teraz zacząłem rozglądać się po pokoju. Do spostrzegawczych to ja nie należę, najczęściej Kurczak, a również inni koledzy szybko spostrzegają to, co mnie zajmuje trochę czasu. Pokój był posprzątany, dywan odkurzony, a na stole stał świecznik.
– Kto miał przyjść? – zapytałem ostro.
– A co cię to obchodzi? Nie do ciebie. Ja się nie pytam, kto do ciebie dzwoni ani gdzie chodzisz.
– I tak wiesz – odciąłem się. – A gdybyś zapytała, to po prostu powiedziałbym prawdę, bez jakiegoś klamkowania się.
Matka popatrzyła na mnie tak jakoś inaczej i wyciągnęła kolejnego papierosa. Wyglądało, jakby chciała mi coś zakomunikować. I nie pomyliłem się.
– Miał przyjść mój dobry przyjaciel, niestety coś mu wypadło i dzisiaj go nie będzie. Chciałabym, abyście się poznali i, jeśli to możliwe, polubili.
Szok i niedowierzanie, matka znalazła sobie jakiegoś fagasa. Na razie nie wiedziałem, co o tym sądzić. Z jednej strony, może to i lepiej, bo od tej samotności zaczyna jej powoli odbijać. Gorzej, że ja nie będę akceptował każdego jak leci.
– On będzie tu mieszkał?
Matka nagle zaniemówiła. Gdyby tego nie planowała, odpowiedziałaby całkiem zwyczajnie "nie". Przyznanie się do zamiaru wprowadzenia tu obcego chłopa wymagało jednak większej odwagi, a matka do odważnych nie należała. Strachy, lęki czy obawy nadrabiała agresją, co nawet przed chwilą było widać.
– Zobaczymy...
Wyglądało więc na to, że sprawa była bardziej zaawansowana, niż to na początku wyglądało. Na razie nie chciałem drążyć sprawy, choć wszystko wyglądało mocno nieciekawie. Pal sześć że jakiś facet będzie ruchał moją mamę, jak to napisał Tuwim, "jej jest rzecz i jej jest de". Zacząłem dojrzewać i coraz bardziej odczuwałem tak zwany popęd płciowy. Potrafił się odezwać w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Mój problem polegał na tym, że nie miałem jak tego regulować, poza szybkim waleniem przed snem. Wspomnienia z tamtej polany nad Bajkałem dalej działały, choć nie były już tak mocne. Nie zamierzałem oglądać pornosów na internecie, jakoś mnie to nie pociągało. Nie jestem święty, widziałem to i owo, ale to wszystko było jakieś be. Może poza jednym filmem, na którym starszy facet męczył siusiaka młodemu, grubszemu chłopakowi, też na jakiejś polanie w lesie. Młody miał trochę niespecjalnego fiuta, nawet nie stał mu dobrze, ale całość była fajna i, co najważniejsze, działała na wyobraźnię. Poza tym większość była raczej niesmaczna i mało pociągająca. Bardziej kręciło mnie oglądanie facetów na ulicy i domyślanie się, co oni mają w gaciach. Zastanawiałem się, gdzie można by pooglądać facetów. Niestety nastała jesień i na Bajkale pewnie nikogo bym nie znalazł. A może by tak na basen? Tylko jak to wytłumaczę matce? Czym innym jest letni wyjazd na kąpielisko, czym innym pójście na basen. Poza tym matka samego mnie nie puści, pewnie będzie kazała iść z Kurczakiem, co akurat mi się nie uśmiechało. Na szczęście Kurczaka akceptuje, nawet lubi, ba, kilka razy stawiała mi go za przykład.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Śro 14:42, 02 Paź 2024 Temat postu: 6. |
|
|
Co się odwlecze, to nie uciecze. Fagas matki pojawił się już w następnym tygodniu. Matka nas oczywiście przedstawiła, ale on nawet nie raczył podać mi ręki, nie mówiąc o zamienieniu ze mną kilku zdań. No dobra, coś tam wybąkał pod nosem. Wysoki, niezbyt starannie ogolony, coś mi się nie zgadzało w jego twarzy. Niby wyglądał normalnie, ale miał w sobie jakąś zaciętość, nie mogłem znaleźć dosłownie nic, co by zjednywało sympatię. Co prawda siedzieliśmy przy jednym stole, cała rozmowa toczyła się między nim a matką, mnie nie pozwolono nawet się odezwać. Ba, nawet nie padło zwykłe w takich okolicznościach pytanie o szkołę, kolegów i tym podobne. O ile zawsze śmiałem się z takich pytań i uważałem ją za niepotrzebną stratę czasu, teraz doceniłem, jak bardzo są potrzebne. Z tego co mówili mi na angielskim, to się nazywa small talk. Tu ich brak odczytywałem za wrogość. Szybko skończyłem kolację (a tak swoją drogą dużo bym dał, by wyżywienie wyglądało tak na co dzień) i opuściłem pokój.
Wkurzony usiadłem do komputera, miałem do zrobienia zadanie domowe z geografii, poza tym chciałem pogadać z Kurczakiem. Niestety, ni cholery nie mogłem się połączyć z internetem. Sprawdziłem router, dioda pokazująca dostęp do sieci się nie świeciła. O cholera, matka nie zapłaciła za internet. Wolała wydać na wystawne kolacyjki dla tego kurwia. Zastanawiałem się, czy nie wpaść do pokoju i nie zrobić awantury, jednak nie wypadało.
– Wychodzę – oświadczyłem w drzwiach.
– Dokąd? Czy wiesz która jest godzina? – zaoponowała matka. – O tej godzinie do nikogo się nie chodzi.
Ciekawe dlaczego nie powiedziała to temu kurwiowi, który siedział koło niej. Jego obecność zaczynała mi ciążyć coraz bardziej.
– Geografia sama się nie zrobi, a internet w domu nie działa. Idę do Kurczaka i wrócę, jak zrobię zadania.
I mam nadzieję, że tego kurwia już nie będzie. Teraz i nigdy. Matka będzie chciała go tu jakoś zainstalować, Aha, niech uważa, że się zgodzę. Długo nie, a później wcale. Tymczasem przyszedł esemes od Kurczaka, żebym wpadał. Przemknąłem szybko przez osiedle i wkrótce pojawiłem się w bloku na Zemskiej. Kurczak już czekał w drzwiach mieszkania. Jeśli chodzi o jego rodziców, bardzo mnie lubili i miałem wejście na jego chatę właściwie bez ograniczeń.
– Właź. Co się dzieje? – popatrzył na mnie uważnie.
– Matka przyprowadziła do domu swojego fagasa. Lepiej nie pytaj.
– Wyglądasz nieciekawie. Chcesz coś do zjedzenia?
– Zrób mi tylko kawę, będę musiał się zabrać za tę cholerną geografię. Matka nie zapłaciła za internet no i dupa zimna. Nawet nie mogę od ciebie odpisać, bo jestem w innej grupie. Eh, szlag by to wszystko trafił.
Siedziałem przy jego biurku i szukałem danych na internecie. Trzeba było znaleźć dane dotyczące pogody z kilku miast, porównać i wyciągnąć wnioski. Zadanie fajne ale jak się ma więcej czasu i własny komputer. Dane na szczęście znalazły się szybko, częściowo z IMGW, częściowo z Wikipedii.
– Teraz to trzeba nanieść na konturówkę z Wikipedii. Pomożesz? Ja się nie znam na twoim komputerze.
Kurczak używał Linuksa, ja Windowsa i niektóre rzeczy robiło się inaczej. Ja do grafiki wektorowej miałem starego Corela, on miał program o nazwie Inkscape, obsługiwany zupełnie inaczej. Nie miałem ani czasu ani ochoty na przyśpieszoną naukę programu, musiałem się z tym uwinąć jak najszybciej.
– Suń się – zażądał Kurczak i kiedy odsunąłem jego cudowny fotel na kółkach (moja matka nie kupi mi takiego do końca życia), usiadł mi bezceremonialnie na kolano. Nie było wygodnie, Kurczak ciągle ześlizgiwał się z mojej nogi. Niewiele myśląc chwyciłem go wpół, tak przez brzuch. Nie zaprotestował, zajęty pracą na ekranie. W pewnym momencie poprawił pozycję i moja ręka obejmowała go w pachwinach. Z początku myślałem, że Kurczak trzyma coś ciężkiego w kieszeniach, ale gdy usiłowałem to odsunąć, nie dało rady. Dopiero teraz zorientowałem się, z czym tak naprawdę walczę. Kurczak w ogóle nie zareagował, zajęty wygładzaniem izotermy. Ale czy zauważył? No przecież musiał coś czuć, tego się nie da tak zlekceważyć. Niestety, dla mnie to był tak silny bodziec, że mój mały wyprostował się natychmiast i parł mocno w pośladek Kurczaka. Musiał to poczuć, bo poprawił tak, że mój kutas znalazł się gdzieś między jego jądrami. Celowo? Nasza robota dobiegała końca, a ja dalej dociskałem jego członka. Ach jak go chciałem zobaczyć, ale jak? Powoli dochodziło do mnie, że nic nie dzieje się przez przypadek, zwłaszcza kiedy Kurczak zaczął sapać mi do ucha. I nie wiem, jak by to się skończyło, gdyby do pokoju nie weszła matka Kurczaka z przygotowaną dla mnie kolacją.
– Nie mogłeś przynieść krzesła z drugiego pokoju? – powiedziała do syna. – Wstyd tak walić się na kolana gościa.
– Jaki tam gość, to jest Gruby – roześmiał się Kurczak.
– Tym bardziej powinieneś go szanować, choćby nie nazywając go w ten sposób. Podobno się lubicie?
Wiedziała doskonale, że się lubimy, znała całą naszą historię. Zdaje się, że to pierwsze ocieplenie nastrojów między nami zawdzięczamy właśnie pani Honoracie, drobnej, sympatycznej blondynce, do której Kurczak był bardzo podobny.
– Najwyżej zgniotę mu to i owo, nic wielkiego się nie stanie – odciął się Kurczak z szelmowskim uśmiechem. – Chyba że będzie chciał zostać aktorem w filmach erotycznych...
Pani Honorata z trudem pohamowała wybuch śmiechu, popatrzyła na niego jakoś dziwnie i wyszła z pokoju. Luz i śmiech w tym domu nie były niczym nowym a ja bardzo zazdrościłem Kurczakowi rodziców na poziomie. Jego ojciec zresztą bywał w domu rzadko, bo przebywał na jakiejś placówce dyplomatycznej we Francji, jakimś attache czy kimś podobnym. Zresztą od niedawna, bo za rządów PiS pracował w urzędzie miejskim. Kurczak ojca zdecydowanie lubił i za nim tęsknił.
– Ja ci dam filmy erotyczne – parsknąłem śmiechem, gdy pani Honorata wyszła z pokoju i rzuciłem w niego poduszką. Kurczak oczywiście nie został dłużny i po chwili tarzaliśmy się po podłodze. Kurczakowi dalej stał na baczność, co wyczułem bardzo szybko. Gorzej, że mi też... Dwa naparzone źrebaki kotłują się na podłodze. W pewnym momencie Kurczak padł na mnie i dyszał bardziej, niż wynikałoby to z wysiłku, który włożył w tę bijatykę. Wyciągając rękę z tej kotłowaniny przejechałem niechcący przez jego krocze i poczułem lepkość rozsmarowującą się na wierzchu mojej dłoni. Aha, więc to tak wygląda. Szalałem z podniecenia, ale nic nie byłem w stanie zrobić. Szybki, gorący oddech Kurczaka na mojej szyi i twarzy nakręcał mnie nawet bardziej.
– Na drugi raz zastanów się, zanim we mnie rzucisz poduszką – zaśmiał się Kurczak.
– Żałujesz?
– Bynajmniej... – wstał i podał mi rękę. Nie mógł zauważyć górki w moich spodniach i założę się, że przyglądał się jej przez dłuższą chwilę.
Pożegnałem się i powlokłem się do domu. Matka stała i zmywała naczynia po kolacji, kurwia już nie było. Na szczęście.
– O której wracasz? – rzuciła się na mnie.
– Będę wracał jeszcze później, jak nie będę miał w domu podstawowych warunków do nauki – zagroziłem. – I tak zrobiłem to najszybciej jak mogłem, tak naprawdę trzeba by jeszcze nad tym popracować.
Matka westchnęła.
– No zapomniałam zapłacić za internet, zrobiłam to z komórki. Lada chwila powinni odblokować.
– Teraz to musztarda po obiedzie. Poza tym chcę się wyspać, dość mam wrażeń na dziś. Kąpiel i spać.
– Jak ci się podobał pan Jacek?
– O, nareszcie wiem, jak mam na imię, bo sam zapomniał mi się przedstawić. Zapomniał też zadać mi elementarne pytania. Burak i cham, mam nadzieję, że nie będzie tu mieszkał, bo inaczej...
– Co inaczej? – zapytała zaniepokojona matka.
Nie zamierzałem odpowiadać jej na to pytanie, niech sama zgadnie, zresztą sam nie wiedziałem, konkretny plan gry miałem dopiero opracować. Coś mi tam świtało w głowie, ale to było mocno niedopracowane i wymagało pomyślunku i, niestety, pomocy z zewnątrz. Zawsze lubiłem liczyć wyłącznie na siebie, ale tu nie było to takie proste. Pomyśli się jeszcze. Na razie pragnąłem się znaleźć w łóżku i to wcale nie z powodu zmęczenia. Celowo nie umyłem rąk, co do tej pory mi się nie zdarzało. Już w łóżku dotknąłem tego miejsca językiem. Było co prawda suche, ale wyczułem śliskość. Serce zaczęło mi walić. Powąchałem, a zapach był nieco dziwny, ale wcale nie nieprzyjemny. Wsadziłem ręce w piżamę i przeszedł mnie bardzo silny dreszcz. O wiele silniejszy niż wtedy, na łące, kiedy waliłem sobie konia przy panu Macieju. Żeby tylko nie dopuścić do tego, co stało się wtedy... Wystraszyłem się, ale nie osłabiło to podniecenia. Kilka ruchów wystarczyło, by wstrząsnęła mną ogromna fala i polały się z mojego wnętrza strumienie gorącej cieczy. Leciałem w przepaść...
gdy otworzyłem oczy, kleista ciecz zdążyła wystygnąć i czułem się bardzo niekomfortowo. Popatrzyłem na zegarek. Było już po dziesiątej i nie wypadało już brać prysznica, ale w tej sytuacji nic innego nie dało się zrobić.
– Nie mogłeś się wykąpać wcześniej? – zza drzwi dobiegł mnie głos matki.
– Nie mogłem.
– To się pośpiesz, znów sąsiedzi będą narzekać, wiesz, że strasznie tego nie lubią.
A to już mnie niewiele obchodziło. Wyszedłem spod prysznica i chwyciłem ręcznik. I tu niespodzianka – ręcznik był mokry. O cholera... Ostatnio kąpałem się trzy dni temu i do tej pory powinien już wyschnąć. Prawdopodobieństwo, że użyła go matka było zerowe, sama tępiła wycieranie się nie swoim ręcznikiem. Zatem to pewnie robota tego kurwia... Ręcznik był zbyt mokry, by wytarł sobie tylko twarz i ręce. Musiał się kąpać. Kto przychodzi do kogoś w gości, by się wykąpać? I to jeszcze będąc z wizytą pierwszy raz? Rozwiązanie tej zagadki było łatwe, po prostu musieli się ruchać, nic innego nie mogło się stać.
– Mama!
– Czego się drzesz po nocy – matka pojawiła się po chwili, jak słychać niezbyt szczęśliwa.
– Ten pan Jacek użył mojego ręcznika i jest cały mokry. Możesz mi przynieść jakiś suchy? Chcę się wytrzeć.
Matka spełniła prośbę bez słowa, chyba ten temat nie był dla niej zbyt wygodny. Ale niedoczekanie, podrążę go przy najbliższej okazji, bo przecież nie teraz...
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Śro 14:43, 02 Paź 2024 Temat postu: 7. |
|
|
Następnego dnia postanowiłem napisać list do pana Macieja. Do tej pory nie kontaktowaliśmy się i miał to być mój pierwszy e-mail do niego. Jak go napisać, by się za bardzo nie narzucać? Przecież może mi odpisać, że nic go to nie obchodzi i mam sobie dalej radzić sam. I właśnie takiej odpowiedzi się spodziewałem, ale musiałem coś zrobić, to wszystko wyglądało co najmniej niepokojąco. A do lekarza nie pójdę za żadne skarby świata, zresztą co mu powiem? To była tak zwana ostatnia deska ratunku, przynajmniej na razie. Tylko jak ten list napisać? Otworzyłem mailera, wybrałem nowy list i... przez kilka minut nie wiedziałem, co napisać.
Szanowny panie Macieju!
To ja, Radek, chyba pan mnie pamięta. Nie niepokoiłbym pana, gdyby nie to, że stało się coś niepokojącego, zresztą powinien pan wiedzieć, co, bo dokładnie to samo stało się przy panu...
Gdy już napisałem ten wstęp, rozgrzałem się i mogłem spokojnie opisać całą tę sytuację. Choć pisało się ciężko, opisywałem bardzo intymną sytuację, trudno było mi dobrać odpowiednie słowa. W końcu jakoś przebrnąłem.
...Sam pan widzi, że nie mogę tak po prostu iść z matką do przychodni. Co powiem? przecież to mi nie przejdzie przez gardło. Wierzę, że pan mnie zrozumie. Oczywiście nie musi pan odpowiadać, to ja chyba niepotrzebnie się narzucam.
Z poważaniem...
Przeczytałem jeszcze raz i wysłałem, niech się dzieje co chce. Czemu ja się tak bardzo denerwuję? Jak nie odpowie, będziemy myśleć co dalej. W ostateczności poradzę się Kurczaka, choć jemu też będzie ciężko o tym wszystkim opowiedzieć.
Odpowiedź przyszła nadspodziewanie szybko, nawet nie po dwóch godzinach. Zawahałem się, zanim otworzyłem odpowiedź, a serce waliło mi mocno.
Cześć Radek!
Dziękuję za maila, już myślałem, że o mnie zapomniałaś, a jednak mnie nie wypadało się odezwać pierwszemu. Bardzo dobrze zrobiłeś, że do mnie napisałeś. Tego nie można tak po prostu zostawić. Tak naprawdę nie mam pojęcia, co się może dziać. Pierwszy raz się z takim czymś spotykam, choć omdlenia to sprawa dość częsta, jednak nie podczas stanu podniecenia płciowego czy wytrysku. Jeszcze trochę pogrzebię w literaturze, ale wątpię, czy coś znajdę. Jednak, jak już napisałem wcześniej, nie można tego tak zostawić. Postaram się przeprowadzić jakieś badania, tyle że muszę je przygotować. Mam pewien pomysł, ale musisz się na niego zgodzić, Opowiem Ci to wszystko gdy się spotkamy, jak wiesz, scripta manent. Teraz tylko musimy znaleźć jakiś wolny dzień, proponuję sobotę za tydzień. Jakby się coś działo, to pisz od razu, nie krępuj się. I na razie powstrzymaj się od silnych doznań natury seksualnej, dopóki tak naprawdę nie wiemy, co za tym stoi. Tak przy okazji, wszystko z Twoim przyjacielem toczy się na razie dokładnie tak, jak przewidziałem. Jest dobrze, tylko tego nie zepsuj.
Dalej były pozdrowienia i inne wyrazy. Brzmiało to uspokajająco. W sobotę matka pracuje cały dzień, nie będzie problemu zerwać się na kilka godzin. Poza tym jakoś tak się utarło, że matka nie wtrącała się w moje soboty,byle mniej więcej wiedziała, gdzie jestem. Tylko co to znaczy "scripta manent"? Po krótkim buszowaniu w internecie okazało się, że chodzi o to, by nie zostawiać za sobą śladów. Było to naturalne, Tylko co on zamierza zrobić? Na razie brzmiało to tajemniczo. Gdyby chodziło o jakąś prostą metodę, pewnie napisałby to wprost. Poczułem się przez moment niewyraźnie. Na razie postanowiłem nie wnikać, co będzie to będzie. Nie podejrzewałem pana Macieja o waterboarding czy inne wyszukane tortury. I wszystko poszłoby pewnie jak z płatka, gdyby nie...
– Gruby, co robisz w sobotę? – zapytał mnie Kurczak, gdy wychodziliśmy ze szkoły.
– Sorki, ale mam zajętą. Jak coś planujesz, to z góry przełóż na następny tydzień.
– No ale chyba możesz powiedzieć, co robisz?
– Mam badania lekarskie – odpowiedziałem.
– Na co? – drążył Kurczak.
– A musisz to wiedzieć? Po prostu coś jest nie tak, coś mnie niepokoi – powiedziałem oględnie. Jak już wcześniej postanowiłem, nie będę go wtajemniczał w to wszystko. Za dużo tłumaczenia, za wielkie niebezpieczeństwo dla tego, co trzymało mnie w formie czyli przyjaźni z Kurczakiem.
– Boję się o ciebie – odpowiedział Kurczak podniesionym głosem. – Nie podoba mi się to wszystko. Badań zwykle nie robi się w sobotę. Przynajmniej nasza przychodnia jest nieczynna. Zostają tylko lekarze na ostrych dyżurach i w szpitalach – bezlitośnie miażdżył mnie Kurczak.
– To będzie wizyta prywatna – oświadczyłem ozięble.
– I twoją matkę na to stać? – zdziwił się Kurczak. Bieda w naszym domu nie była dla niego bynajmniej tajemnicą.
– Matki w to nie mieszaj, ona nic nie wie – powiedziałem błagalnym tonem. Kurczak nie miałby najmniejszych skrupułów, gdyby trzeba było zapytać moją matkę. Dlaczego nie rozegrałem tego inaczej? Wystarczyło wymyślić cokolwiek innego, byle dalej od właściwego problemu, jakiś wyjazd czy gości, cokolwiek. A tak leżę i kwiczę.
– To już zupełnie nic nie rozumiem – zdenerwował się Kurczak. – Ty coś kręcisz. Czy na pewno chodzi o lekarza? Chyba nie jest to takie trudne powiedzieć "choruję na serce" czy coś podobnego. Poza tym do badań serca potrzebny jest sprzęt do EKG, testu Holtera czy podobny. Nie do załatwienia w weekend.
Wiedzę medyczną jakąś miał, pani Honorata była lekarką w szpitalu, poza tym Kurczaka interesowało wszystko, co miało związek z biologią, choć oczywiście najbardziej lubił botanikę i zbierał zielsko.
Do samego końca szliśmy pokłóceni, w pewnym momencie Kurczak przestał nalegać i wydawało mi się, że się obraził. Nawet "cześć" nie powiedział, następny dzień też był ponury. Na przerwach Kurczak demonstracyjnie mnie unikał, aż było mi nieprzyjemnie. Tym razem nawet nie wracaliśmy wspólnie do domu, co było w zasadzie świętością i nie miało miejsca tylko wtedy, kiedy ktoś z nas był chory. Cała ta sprawa ciążyła mi na sercu i coś należało zrobić, tylko co? Wieczorem siedziałem nad lekcjami i nie mogłem się skupić, bo do głowy przychodziły mi różne dziwne myśli. A jeśli pan Maciej jest jakimś zboczeńcem i zacznie robić jakieś dziwne eksperymenty? Nie wyglądał na takiego ale właśnie teraz zauważyłem, jak nieodpowiedzialnie się zachowuję. Ktoś musi wiedzieć, co się ze mną dzieje i w razie czego wszcząć alarm. I do kogo z tym mam iść? Około dziesiątej doszedłem do wniosku, że rozmowa z Kurczakiem mnie nie minie, niezależnie od tego, co się miało stać. Czy o tej godzinie wypada zadzwonić? Z drżeniem rąk wyszukałem Kurczaka w telefonie.
– Czego chcesz? – przywitał mnie obcesowo.
– Musimy pomówić.
– Też mi się tak wydawało...
Uff. Chyba nie jest najgorzej.
– Kurczak, sprawa jest bardzo trudna i bardzo ciężko mi będzie o tym gadać. Ale przemyślałem wszystko i jednak lepiej, gdy będziesz o tym wiedział.
– To jednak nie lekarz?
– Lekarz, jak najbardziej, ale to wszystko jest o wiele bardziej skomplikowane, niż myślisz.
– No to mów...
– Kurczak, to nie jest sprawa na telefon. Musimy się spotkać gdzieś poza szkołą i raczej poza moim domem. Wiesz, ściany mają uszy. Poza tym wszystkim nie jestem jeszcze gotowy. Decyzja zapadła dziesięć minut temu. A ja jeszcze z nikim nie rozmawiałem o takich rzeczach.
– Mnie się wstydzisz? Naprawdę?
– Nie to, zresztą sam usłyszysz. Tyle że musimy koniecznie się spotkać przed sobotą.
– Jutro w szkole ci powiem, na razie nie wiem, jakie matka ma plany na popołudnie. Może trzeba będzie kombinować jakieś inne lokum, jeśli to tajne łamane przez poufne.
– Dobra, to ja już idę spać. Dzięki ci. Spokojnej nocy.
– No pa, Grubciu. I sorry że byłem na ciebie wściekły...
Grubciu... Nigdy tak się do mnie nie zwracał. Gruby i cześć. Czasem, dla jaj z czeska Hruby. Czy tam z ukraińska.
Następnego dnia w szkole już było normalnie, i całe szczęście. Kurczak zachowywał się beztrosko i tylko ktoś, kto go nie znał, powiedziałby, że nic go nie trapi. Nie za mną te numery, Brunner. Na dużej przerwie wyrwaliśmy się ze szkoły na podwórze.
– Jest pipa – oświadczył Kurczak bez wstępów. – Matka będzie całe popołudnie w domu. Chyba będziemy musieli skoczyć na działkę.
Rodzice Kurczaka mają działkę na Wojszycach, dosłownie trzy minuty spacerkiem od stacji. Na działce jest altana, a właściwie niewielki, dobrze wyposażony domek. Byłem tam kilka razy, zwłaszcza jak obrodziły truskawki. Ale wlec się teraz taki kawał na drugą stronę miasta... Tramwajami i autobusami to więcej niż godzina, powrót – następna.
– Naprawdę nie mogłeś wymyślić czegoś innego? Chociażby park, nasyp kolejowy, gdziekolwiek.
– Jak poufnie to poufnie. O dojazdy się nie martw, ostatnia lekcja odpada, jesteśmy wolni piętnaście po drugiej. Pojedziemy kolejkami podmiejskimi. Za dziesięć trzecia jesteśmy na Wojszycach. Powrót o wpół do piątej, jesteśmy przed piątą na Nowym Dworze. Pojedziemy na urbankę, nawet forsa na bilety nie będzie potrzebna.
– Matka będzie wściekła.
– Zadzwoń do niej, albo jeszcze lepiej, puść esemesa, że idziesz na chwilę do mnie. Bo to raz byłeś u mnie od razu po lekcjach? Naprawdę Gruby wynajdujesz problemy tam, gdzie ich nie ma.
Pewnie miał rację, bo ta rozmowa była mi wybitnie nie w smak. Nie dość, że czas zaczął pędzić jak oszalały, nawet na historii, na której zazwyczaj dłużyło mi się niepomiernie, to pociągi akurat tego dnia uparły się, by jeździć punktualnie jak nigdy. Pogoda była piękna, wrześniowe słońce i temperatura powyżej dwudziestu stopni. Nawet tu nie dało się nic dla siebie ugrać. Byliśmy na miejscu zgodnie z planem. Kurczak zniknął gdzieś za altaną i po chwili przyniósł klucz.
– Zrobić ci herbatę albo kawę? – zapytał, kiedy byliśmy już w środku.
– Możesz...
Kubek z parującą herbatą pojawił się przede mną dosłownie po chwili. Wszelkie możliwości odwlekania sprawy na zaś właśnie się skończyły. Jak to mówią? Słowo się rzekło, kobyłka u płota.
– No to mów – ponaglił mnie Kurczak i usadowił się na kanapie. Ja siedziałem przy stoliku jakiś metr dalej.
– Ja nawet nie wiem od czego zacząć... To wszystko jest takie dziwne.
– To zacznij od początku – zaproponował Kurczak.
– No właśnie tak nie będzie wcale najlepiej, bo możesz nic z tego nie zrozumieć. To może od tego, jak ostatnio byłem u ciebie w domu... Kurczak, nie możemy udawać, że wtedy się nic nie stało.
– No potarmosiliśmy się trochę, to coś złego?
– To nie było wcale takie niewinne tarmoszenie i sam o tym dobrze wiesz. W ogóle mam jakieś wrażenie, że wszystko idzie w złym kierunku...
Kurczak chciał coś powiedzieć, ale powstrzymałem go ruchem ręki.
– Nie, ja nie mam nic przeciwko temu, jeśli o to ci chodzi. To znaczy sam już nie wiem... O tym pogadamy kiedy indziej.
– Musimy o tym rozmawiać?
– Sam chciałeś, a to ma z tym duży związek. Więc teraz nie wycofuj się rakiem. Przyszedłem do domu i po prostu musiałem sobie... no jak by tu powiedzieć...
– Normalnie.
– No... pobawić się tym – pokazałem na siusiaka, który był już nieźle widoczny
– Zwalić sobie konika. Nie krępuj się, ja nie jestem żadna dziewica orleańska – zaśmiał się, co rozładowało nieco atmosferę.
– Sorry, że o tym mówię...
– Mów, mów. Przecież w waleniu nie ma nic złego, we wszystkich książkach tak piszą.
– Daj mi do cholery powiedzieć o co chodzi – zirytowałem się. – Poszedłem do łóżka, zwaliłem sobie małego, jeśli już tak chcesz. I... w tym najprzyjemniejszym momencie straciłem przytomność. Z tego co się orientuję, na niecałe dziesięć minut.
– O cholera – wyszeptał Kurczak i natychmiast pobladł.
– Tak, nawet nie chcę ci opisywać, w jakim stanie oprzytomniałem. A najgorsze, że to nie zdarzyło mi się to po raz pierwszy. Ale o tym wolałbym nie mówić...
Kurczak naprawdę wyglądał na przerażonego. Chwycił frędzel od pokrywającego kanapę koca i zaczął się nim bawić dość bezmyślnie.
– Teraz zaczynam rozumieć. Ja bym nie poszedł z matką do lekarza i przyznał, że walę sobie konia. Nie ma takiej możliwości po prostu. I załatwiłeś sobie prywatnego lekarza? To dziwne, bo lekarze nie mają prawa przyjmować młodocianych bez obecności rodziców. Z tego co wiem, to chyba tak jest do osiemnastego roku życia. Kiedyś było inaczej, mogłeś iść sam do lekarza i nic się złego nie działo. Przynajmniej tak mi opowiadał ojciec.
– Ten lekarz to ktoś poznany w bardzo dziwnych okolicznościach. Nie chciałbym ci opowiadać, ale jak muszę...
– Opowiedz.
No i opowiedziałem. Trochę chaotycznie, na pewno za bardzo nerwowo. No i starałem się nie patrzeć na Kurczaka. Doszedłem do tego, co wydarzyło się na polanie.
– Też bym sobie popatrzył. Ale on ci nic nie zrobił?
– Tak i nie... pozwolił sobie pomacać. Byłem tak napalony, że skorzystałem z tej możliwości. No i jak już to wszystko ze mnie leciało, to straciłem przytomność. On to oczywiście widział i ocucił mnie. Później mnie wziął na obiad.
– Jesteś pewny, że to był lekarz? Może on tylko tak mówił? Lekarz pewnie wziąłby cię na jakieś pogotowie czy gdzieś. Wiesz jak się nazywał?
Kiedy podałem mu imię i nazwisko, zamyślił się na chwilę.
– Chyba słyszałem, ale nie wiem, gdzie.
– Pracuje w szpitalu na Kamieńskiego i to na pewno on, na internecie jest jego zdjęcie.
– I poprosiłeś go, żeby cię przebadał?
– Nie do końca. Po prostu opisałem mu, co się stało, a on sam odpisał mi na maila. Tyle że rozumiesz, on też się musi ukrywać, przynajmniej na razie, nie może mnie mieć w żadnych dokumentach bo sprawa poinformowania rodziców i tak dalej. Jak to będzie coś poważnego, to sam rozumiesz, sprawa się rypnie. A mówię ci dlatego, że wolę, by ktoś wiedział, co się ze mną dzieje. Wątpię, że to jakiś seryjny zabójca ale...
– Teraz to już wszystko rozumiem. Tylko dlaczego mi o tym nie powiedziałeś wcześniej? Może by się coś wymyśliło. Pogadałbym z mamą, wiesz, że ona nie ma zahamowań pod tym względem.
– Lepiej nie. Ona zna moją matkę, jeszcze by jej podkablowała...
Ale Kurczak był nieugięty.
– Nie igraj ze zdrowiem, Grubciu. Chyba lepiej jest powstydzić się trochę niż wąchać kwiatki od spodu? Z omdleniami nie ma żartów, to odcięcie dopływu krwi do mózgu...
– Tak, uważałem na biologii.
– Faktycznie jesteś w ciężkiej sytuacji. I tylko dwa razy ci się to stało?
– Tak, jak byłem maksymalnie podjarany. Tak jak sobie walę w łóżku czy pod prysznicem nic takiego się nie dzieje.
– A dawno sobie walisz?
– Ja wiem? Jakieś cztery, pięć miesięcy.
– No ja zacząłem coś ze dwa miesiące wcześniej. Ale jeszcze mam przezroczyste mleczko, choć na pornolu widziałem, że powinno być białe.
– Nie rozmawiajmy o tym, proszę. Już zaczyna mi się chcieć i boję się, że to się znowu stanie...
– Wstań – poprosił Kurczak. Wstałem i faktycznie było widać, jak pręży się pod spodniami. – Faktycznie lepiej na razie nic nie robić. I na razie nie wal sobie małego.
– To się łatwo mówi. Chyba sam wiesz jak to jest...
– Aż za dobrze. A ja jeszcze mam młodszego brata w pokoju, już się pytał, czemu się tak trzęsę. Rzeczywiście lepiej byśmy o tym nie gadali, bo jeszcze coś się stanie. To znaczy pogadamy, jak już wszystko będzie wiadomo, co i jak. Musimy się jakoś umówić na tę sobotę. Czy już wiesz, o której on cię zabierze na to badanie?
– Jutro mi napisze bo też musi załatwić to i owo.
– I na pewno nie będziesz mu musiał nic zapłacić? Tacy lekarze są zazwyczaj bardzo drodzy.
– Nie sądzę, on mi nawet po tym spotkaniu dał pięćset złotych. Więc raczej nie weźmie nic za tę wizytę.
– Ty to masz szczęście – roześmiał się Kurczak. – Za seks ci chyba nie zapłacił, bo seksu prawie nie było. On cię chyba po prostu lubi, a że ma szmalu jak lodu, jak to każdy taki specjalista, to go stać. A tak naprawdę, to podoba mi się ta twoja przygoda...
Nie wiem, co on chciał przez to powiedzieć, w każdym razie to dobry powód do odetchnięcia z ulgą. Przewidywałem, że to będzie najtrudniejsza część rozmowy, oprócz oczywiście samego głównego tematu, który jest krępujący sam w sobie. Tymczasem Kurczak wstał i widać było, że jest potężnie podniecony. Pewnie by stało coś więcej, ale temat był celowo zabity, by nie dopuścić do ewentualnej tragedii.
– Na drugi raz nie rób takich podchodów i po prostu mów mi o wszystkim – zażądał Kurczak. – Ty jesteś straszny ciućmok... Wiem, że to trudne tematy i nie z każdym da się o tym podobać, ale mnie się nie krępuj. Ale z tym lekarzem to chyba dobry pomysł. Poszedłbym z tobą, ale ktoś musi czuwać. No ewakuujemy się stąd, za dziesięć minut mamy pociąg.
Biało-żółty pociąg Kolei Dolnośląskich prawie bezszelestnie wjechał na peron. Po półtorej godziny czułem się inaczej – odprężony, prawie szczęśliwy. Wbrew moim obawom Kurczak przyjął wszystko zupełnie naturalnie, choć również podzielał moje lęki. Jak to pan Maciej powiedział? Lepszego mieć nie będziesz. Może to i prawda, ale dlaczego to musi być on? Jakoś do tej pory unikałem tego pytania. Owszem, patrzyłem się na facetów i chłopaków, nawet oglądałem porno, ale to akurat mi się nie podobało. Natomiast bardzo lubiłem, kiedy Kurczak był blisko mnie. Tak jak teraz, kiedy siedział mi na kolanie. Wszystko w nim mi odpowiadało, ciepło i zapach jego ciała, oddech, w ogóle wszystko.
– No panowie, zróbcie mi przejście – powiedziała jakaś baba z walizkami. Cholera, to już dworzec główny...
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Śro 14:44, 02 Paź 2024 Temat postu: 8. |
|
|
Wieczorem przyszła informacja od pana Macieja. Miałem czekać na rogu Rogowskiej i Strzegomskiej o pierwszej po południu. Matka w soboty wraca o ósmej, nie będzie większego problemu. Na wszelki wypadek poinformuję ją, że sobotę spędzam poza domem, żeby nie przyszedł jej do głowy głupi pomysł zadzwonienia na numer stacjonarny. Matka potrafi z każdej bzdury zrobić potężny problem, zatem nauczyłem się działać wyprzedzająco, unikając tym samym masy scysji, konieczności tłumaczenia się i podobnych. Po chwili zadzwoniłem do Kurczaka podać mu dokładne dane.
– No to śledził was nie będę, bo pewnie cię zawiezie autem. Włącz śledzenie na mapach.
– Zrobi się, z tym akurat nie ma problemu –¸zapewniłem go. – Przyślij linka.
– Nie ma problemu. Jak tam walenie gruchy?
– A idź, ledwie mogę się powstrzymać. To wcale nie takie proste. Męczy mnie wieczorem strasznie. Nawet ciężko przewrócić się z boku na bok.
Że też ja mu mówię o takich rzeczach...
– To tylko niecałe dwa dni. Założę się, że ten doktorek zwali ci konia w celach medycznych. Albo sam sobie będziesz musiał strzepać.
– Zwariowałeś? – nie wiem, czy się przestraszyłem, czy nie, ale jakoś o tym nie pomyślałem wcześniej.
– A jak inaczej zbada? Musi wiedzieć, jakie jest ciśnienie, rytm serca itp. Zrobiłem mały risercz na necie i przyczyny mogą być bardzo różne. Nie przebada cię patrząc w gardło. Musi wiedzieć jakie parametry się zmieniają jak się podniecasz.
– On mi nawet napisał, żebym chwilowo powstrzymał się od robienia sobie dobrze.
– No i miał rację. Ja jak sobie walę jeszcze raz tego samego dnia, zawsze to jest jakieś słabsze, jak wymuszone. No i mleczka jest o wiele mniej.
To wszystko układało się w pewną całość i brzmiało wyjątkowo logicznie.
– Wybaczę – powiedział jakimś głosem, ni to żartobliwie jednak z jakąś powagą – ale jak mi dokładnie opowiesz.
– A po co ci to wiedzieć?
– Ze zwykłej ciekawości. Sam przyznasz, że tak dziwna sytuacja zdarza się raz w życiu.
– A mam takie dziwne pytanie, jak chcesz to odpowiesz. Chłopaki pocierają sobie siusiaka, a jak to robią dziewczyny?
Kurczak roześmiał się.
– Naprawdę nie wiesz? Gdzieś się uchował? Wsadzają sobie różne przedmioty. I sobie wkładają, wyjmują, aż osiągną orgazm. Każda młoda zakonnica wie, do czego służy świca – zacytował jakiś wątpliwy poemat. – Ewentualnie wibrator.
Dotychczas wibrator był po prostu częścią maszyny, która wykonywała ruch wibrujący. Nie chciałem już rozwijać tematu, doczytam sobie sam na internecie. Na Wikipedię w takich przypadkach można liczyć.
– Nigdy wcześniej mnie to nie interesowało. A ty skąd to wiesz?
– To jest tak zwana wiedza ogólna, krąży tu i ówdzie. Ja usłyszałem to chyba dwa lata temu...
Popatrzyłem na zegarek w telefonie, było już dobrze po dziesiątej. Ale postanowiłem kuć żelazo, póki gorące czy jak się to mówi. Druga taka okazja może się długo nie nadarzyć.
– A jeszcze jedno pytanie. Co robić z tymi planami na spodniach? Matka ostatnio chyba odkryła, bo wpatrywała się w moją piżamę.
– Ja mam zawsze chusteczkę higieniczną i po robocie ją wyrzucam do kibla.
– A jak ci wystrzeli w nocy?
– Nie mam na szczęście takich problemów, zawsze myślałem, że to mit i legenda te całe polucje.
– No wczoraj miałem...
– No to chyba zrozumiałe – tym razem Kurczak nie wydawał się zaskoczony. – Ale przestańmy o tym gadać, bo jeszcze coś głupiego przyjdzie ci do głowy. Wytrzymaj do soboty, sam jestem bardzo ciekawy, co ci jest. Lepiej powiedz ile wyszło ci w ostatnim zadaniu z matematyki.
– Zero.
– No to fajnie, mi też, Trzymaj się, Grubciu.
I rozłączył rozmowę. Ciekawe, że do tej pory nie pomyślałem, jak to badanie będzie wyglądać. Kurczak miał rację, pewnie doktor Maciej będzie chciał mnie przebadać. Tylko jak to będzie wyglądało? Aha, miałem o tym nie myśleć, choć to bardzo ciężkie. Nawet nie wiem, jak zasnąłem.
Nie będę opisywał tego, co działo się przed tą sobotą. Sporo nerwów mnie to kosztowało, choć Kurczak okazał się dobrym kolegą i dbał o mnie jak tylko mógł. W każdym razie o pierwszej po południu stałem na umówionym miejscu. Byłem tak zdenerwowany,że nie zauważyłem zatrzymującego się czarnego auta po drugiej stronie ulicy. Dopiero dźwięk klaksonu pozwolił mi się domyślić, że to pan Maciej. Istotnie, to był on. Drzwi otworzyły się bezszelestnie.
– Wskakuj, urwisie – przywitał się wesoło – i zapnij pasy. Jak się czujesz?
– Paskudnie – odparłem zgodnie z prawdą. – Strasznie się denerwuję tym badaniem.
– Spokojnie – powiedział ruszając z miejsca. – Będzie nawet przyjemne. Nic ci nie utnę, jeśli o to chodzi.
Jechaliśmy pustą zwykle o tej porze ulicą Strzegomską, co jakiś czas mijały nas tramwaje nowo otwartej linii.
– Pojedziemy do mojego gabinetu prywatnego, kolega zgodził się zakończyć praktykę wcześniej i zamienić dyżury. Czasem świadczymy sobie takie drobne uprzejmości.
Wystraszyłem się. Prywatny gabinet, pewnie będzie musiał zarejestrować pacjenta w swoim komputerze. A do tego wymagana jest zgoda rodziców. Czuję, że ładuję się w niezłą kabałę... Zapytałem o to doktora.
– Nie denerwuj się, wszystko jest zgodne z prawem. Nie biorę udziału w żadnej lewiźnie, jeśli o to chodzi. Będziesz wpisany do rejestru pacjentów, jak będzie trzeba to dam receptę.
– I za co ją wykupię? – zdziwiłem się.
– Wykupię za ciebie, mówię, nie robię niczego złego.
Coś za łatwo idzie – pomyślałem. Doktor Maciej tymczasem jechał Legnicką, później przejechał przez centrum i skręcił w stronę Przedmieścia Oławskiego. Nie lubiłem tej części miasta i chyba nigdy jej nie polubię. Okazało się jednak, że gabinet pana Macieja jest w jednym z tych nowych apartamentowców w pobliżu Traugutta, w sumie do zaakceptowania.
– Wyskakuj, młody.
Weszliśmy do gabinetu umiejscowionego w bocznym wejściu do eleganckiego budynku. Doktor założył fartuch i usiadł przy komputerze. Kątem oka zauważyłem, że wszystkie moje dane są już wpisane. Data urodzenia też się zgadzała. Cholera, skąd on wie? Bałem się zapytać. "Wszystko jest robione zgodnie z prawem" – brzmiało mi w uszach. Tymczasem doktor skończył grzebać w komputerze.
– Teraz zmierzę ci ciśnienie, saturację, zrobimy EKG, kilka innych rzeczy.
Zdziwiło mnie, że gabinet jest aż tak dobrze zaopatrzony. Domyślałem się, że doktor założył go z kolegami i musieli się zrzucić na te wszystkie ustrojstwa.
– Doktorze, jest tu jakiś kibel? – zapytałem.
– No pewnie. Jak wyjdziesz, drugie drzwi po prawej stronie.
Nie to, że mi się chciało sikać, po prostu wysłałem esemesa do Kurczaka, że na razie żyję. Odpowiedź przyszła natychmiast, co znaczyło, że jest na posterunku.
– Zanim podłączę cię do EKG, jeszcze mały drobiazg. Nie martw się, zaboli tylko przez chwilę – uśmiechnął się, widząc moją zdziwioną minę. To powiedziawszy, wyjął czarny podłużny przedmiot, przypominający trochę gruby flamaster. Obok miał mały monitor, do którego wsadził podłużny biały pasek.
– Podaj rękę – poprosił. Chwycił palec i przetarł wacikiem. Charakterystyczny zapach spirytusu rozniósł się wkrótce po gabinecie. Ukłucie było lekkie, bawet nie poczułem. zauważyłem tylko kroplę krwi, która wkrótce znalazła się na pasku.
– Cztery jeden milimola – odczytał wynik na głos. – Co dzisiaj jadłeś?
– Dwa pomidory na śniadanie. Nie byłem w stanie nic przełknąć.
– To widać. Teraz podepnę cię do EKG i wyjdę z pomieszczenia i zasunę zasłonę, a ty po prostu pobaw się marchewką.
Strach ustąpił podnieceniu i rozczarowaniu. Narobiłem sobie apetytu a tu dupa.
– Może pan zostać – powiedziałem nieśmiało. Doktor nie powiedział nic, choć jego twarz rozjaśnił uśmiech. Wkrótce opasał mnie jakimiś przewodami podłączonymi do tajemniczej maszyny i komputera.
– No jesteś podłączony. To jak, na pewno chcesz, bym był przy tobie? To niezbyt legalne – uśmiechnął się.
– A kto to będzie widział? I nie będę chlapał jęzorem na prawo i lewo, jeśli o to chodzi – zapewniłem go, choć Kurczak zostanie oczywiście poinformowany. Rozpiąłem spodnie, ściągnąłem je prawie do kostek. Byłem tylko w samych majtkach, członek wyraźnie tworzył namiot z tkaniną. Doktor usiadł na kozetce obok mnie. Ująłem jego rękę i położyłem na pępku, a następnie wsunąłem jego tłuste palce pod gumkę. Maciej wymacał podstawę członka i przesunął palce aż po jego czubek, po czym przejechał palcem przez niego.
– Ale jesteś wilgotny – szepnął po czym zaczął delikatnie drażnić żołądź. Ja zaś wsunąłem rękę w jego spodnie i namacałem gruby, sztywniejący wałek. Mężczyzna westchnął głośno i dalej rozcierał krople z czubka mojego członka po żołędzi. Długo nie trwało, kiedy wstrząsnęła mną ogromna fala. I znów leciałem w przepaść...
Ocknąłem się, kiedy doktor przykładał mi zimny ręcznik na czoło.
– Jak się czujesz?
– Słabo i kręci mi się w głowie – powiedziałem zgodnie z prawdą.
– Daj palec – powiedział i zrobił dokładnie to, co przed kilkoma minutami.
– Trzy sześć – odczytał, a w jego tonie było zdziwienie. – Chłopie, ty masz coś nie tak z poziomem cukru we krwi. Poczekaj – rzucił i wyszedł z gabinetu. Wrócił z puszką coli w ręce.
– Wypij to duszkiem – polecił. – I poleż pięć minut, ja uprzątnę to pobojowisko – powiedział, po czym wziął jakieś waciki i ścierał ze mnie mleczko. Po pięciu minutach zmierzył mi ponownie cukier.
– Cztery siedem, nie jest tak źle. Teraz zjedz to – podał mi małą paczkę herbatników, którą wchłonąłem prawie od razu.
– A teraz ubierz się, musimy poważnie porozmawiać. I nie o siusiakach i innych miłych rozrywkach, a o czymś zupełnie innym.
Usiadłem przy jego biurku i rozpoczęła się rozmowa. Doktor pytał o wszystko, co jem na śniadanie, obiad, jak się czuję w ciągu dnia, jak często robię siku, czy nie wstaję w nocy i inne tego typu rzeczy. Lubiłem go bardzo, więc odpowiedzi nie nastręczały mi specjalnych problemów.
– Widzisz młody – oświadczył. – Te twoje omdlenia są najpewniej spowodowane niewłaściwą gospodarką cukrem. Nie mówię od razu o cukrzycy, do tego musiałbym mieć zrobione badania HBA1C, to sobie zrobisz w przychodni. Mogę podejrzewać, że we wszystkich tych omdleniach byłeś w stanie hipoglikemii, jeśli do tego dorzucimy duże podniecenie płciowe, wysiłek organizmu i tym podobne, możemy założyć, że to spowodowało spadek poziomu glukozy poniżej czterech milimoli na litr. Musisz iść do lekarza i poprosić o badania na cukier. I na przyszłość, jak zamierzasz się ładować w jakiś ostry seks – tu uśmiechnął się – zjedz coś na godzinę przed wesołą zabawą siusiakiem. Pamiętam, jak się przykleiłeś do tych deserów w Kamieńcu. To by się zgadzało z całą resztą. Zresztą zaraz pojedziemy na obiad, ty musisz coś zjeść. Na co masz ochotę?
– Na triflę – odparłem zgodnie z prawdą. Doktor Maciej roześmiał się szczerze.
– Wiedziałem. To pojedziemy do Kamieńca. Trifli mogą nie mieć, ale zdaje się, że tam wszystkie desery mają bardzo dobre. A właśnie, jak twój przyjaciel?
Cóż, musiałem mu opowiedzieć wszystko, nawet powiedziałem, że jestem w tej chwili obserwowany przez niego przez GPS.
– Bardzo mądrze – pochwalił mnie a w zasadzie nas. – Teraz nikomu nie można wierzyć. A o mnie wiesz niewiele, prawda?
– Aż tak źle to nie jest – zaśmiałem się. – Poszperałem sobie po internecie. Jest pan znanym, popularnym lekarzem, ma pan dobre notowania u pacjentów. Stąd byłem w miarę spokojny. Aha, i pana najstarszy syn robi karierę w Anglii.
– Tak, to prawda. I też jest homoseksualistą. Między innymi dlatego wyjechał z Polski, ale o tym opowiem ci innym razem, a naprawdę jest o czym.
Jechaliśmy ponurą Krakowską na wschód w kierunku Kamieńca. Czułem się rozluźniony. Oczywiście wysłałem Kurczakowi wiadomość "Już po badaniu. Wszystko jasne". "O której będziesz" – zapytał. Odpisałem, że po obiedzie, czyli za jakieś dwie, trzy godziny.
– On musi cię bardzo lubić – stwierdził doktor widząc moją heroiczną walkę ze smartfonem.
– To się dopiero okaże – uśmiechnąłem się. – Mam do pana pytanie. Czy to prawda, że dziewczyny onanizują się wsadzając sobie różne przedmioty, no wie pan gdzie.
– No pewnie. Ale nie naciągniesz mnie na podniecające rozmowy, bo nie jestem ginekologiem. To oni wyjmują różne rzeczy. Ja się zajmuję prawie wyłącznie siusiakami.
– To niech pan powie, jakiego mam? Czy nie jest zbyt krótki?
Pan Maciej roześmiał się.
– To najczęściej zadawane pytanie u mnie w gabinecie – powiedział. – I wcale niełatwe. Przyjmuje się 14-18 centymetrów ale u osobnika dorosłego. U chłopców w twoim wieku jest bardzo różnie, zwłaszcza że tak naprawdę zacząłeś dojrzewać. Ja w twoim wieku miałem trochę większego. Ale badałem chłopców, którzy mieli najwyżej pięć centymetrów, więc nie masz się czym martwić.
– A najdłuższy jaki był?
– Trzydzieści osiem centymetrów.
– Ile? – myślałem, że nie dosłyszałem.
– Trzydzieści osiem. Ale takie rzeczy się operuje, bo to po prostu przeszkadza w życiu.
– Kobiety pewnie piszczą ze szczęścia – powiedziałem z lekką zazdrością.
– A właśnie że nie – wyprowadził mnie z błędu doktor Maciej. I to z kilku powodów. Po pierwsze nigdy nie dochodzi do pełnego wzwodu, nie ma tyle krwi w organizmie. Po drugie występuje nagły odpływ krwi i dochodzi do omdleń. Gdybym nie widział ci siusiaka tam na plaży, to bym też brał to pod uwagę. Poza tym, jak takiego nosić w spodniach? Jeśli się go nie da nosić w majtkach, trzeba w nogawce. Mężczyźni się skarżą, że czują się niekomfortowo, ludzie się patrzą. A już na pewno nie pójdziesz z takim fiutem na plażę czy na basen. W sumie nie ma żadnych zalet. Z takimi pacjentami bardziej trzeba pracować psychicznie.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Śro 14:45, 02 Paź 2024 Temat postu: 9. |
|
|
Dojechaliśmy w końcu do Kamieńca, stojąc trochę w korkach. Restauracja była czynna a trifla na szczęście była. Pan Maciej zapłacił za wszystko i podał mi banknot pięćdziesięciozłotowy.
– Panie Macieju, naprawdę nie mogę tego wziąć.
– Jak dają, to się bierze. Kup coś sobie i swojemu chłopakowi, jemu też się należy. A wiem, co robię. Podejrzewam, że jesteś niedożywiony.
– Jedno nie wyklucza drugiego. Jak się odżywiasz w domu? Z tego co słyszałem, to nieciekawie.
Hm, miał rację. Ale to wymagałoby daleko idących wyjaśnień.
– Po pierwsze matka nie ma pieniędzy, ledwie wiąże koniec z końcem, co nie przeszkadzało jej zaprosić swojego fagasa na taki obiad, jaki ja nie jadłem od pięciu lat, pomijając oczywiście ten i poprzedni w tej knajpie.
– Matka kogoś ma? – zdziwił się pan Maciej.
– Od niedawna, i bardzo mi się ten człowiek nie podoba. Jak się wprowadzi do nas, to po prostu ucieknę z domu. Coś mi w nim bardzo, ale to bardzo nie gra... On się w ogóle do mnie nie odzywa tylko patrzy jakoś spode łba...
Pan Maciej patrzył się na mnie uważnie. Widać było, że intensywnie myśli. Ale nad czym? On w ogóle dziś jest jakiś dziwny.
– Proszę, nie rób żadnych takich rzeczy. Jak będzie źle, skontaktuj się ze mną. Ucieczka to najgorsza rzecz, którą możesz zrobić. Najpierw szuka cię pół policji z województwa, później masz na głowie psychologa, rodziców... A matka jak będzie chciała być z tym, jak to nazywasz, fagasem, na pewno będzie. Możesz sobie jeszcze bardziej pogorszyć sytuację. Już pomijam, że nie będziesz miał pieniędzy, zaczniesz kraść żywność, możesz w końcu trafić do poprawczaka. rzadko, ale się zdarza.
Miał rację, tyle że ciężko było mu ją przyznać. Coś mnie jeszcze zastanawiało.
– A pan co zrobi?
– W zależności od sytuacji. Trudno teraz powiedzieć, co będzie trzeba zrobić.
– Pan coś wie, prawda? – zapytałem zapatrzony w znikający deser.
– Możliwe, że tak, możliwe, że nie. Na razie żyj i obserwuj. Masz mojego maila, telefonu ci na razie nie dam, bo ja głównie pracuję i tak by ci było ciężko mnie złapać. A te pieniądze sobie zabierz i dokarmiaj się. Tylko z głową, kupienie dużej tabliczki czekolady da ci tylko krótką radość. Jak będzie ci brakowało, powiedz.
– Po co pan to robi?
Ale nie odpowiedział na to pytania pięćset złotych zniknęło w moim portfelu. Nagle przyszło mi do głowy, że matka ostatnio szukała w moich rzeczach jakichś drobnych. Jakby trafiła tę pięćsetkę... Trzeba będzie to jakoś schować. Konta w banku mi nie założą, trzeba mieć pełnomocnictwo dorosłego.
– Nad czym tak myślisz?
– Jak zabezpieczyć tę forsę. Matka ostatnio grzebała mi po kieszeniach...
– Najciemniej pod latarnią – roześmiał się pan Maciej. – Nie masz jakiejś książki, do której matka na pewno nie zajrzy?
– No pewnie że mam... Dzięki.
Dokładka deseru należała już do historii. Pan Maciej zapłacił i po chwili siedzieliśmy już w aucie. Tam przypominał mi ostatnie zalecenia.
– Pamiętaj o zjedzeniu czegoś na godzinę przed poważniejszą aktywnością seksualną. I idź do lekarza z tym cukrem, to trzeba dokładniej zbadać. My się cukrzycą nie zajmujemy, tu zwykły lekarz z przychodni wystarczy.
To było dość trudne do wykonania, ale coś się wymyśli. Bardziej mnie niepokoiło to, skąd doktor tyle o mnie wiedział. Wiedziałem, że nawet jeśli go o to zapytam, na pewno mi nie powie. Poza tym nagle opanowało mnie znużenie.Bezrefleksyjnie patrzyłem na przesuwający się ciąg ulic i budynków. Otrzeźwił mnie dopiero głos pana Macieja.
– Jesteśmy na miejscu. Wyskakuj. I informuj mnie na bieżąco, co się dzieje. Jak byś mógł, to znajdź mi dane tego amanta twojej mamy. Możliwe, że to się da jakoś sprawdzić.
Zapachniało tajemnicą, ale nie miałem już czasu na dalsze dociekania. Pożegnaliśmy się uściskiem ręki, a pan Maciej popatrzył na mnie jakoś czule, zresztą ja na niego też. Możliwe, że zrobił coś, czego nie powinien, niemniej właśnie za to byłem mu wdzięczny. Ciekawe, że w moich fantazjach na wiadome tematy pojawiał się chyba częściej niż Kurczak. Marzyłem, by doprowadzić go do orgazmu i zobaczyć, jak tryska. Zresztą dziś było chyba blisko, bo końcówka członka zaczęła mu się ślinić. Był dla mnie po prostu super samcem.
Szedłem w kierunku domu, kiedy przyszedł esemes od Kurczaka, z pytaniem, czy możemy się spotkać. Odpisałem mu, żeby przyszedł do mnie do domu. Matki na pewno nie będzie. Niestety, zawiodłem się. Gdy wszedłem, zauważyłem jesienny płaszcz powieszony na szafie w przedpokoju. A więc ten fagas znowu tu jest. Odpisałem szybko, żeby jednak odpuścił sobie wizytę. Matka przywitała mnie zdawkowym "Wszystko w porządku", natomiast fagas chciał koniecznie wiedzieć, gdzie byłem. Nie było to pytanie grzecznościowe, po prostu mnie naciskał.
– Nie sądzę, że pana powinno to interesować – odpowiedziałem zimno.
– Jesteś niegrzeczny – powiedział chłodno.
– Nie sądzę, bym panu miał cokolwiek do powiedzenia – odpowiedziałem. Całą tę wymianę zdań obserwowała matka i na jej twarzy malował się lekki przestrach.
Później, już będąc w przedpokoju usłyszałem coś w stylu "niewychowany gówniarz". Nie wytrzymałem i wpadłem do pokoju.
– Pan uważa na słowa. Kto tu jest niewychowany? Nawet mi się pan nie przedstawił i już pan myśli, że może mnie ustawiać. Otóż jest pan gościem również w moim domu. I zrobię wszystko, by pan już tu więcej się nie pojawił.
Wtedy podszedł do mnie i uderzył mnie w twarz, tak mocno, że upadłem, a z nosa pociekła mi krew. Wstałem, wyszedłem z pokoju, nałożyłem kurtkę i wyszedłem z domu. W windzie wysłałem dwa esemesy: do Kurczaka, by jak najszybciej się ze mną zobaczył i do matki, że nie wrócę do domu dopóki on tam będzie. W uszach mi szumiało, z nosa dalej płynęła krew. Na Kurczaka czekałem tylko kilka minut.
– Matko boska, co się stało? – wykrzyknął na mój widok. Krótko objaśniłem mu sytuację.
– To nie możesz w takim razie wrócić do domu, przynajmniej na razie. Chodźmy do mnie.
– Ale przecież u ciebie jest matka – zaprotestowałem. – Ja nie mogę tak się pojawić. Co ona o mnie sobie pomyśli?
Ale Kurczak był nieugięty.
– Podejrzewam, że to nawet pomoże. Na razie nie wycieraj się, umyjesz się w łazience.
Nie chciałem robić przedstawienia, ale nie miałem siły protestować. Mdliło mnie i kręciło mi się w głowie. Kurczak miał te tajemniczą przewagę nade mną, że mógł ode mnie wymóc wszystko, co chciał. Poza tym on zna lepiej swoją matkę.
– Rany boskie, Michał, co ci się stało? – załamała ręce na mój widok. W tym momencie zemdliło mnie tak, że pobiegłem do łazienki i zwymiotowałem wprost do muszli klozetowej. Wymiociny z kroplami spadającej krwi tworzyły ciekawą mozaikę na ścianach muszli.
– Kacper, pomóż mu się umyć – powiedziała pani Honorata najwyraźniej zdenerwowana – i przyjdźcie do pokoju, jakoś trzeba zatamować ten krwotok. A pogadamy później.
Krwotok dał się zatamować po kilkunastu minutach, a ja czułem się coraz gorzej. pani Honorata była lekarzem i robiła, co się dało, żebym poczuł się lepiej. Po kilkunastu minutach byłem w stanie odpowiadać na jej pytania. Pokrótce opisałem całą sytuację.
– W zasadzie to się nadaje na policję – powiedziała – ale podejrzewam, że narobiłabym ci jeszcze więcej kłopotów. Na razie daj mi numer do matki, postaram się z nią porozmawiać.
Niechętnie dałem jej ten numer i poszliśmy z Kurczakiem do pokoju. Komputer był zajęty przez jego młodszych braci, nie dało się pograć. Po jakimś czasie do pokoju przyszła pani Honorata.
– Michał chodź tu – powiedziała. Poszliśmy razem z Kurczakiem.
– Mamie jest bardzo głupio z tego powodu – powiedziała.
– Ten fagas już sobie poszedł?
– Nie, z tego co zrozumiałam ma zostać na noc. Nie sądzę, że powinieneś tam wrócić.
Sam byłem dokładnie tego samego zdania.
– Ten facet widział cię w samochodzie z jakimś mężczyzną. Chciał wiedzieć, co się stało.
– T dlatego dał mi z pięści w mordę? – zapytałem zdziwiony. A nawet jeśli, to nie jego zafajdany interes.
– Pewnie nie – zgodziła się pani Honorata – ale formalnie jesteś jeszcze dzieckiem, więc się nie dziw, że takie sytuacje budzą niepokój.
– Nic złego się nie dzieje, wręcz przeciwnie – zapewniłem ją.
– Co to za mężczyzna? Mnie mógłbyś powiedzieć.
– Dobrze, jeśli muszę. Tylko jest to informacja dla pani i nikogo więcej. Doktor Maciej Vrabetz.
Pani Honorata była najwyraźniej zaskoczona.
– Przecież ja go znam. Pracowaliśmy razem w szpitalu. Jeden z najwspanialszych ludzi, jakich znam. I doskonały lekarz. Obecnie pracuję z jego małżonką. Ale skąd ty go znasz? I co robiłeś z nim w samochodzie?
– Poznaliśmy się przypadkiem, a dlaczego byliśmy razem w samochodzie? To też da się wytłumaczyć, ale wolałbym nie, przynajmniej na razie. W każdym razie wszystko jest absolutnie pod kontrolą.
Pani Honorata wydała się uspokojona.
– On nie skrzywdziłby nawet muchy, stąd nie sądzę żeby i tobie się stała jakaś krzywda. Wierzę ci na słowo. A teraz chłopaki musicie coś zjeść. Będziesz spał dziś u nas.
– Możemy pojechać na działkę, tu jest za dużo ludzi i w ogóle kaszana – zaproponował Kurczak. – Tam każdy z nas będzie miał własne łóżko a tu trzeba będzie się tłoczyć.
Ale pani Honorata nie dała się przekonać.
– Po pierwsze Michał może mieć wstrząs mózgu, więc wolałbym, by był pod moją opieką. Jakby się coś działo, na Wojszycach będzie ciężko wam uzyskać pomoc lekarską. Objawy wstrząśnienia mózgu są różne, może dojść do zaburzeń w orientacji. Po drugie, tam jest już zimno, a przeziębienie to nie jest coś, co teraz wam jest potrzebne. Będziecie razem spali na łóżku Kacpra, jak będzie się działo coś złego, informujcie mnie.
Niestety, krwotok pojawił się po minucie, a przy okazji zwymiotowałem herbatę, którą przed chwilą piłem. Bałem się, że znów stracę przytomność. Ale jak powiedzieć o tym wszystkim, czego dziś się dowiedziałem? Przecież to wszystko się wyda. Bo niby skąd wiem o moich problemach z cukrem? Musiałbym w miarę dokładnie opowiedzieć, co mi się stało, a tego właśnie należało uniknąć.
– Kurczak, załatw mi dwie łyżki cukru – powiedziałem szeptem, gdy pani Honorata na chwilę wyszła z pokoju. – Później powiem ci, dlaczego.
Kurczak zniknął i po chwili przyniósł trzy kostki. Udało się na szczęście zjeść je bez niepotrzebnych świadków. Prawie natychmiast poczułem się lepiej. Pani Honorata tymczasem znów rozmawiała przez telefon.
– Kurczak, mogę napisać maila z komputera? Wolałbym nie dłubać w komórce, w głowie mi się kręci.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Śro 14:46, 02 Paź 2024 Temat postu: 10. |
|
|
Napisałem maila do doktora Macieja opisując szczegóły tego, co zaszło. Napisałem również u kogo jestem, podając dane. Wiem, że nie powinienem, ale zrobiłem to tylko dla bezpieczeństwa. Moja sytuacja była nie do pozazdroszczenia. Dobrze, że jest ktoś, kto może ją monitorować. Poza tym moja przyszłość była niepewna. Spędzę noc u Kurczaka i co dalej? Przecież trzeba będzie wrócić do domu, wcześniej czy później. Matka jest w tym kurwiu zdrowo zabujana, nie odpuści go sobie. Nie podejrzewałem tylko jednego, mianowicie, że doktor Maciej zareaguje zaraz...
– Idź pomóż mu się wykąpać – powiedziała pani Honorata. – Jego nie można na razie zostawić ani na chwilę.
– Nie interesują mnie gołe chłopy – stwierdził Kurczak. Pomyślałby kto... – Ale koleżankę chętnie bym wykąpał.
– Podejrzewam, że macie to samo, nie ma się czego wstydzić, sytuacja jest nadzwyczajna.
– Ale jak będzie miał dłuższego ode mnie, to utnę – Kurczak roześmiał się diabolicznie.
– Nie będzie – powiedział starszy z jego braci. – Kacper ma drąga. I jest chory. Jak rano wstaje to mu sterczy. No i włosy mu rosną nad siusiakiem.
Przeklęty szczeniak. Jak on tak może? Zaczerwieniłem się ze wstydu. Ale na panią Honoratę to najwyraźniej nie działało.
– Kacper dojrzewa, was też to niedługo czeka – powiedziała najwyraźniej rozbawiona. – I koniec tego świntuszenia. Kacper i Michał, natychmiast do łazienki, Tomek i Wiesiek marsz do łóżek. I komórki zostawić mi na stoliku.
Chłopcy niepocieszeni zniknęli w pokoju. W łazience Kurczak przygotował wodę z ogromną pianą.
– Właź – Kurczak popchnął mnie w stronę wanny. Ściągnąłem gacie tak, żeby nie widział mojego wzwodu, ale chyba się nie udało.
– No no – uśmiechnął się. – Wcale nie masz krótszego.
Nie wiem czy przez przypadek czy też całkiem celowo Kurczak potrącił kilka razy mojego siusiaka podczas mycia. Nie powiem, przyjemne to było, choć miałem dość tego typu wrażeń na dziś. Tym bardziej, że znów zakręciło mi się w głowie.
– Co ci jest? zaniepokoił się Kurczak.
– Niedobrze mi – wydusiłem.
– Tylko mi nie zemdlej...
Nie zemdlałem. Maluch mi na szczęście opadł, więc nie było już problemu z wyjściem z wanny. Kurczak wytarł mnie dokładnie ręcznikiem, nie omijając najbardziej wstydliwych zakamarków.
– Michał, chodź do mnie – zawołała pani Honorata. – Dlaczego nie powiedziałeś mi wszystkiego? Właśnie dzwonił pan doktor Vrabetz i opowiedział mniej więcej o twoich problemach z cukrzycą i omdleniami. To bardzo ważne, zmienia zupełnie postać rzeczy.
– Już za to raz dostałem w mordę – odpowiedziałem jadowicie.
– Ja rozumiem, że nie chciałeś tego powiedzieć matce. Rozumiem, że poszukałeś sobie lekarza i to bardzo dobrego, choć mogłeś z tym przyjść do mnie. I ten bardzo dobry lekarz odkrył, co się z Tobą tak naprawdę dzieje. Widzisz, tylko część to wstrząs mózgu, pozostałe mogą wynikać z niedocukrzenia. To się dość nieszczęśliwie na siebie nałożyło. W zasadzie trzeba by cię odesłać do szpitala, ale uzgodniłam z twoją mamą, że kilka dni pomieszkasz u nas. Na razie załatwię ci tydzień zwolnienia. Teraz trzeba będzie wykonać masę badań i w ostateczności możesz dostawać insulinę. Powiedział jeszcze kilka innych rzeczy, ale prosił, by cię nie informować, więc wybacz, nie wszystkiego się dowiesz.
Niby miała rację, ale... Nawet przez moment nie przyszło mi do głowy, by ją zapytać o te omdlenia, z wiadomego powodu.
– Nie mogłem przyjść do pani, bo pani jest kobietą. Nie przeszłoby mi to przez gardło. Mężczyźnie mogę powiedzieć. Zwłaszcza jeśli jest specjalistą od tych rzeczy.
– A co, gdybyś nie znał doktora? W końcu byś umarł. Albo jeszcze gorzej, żyłbyś na wózku jak warzywo. Częste omdlenia mogą doprowadzić do różnych nieprzyjemnych stanów. Można powiedzieć, że przeznaczenie was skojarzyło. Tym bardziej że... – urwała.
– Że co?
– Nie, nic.
– Jest mi wszystko jedno, umrę to umrę. I tak pierwszy lepszy obszczymurek może mnie walnąć w mordę... Ja naprawdę nie mam dla kogo żyć.
– Nie przesadzaj – uśmiechnęła się pani Honorata. – Żyj dla Kacpra, dla doktora Macieja, dla nas. Dla matki też. Wydaje się, że zrozumiała swój błąd.
– Nie jestem tego taki pewny – zaprzeczyłem.
– Na razie idźcie do łóżka. Śpicie w pokoju ojca, ale to wyjątkowo. W poniedziałek zabiorę cię do przychodni na badania. Matka obiecała, że da mi upoważnienie. I nie, nic nie wie, dlaczego naprawdę spotkałeś się z doktorem.
Gdy przebierałem się do snu zadzwonił telefon. To była matka, więc odrzuciłem rozmowę, wysłałem esemesa "nie mam siły na rozmowę" i odrzuciłem telefon w kąt. Nie miałem własnej piżamy, więc musiała mi wystarczyć piżama ojca Kurczaka, w którą wszedłem bez problemu, tylko miała ciut przydługie nogawki. Byłem potwornie zmęczony, w głowie mi się już nie kręciło, za to oczy zamykały mi się prawie automatycznie. Położyłem się pod ścianą, Kurczak koło mnie. Przytuliliśmy się do siebie i... zasnąłem. Kurczak starał się jeszcze nawiązać ze mną jakąś łączność, ale nie dało rady. W nocy obudziło mnie głaskanie po twarzy.
– Wszystko w porządku? Nic cię nie boli? – zapytał, kiedy już wiedział, że się obudziłem.
– Głowa – odpowiedziałam.
– Nie jest ci słabo?
– Tak o tyle o ile, śpijmy.
– Mam budzić mamę? – zapytał nieco przestraszony.
– Nie, będzie dobrze. Wieczorem też się tak czułem.
– Boję się o ciebie Grubciu – wyszeptał Kurczak.
Nie było podstaw. przytuliłem się do niego i nawet nie wiem, kiedy zasnąłem ponownie.
Obudziło mnie jakieś tąpnięcie w łóżku. Gdy otworzyłem oczy, przy łóżku stal Kurczak, nagi jak go Bozia stworzyła, z potężnie sterczącym fiutem i szamotał się ze spodniami od piżamy. Widok był zaiste pociągający, ale nie wypadało się wpatrywać, więc zamknąłem oczy, ale Kurczak zauważył mój ruch.
– Cześć. Wszystko OK?
– Jeszcze nie wiem, daj mi najpierw porządnie się obudzić – odpowiedziałem. Prawdę mówiąc, pospałbym sobie jeszcze, zwłaszcza że była niedziela.Ledwie Kurczak się ubrał, do pokoju weszła pani Honorata.
– Jak się czujesz, Michał – zapytała bez wstępów i podała mi termometr.
– Ja wiem? Dalej mi się kręci w głowie.
– Całą noc mu się kręciło – dodał Kurczak. – Miałem cię budzić, ale on nie chciał. Ale przynajmniej nie rzygał. Był strasznie ciepły, mógł mieć gorączkę.
Kapuś, uśmiechnąłem się. Jego troska o mnie była wręcz przejmująca. Może dlatego, że do tej pory tak naprawdę nikt się o mnie nie troszczył, a w domu obowiązywał zimny wychów? Było mi przyjemnie, ale jednocześnie trochę głupio. Gorączki nie miałem, jedynie stan podgorączkowy, ciśnienie też w normie.
– Później pojadę do przychodni po glukometr – obiecała pani Honorata. – Na razie będziemy ci mierzyć cukier trzy razy dziennie, a jutro zabiorę cię na badania. Na razie Kacper pójdzie z braćmi do kościoła, a później pojedziemy na działkę. Obiad zjemy gdzieś na mieście.
Po minie Kacpra widać było, że nie jest zbyt szczęśliwy. Pewnie chodziło mu o ten kościół. Zawsze zabierał tam braci i ani razu nie udało mu się urwać, mimo że bardzo chciał. Mnie to było doskonale obojętne, godzina poza domem zawsze była cenna, nawet w kościele.
Siedzieliśmy w samochodzie, ja z przodu, Kacper z młodszymi z tyłu. Na węźle Wrocław Lotnisko wjechaliśmy w Autostradową Obwodnicę Wrocławia. Mimo niedzieli ruch był powolny, widać był wcześniej jakiś wypadek. Samochody posuwały się w żółwim tempie, z tyłu Kurczak kłócił się z braćmi. Z nudów obserwowałem auta w pobliżu. Magle zamarłem.
– O cholera...
– Co się stało? – zaniepokoiła się pani Honorata. – Źle się czujesz?
– Ten z tego białego volkswagena – powiedziałem drewnianym głosem – to jest ten sam, który wczoraj mnie uderzył.
– Jesteś pewny?
– Jak tego, że tu siedzę.
– Może to być zupełny przypadek – odpowiedziała pani Honorata. Jednak widać było, że jest zdenerwowana. Zbliżaliśmy się do węzła Wrocław Zachód. Nagle pani Honorata, nie włączając kierunkowskazu, w ostatniej chwili wjechała na zjazd do miasta.
– Matka, nie boisz się, że policja cię zwinie? – zapytał Kurczak, który zorientował się w tym manewrze.
– Musiałam go zgubić – tłumaczyła się mętnie, najważniejsze, że ta sztuka się udała. Biały volkswagen nie mogąc zareagować, został na obwodnicy. Tylko dlaczego mnie śledzi? To wszystko zaczynało być bardzo podejrzane. Tymczasem krążyliśmy po uliczkach Oporowa i Partynic. Pani Honorata wydawała się już nieco uspokojona.
– Pamiętasz numer rejestracyjny? – zwróciła się do mnie.
– Tak, DW 32K7E. Kurczak, zapisz to gdzieś.
– Zastanawiam się, czy dobrze zrobiliśmy, nie zgłaszając sprawy na policji – głośno myślała pani Honorata. Ja zaś milcząco przyglądałem się mijanym domom. Rzadko zaglądam w te rejony miasta, czułem, jakbym był zupełnie gdzie indziej. Szare, jeszcze poniemieckie budynki robiły ponure wrażenie. Jedynie Czekoladowa z zielonymi drzewami robiła nieco milsze wrażenie. Mnie też niepokoił ten facet. Czemu on się za nami włóczy? Nie ma nic lepszego do roboty? Matka mu kazała? A może pracuje dla jakichś tajnych służb? Nawet jeśli, to co ja mam do czynienia z tajnymi służbami?
Gdy tylko dojechaliśmy na działkę, poszedłem za altanę i zadzwoniłem do matki. Była zupełnie zaskoczona moim telefonem i nieprzygotowana do rozmowy.
– Nic ci nie jest? – zapytała troskliwie.
– Jest. A teraz odpowiedz mi na pytania. O której ten fagas od ciebie wyszedł? Tylko nie kręć.
– A jakąś godzinę temu – odpowiedziała zaskoczona. Policzyłem szybko w pamięci. Faktycznie mógł to być przypadek, czas naszego wyjazdu mniej więcej się zgadzał z jego obecnością na obwodnicy, na pewno nie czekał długo przed blokiem.
– I ty trzymasz go w domu po tym co mi zrobił? – zapytałem gniewnie. – Może mu jeszcze gotujesz?
– Ustaliliśmy, że będzie u mnie tylko, kiedy ciebie nie będzie.
Nie takiej odpowiedzi się spodziewałem. Trafił mnie niesamowity szlag.
– Ty chyba sobie żartujesz. Tak grasz? To ja zagram inaczej. Tylko się nie zdziw. Jak się pewnie domyślasz, znam różnych ludzi i zamierzam z tego zrobić odpowiedni użytek.
– Chyba nie zgłosisz na policję tego pobicia? Błagam, nie rób tego. Narobisz mu masę nieprzyjemności.
– Bo najbardziej przyjemne było dostać z pięści w ryj i dostać wstrząsu mózgu. To będzie najmniejszy wymiar kary.
Musiałem chyba mówić bardzo podniesionym tonem, bo zaniepokojona pani Honorata, w swej nieśmiertelnej niebieskiej sukience zajrzała za altanę. Gestem dłoni dałem jej znak, że wszystko w porządku. I tak za chwilę ją o wszystkim poinformuję.
– Co chcesz zrobić? – zapytała przerażona.
– Zemsta to potrawa, która najbardziej smakuje na zimno – odpowiedziałem powiedzeniem przeczytanym gdzieś na internecie. – Tango down zaraz się zacznie.
Oczywiście to były czcze przechwałki, tak naprawdę nie miałem zupełnie pojęcia, co zrobię. To nie znaczy, że nie zrobię z tym nic. Na razie rozłączyłem rozmowę, bo matka biadoliła, by mu nic nie robić, napisałem krótkiego maila do doktora Macieja, nie omieszkując rzecz jasna podać trefnego numeru rejestracyjnego. Może ma jakieś możliwości, by to sprawdzić, zna przecież masę ludzi. Po powrocie krótko poinformowałem panią Honoratę o telefonie.
– Matka nic a nic nie zrozumiała – powiedziałem gorzko, streszczając jej treść rozmowy.
– Na razie jesteś u nas kilka dni, może tydzień, a później zobaczymy – powiedziała, a z tonu głosu wynikało, że nie będzie siedzieć z założonymi rękami. No i dobrze.
W tym momencie poczułem ogromną falę wylewającą się z żołądka. Lednie doskoczyłem do kibla. Było mi niedobrze, w głowie mi się kręciło tak, że cały świat wirował wokół mnie. Pani Honorata stałą w drzwiach i ze stoickim spokojem obserwowała moją walkę z żołądkiem. Gdy upadałem na ziemię, powstrzymała mnie.
– Kacper! Chodź prędko!
Kacper pojawił się po chwili, w gumiakach i rękach brudnych od ziemi. – Najpierw się umyj, bo wyglądasz jak prosiak, a później przeprowadź Michała na kanapę.
Powoli dochodziłem do siebie. Zupełnie nie rozumiałem, co się ze mną dzieje. Kurczak podał mi szklankę wody, z trudem przełknąłem dwa łyki. Było mi gorąco, wypita woda znów podeszła mi do gardła.
– Ale masz gorący brzuch... – szepnął Kurczak. – Matka, Gruby ma gorączkę – powiedział już nieco głośniej, gdy pani Honorata weszła do altany.
– Zaraz wracamy do domu, a ja się zastanowię, czy przypadkiem nie trzeba jechać do szpitala.
– Do szpitala? Uchowaj Boże – przestraszyłem się. – Nic mi nie jest.
– Wyglądasz jak śmierć na urlopie – Kurczak był bezlitosny. – Na szczęście nie ty tu rządzisz. Ty masz leżeć i robić to, co matka powie.
Jakoś przenieśli mnie do auta, a podróż powrotna na szczęście pozbawiona była elementów sensacyjnych. Jeszcze nikt w moim życiu nie pytał tak często, jak się czuję. Niestety, dalej nie było dobrze. Gdy wróciliśmy do domu, pani Honorata zmierzyła mi ciśnienie i podała jakąś tabletkę, która po chwili uwolniła mnie od zawrotów głowy. Przy okazji wmusiła we mnie lekką kolację, którą zjadłem nawet ze smakiem. Od wczoraj ledwie jadłem, bo każdy posiłek wywoływał u mnie rewolucję w żołądku. Tym razem na szczęście było inaczej, pewnie przez tę tajemniczą tabletkę. Zaterkotał telefon, to była matka. Odebrałem, ale poza pytaniem jak się czuję i czy mi nic nie jest, nie miała wiele do powiedzenia. Odpowiedzi celowo przerysowałem, tak aby miała wyrzuty sumienia. Po resztę informacji odesłałem ją do pani Honoraty.
O wilku mowa, matka Kurczaka pojawiła się w drzwiach.
– Michał, mam prośbę. Muszę teraz pilnie wyjechać. Nie będzie mnie jakieś dwie, trzy godziny. Kacper przygotuje wam coś do zjedzenia, wykąpie i położy braci, a ty leż sobie spokojnie, raczej nie wstawaj. Jak by się coś poważnego działo, Kacper wie, co robić. Możesz czytać, grać na komórce, spać, byle byś nie wstawał za bardzo. Nie kąp się też, Kacper pomoże ci się umyć. I idźcie wcześniej spać, jutro masz trudny dzień.
– Milordzie, podano do stołu! –Zawołał Kurczak zjawiając się w drzwiach pokoju z tacą z kubkiem z parującą herbatą, podgrzanymi parówkami, bułką posmarowaną masłem i pomidorem. – Tylko nie orzygaj pościeli – uśmiechnął się. – Rób co chcesz, ja muszę wykąpać szkodniki.
Śmiechy, krzyki i piski dochodzące z łazienki świadczyły, że Kurczak sumiennie zabrał się do roboty. Cała trójka była żywiołowa, razem tworzyli coś, od czego lepiej było trzymać się z daleka. Jednocześnie każdy z nich oddzielnie był miły i sympatyczny. Chwilę się pozastanawiałem, czy wolałbym mieć rodzeństwo czy lepiej niech będzie jak jest, po czym wziąłem komórkę i sprawdziłem maila. Był krótki mail od doktora Macieja, jako odpowiedź do poprzedniego. "Ciekawe, Sądzę, że coś się da z niego wyciągnąć" – miał pewnie na myśli numer rejestracyjny. "Uważaj na siebie i pamiętaj, co Ci powiedziałem. Wszystko będzie dobrze". Odłożyłem telefon na stolik nocny, Coś ostatnio za dużo dzieje się wokół mnie. Zacząłem się zastanawiać, jak matka poznała tego kurwia. To musiało być stosunkowo niedawno, jeszcze podczas wakacji zachowywała się stosunkowo normalnie. Już po początku mojego roku szkolnego zaczęła się bardziej pindrzyć, zakładać jakieś dziwne sukienki, których wcześniej u niej nie widziałem. To znaczy niech nikt mnie nie posądza, że interesuję się damskimi szmatami, jestem jak najdalej od tego. No ale jeśli matka jednego dnia przychodzi w oczojebnej czerwonej sukience, a nigdy nie nosiła prawie niczego w tym kolorze, nawet ślepy by to zauważył. Czyli wychodzi na to, że matka poznała tego kurwia mniej więcej w tym okresie, kiedy poznałem pana Macieja. Ale co było pierwsze? Trudno mi było określić. Czy on zobaczył mnie wcześniej, przed tym tygodnia? To mogło być ważne. Bo jeśli widział mnie wtedy, w Kamieńcu z doktorem Maciejem? Ba, nie musiał mnie wtedy znać, skojarzyło mu się coś jak mnie zobaczył po raz pierwszy. Tylko co? Na tamtej polanie nie było zupełnie nikogo, była szczelnie osłonięta drzewami. Trzeba naprawdę było wiedzieć, jak tam dojść, albo, jak ja, trafić przez przypadek, ale być natychmiast zlokalizowanym. No ale jakaś przyczyna musi być, nie da się tak po prostu nałożyć obcej osobie po facjacie. Cóż, trzeba będzie matkę przesłuchać i to jak najszybciej, oczywiście o ile będzie chciała mówić.
– Nad czym tak myślisz? – z zamyślenia wyrwał mnie głos Kurczaka.
– Nd damskimi szmatami – odpowiedziałem półprzytomnie.
– Tobie się chyba pogorszyło – Kurczak z niedowierzaniem pokręcił głową. – Po co ci damskie szmaty? Wybierasz się na drag party?
– Nie, po prostu staram się przypomnieć, kiedy matka zaczęła nosić te nowe szmaty a tym samym ustalić, kiedy tak naprawdę matka poznała tego fagasa. Coś mi się nie zgadza i to mocno. Możliwe że on się wokół niej zakręcił ze względu na mnie.
Kurczak popatrzył na mnie zaskoczony.
– Ty coś wiesz?
– Właśnie o to chodzi, że nie wiem nic. Ale on od początku zachowywał się wobec mnie dziwnie. Wyobraź sobie, że kiedy pojawił się u nas po raz pierwszy w domu, nie powiedział do mnie ami słowa, tylko całą kolację rzucał mi spojrzenia spode łba. Wykurwił mi podczas drugiego spotkania, trochę za wcześnie jak na mój gust.
– Mówisz z sensem – pochwalił mnie Kurczak – i chyba rzeczywiście coś dziwnego się dzieje. Matka pojechała do doktora Vrabetza i to nagle, po telefonie. Inaczej w ogóle by się stąd nie ruszyła, zwłaszcza teraz, kiedy jesteś chory.
– Nie rób ze mnie trupa...
– Zdrowy to ty nie jesteś i dalej nie wyglądasz najlepiej. Matka ma wszelkie zboczenia zawodowe możliwe do wyobrażenia i baz bardzo ważnego powodu nie ruszałaby się z domu. Chcesz jeszcze coś zjeść?
– Nie, dzięki. Czuję się trochę zmęczony i najchętniej bym poszedł spać.
– Poczekaj, tylko dopilnuję aż szkodniki zasną i się położymy.
wykorzystałem moment, kiedy Kurczak poszedł usypiać szkodniki i skorzystałem z toalety. Co prawda miałem informować Kurczaka o wszystkim, ale to jednak wolałem załatwić we własnym zakresie. Zbyt krępujące mimo wszystko. Udało mi się wrócić zanim Kurczak pojawił się w pokoju.
– Przebiorę cię i idziemy spać. Ja jutro co prawda idę do szkoły, ale ty też masz ciężki dzień.
Zaczął mnie rozbierać, powoli systematycznie. Teraz leżałem na łóżku w gaciach i bluzie od piżamy. Niestety mój maluch zaczął pęcznieć i było wyraźnie widać, jak rysuje się na bokserkach.
– Teraz przykryj się, zmienię ci gacie. Żeby potem nie było mówienia, że wykorzystuję cię seksualnie – uśmiechnął się diabelsko. Naciągając mi spodnie od piżamy trącił mnie kilka razy w jądra i nie tylko.
– I tak wykorzystujesz mnie seksualnie, więc po co ta cała maskarada?
– Nie chciałem, przepraszam – stropił się i prawie uwierzyłem mu, że zrobił to nieświadomie. Do momentu, kiedy zauważyłem jego reakcję fizjologiczną.
– Mnie to nie przeszkadza – odpowiedziałem mu. – I tak całą noc ci sterczał i mnie nim dotykałeś i podejrzewam, że w drugą stronę to działa tak samo.
– Owszem, działa – zapewnił mnie. – Żgałeś mnie w bok tą swoją dzidą.
– I przebiłem ci coś? – zainteresowałem się.
– Na razie nie...
W tym momencie rozległ się zgrzyt klucza w zamku. Po chwili do pokoju zajrzała pani Honorata.
– Śpicie już?
– Tak – odpowiedział Kurczak. – Co się stało?
– Nic takiego o czym trzeba by rozmawiać teraz. Michał, dobrze się czujesz?
– Może nie idealnie, ale nie jest najgorzej.
– Pamiętaj, że jutro jedziesz ze mną na badania. Nie gadajcie za długo, to znaczy w ogóle nie gadajcie, choć w cuda to ja nie wierzę. Dobranoc.
Miała rację, bo sporo było do obgadania. Leżeliśmy zwróceni twarzami do siebie, w pokoju było prawie idealnie ciemno,
– Miałeś opowiedzieć, wiesz, u tego doktora – szepnął Kurczak.
– Nie wiem, czy to się nadaje dla twoich uszu. To było takie... np takie wiesz. Trochę zboczone.
– Tym bardziej mi opowiedz.
Zacząłem opowiadać. Nie widziałem jego miny, ale oddech świadczył, że słuchał w napięciu.
– Sam sobie nie mogłeś zwalić?
– Byłem tak napalony, że wolałbym, żeby mi to zrobił on. Nie wiedziałem, jak to jest, jak ktoś trzyma cię za fiuta.
– I co, przyjemne?
– Nawet... Tak jakoś inaczej niż jak sobie walisz samemu.
Pomiędzy nami nie było dużej przestrzeni, więc szybko się zorientowałem, że Kurczak trzyma się za siusiaka i coś przy nim manipuluje. Delikatnie, w prawie niezauważalny sposób przysunąłem swoje biodra do niego, tak że mój naprężony już maluch, oswobodzony z rozporka, dotykał jego ręki. Głęboki oddech, odczuwalny na mojej twarzy i lekkie, trwające ułamek sekundy wahanie świadczył o tym, że Kurczak zarejestrował tę zmianę. Nawet nie wiedziałem, której części jego ręki dotykam. Byłem napięty i bałem się poruszyć. Kurczak nie przestawał międlić swojego maluszka. Mój członek dotykał jego ręki samym czubkiem i był tak śliski, że każdy po każdym ruchu przeszywały mnie błyskawice.
– Uhm – szepnąłem. Myślałem, że rozmowa już dawno ugrzęzła, choć okazało się. że nie.
– Mocno strzeliłeś? – wyszeptał znowu Kurczak.
– Nie pamiętam, wtedy urwał mi się film.
W tym momencie Kurczak zaczął oddychać niemal spazmatycznie, a mojego maluszka zalała gorąca fala. To musiało być tak blisko... Ostatni prąd przeszył mnie tak mocno, że opadłem na plecy.
– Wszystko w porządku? – wyszeptał Kurczak.
– Tak... – dopiero teraz zdałem sobie sprawę jakie to było silne i że tym razem nie spadałem w przepaść.
– Gniewasz się?
– Za co? – zdziwiłem się. Oczywiście dokładnie wiedziałem, o co mu chodzi. Tyle że my obaj mieliśmy blokadę, jeśli chodzi o rozmawianie o tych rzeczach. Coś się działo, i to od jakiegoś czasu i to z nami oboma i w zasadzie dopiero dzisiaj doszło do rozmowy na te tematy. Dość jednostronnej zresztą i odczuwałem wielki niedosyt. Nachyliłem się nad nim i pocałowałem go w policzek. Kurczak był jeszcze rozpalony i lepki od potu. poczułem się potwornie zmęczony.
– Śpimy?
– Trzeba będzie – odpowiedział Kurczak i to było ostatnie, co usłyszałem tego wieczora.
Obudziło mnie pukanie do drzwi.
– Czego, pytam grzecznie? – wydarł się Kurczak. Jak on tak może tak się odzywać do własnej matki? – przestraszyłem się. Mnie by coś takiego nawet nie przyszło do głowy. Grzeczność była u mnie w domu wymaganiem numer jeden i nawet gdy miałem z matką na pieńku, dbałem, aby nie naruszyć norm grzeczności. Kurczak miał najprawdopodobniej wszystko w nosie. Tymczasem za drzwiami stał brat Kurczaka.
– Matka każe wam natychmiast przyjść do kuchni. Mogę wejść?
– Ani mi się waż – krzyknął Kurczak. – Spływaj do kuchni, zaraz tam przyjdziemy.
– Co, znowu ci zesztywniał?
– Zaraz ty sam zesztywniejesz jak dostaniesz w łeb – odciął się Kurczak. – Ty jakiś zboczeniec jesteś. Czekaj, już nigdy nie zrobię ci zadania z matematyki.
– Ładnych rzeczy się tutaj dowiaduję – tym razem usłyszałem głos pani Honoraty. – Kacper, zabroniłam Ci robić zadania braciom. My sobie chyba będziemy musieli poważnie pogadać... Na razie chodźcie na śniadanie.
– Cholera jasna – zaklął Kurczak. – Miało jej nie być, zwykle wychodzi koło siódmej.
– Przecież ma mnie zabrać dzisiaj na badania – przypomniałem mu. – Niedobrze mi się robi, jak sobie o tym pomyślę.
Kurczak wygrzebał się z łóżka i przebierał się absolutnie nie krępując się moją obecnością. Mogłem się nawet na niego patrzeć i nawet nie zwróciłby na to uwagi. Na razie nie dało mi to nic specjalnego do myślenia. Ja sam nie posunąłbym się do czegoś takiego.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Śro 14:47, 02 Paź 2024 Temat postu: 11. |
|
|
Kurczak poszedł do szkoły, a ja pojechałem z panią Honoratą i matką, którą zgarnęliśmy po drodze, do przychodni na badania. Nie cierpię przychodni i szpitali. Co prawda jeszcze nic złego mi się nie stało w tych przybytkach, ale już sam zapach przyprawia mnie o mdłości. Nie boję się pobierania krwi, choć nie jest to przyjemne. A właśnie od pobierania krwi się zaczęło. Tępo patrzyłem, jak srebrna igła wbija mi się do żyły a następnie strzykawka napełnia się ciemnoczerwoną cieczą. Czułem ssanie w żołądku, ale nic więcej.
– Nie będzie bolało – zapewniła mnie pielęgniarka, uśmiechając się do mnie nieszczerze. Wbrew jej obietnicy zapiekło zdrowo.
Później spotkałem się z lekarzem, jednak zapytany przez niego odmówiłem obecności matki w gabinecie lekarskim
który zadawał masę pytań, podobnych do tych, które wcześniej zadał pan Maciej.
– Kiedy były te osłabienia? – zapytał doktor. Cholera, i on o tym wie. Podałem mi daty, ale nie o nie chodziło. Nie chciałem mówić w szczegółach, bo w sumie to wstydliwa sprawa.
– Różnie...
– Ej, coś tu ukrywasz – doktor pokręcił głową. Nie podobał mi się, wysoki, szczupły, nie wzbudzał mojego zaufania. – Jeśli masz jakieś tajemnice, na pewno nie wyjdą poza ten gabinet. I matce też nie powiem, chyba, że będzie poważne zagrożenie zdrowia. Niestety, takie jest prawo.
– Tak, a pan to później zapisze w komputerze...
– Jak będę musiał, to tak. Słuchaj, Michał. Tutaj w tym gabinecie działy się już takie rzeczy, że głowa mała. Ale jeszcze nie stało się, abym zaszkodził pacjentowi. Zrozum, to są sprawy bardzo istotne dla twojego zdrowia, częste omdlenia są zagrożeniem dla mózgu, a nawet życia w ogóle. Może to tylko cukrzyca, może jeszcze coś innego. Jak mi nie powiesz, zawsze to wyjdzie na twoją niekorzyść. To jak? Po piwku? Może trawkę popalałeś?
O rany Boskie, w co on chce mnie wrobić?
– Masturbowałem się – powiedziałem wstydliwie, tępo wpatrując się w biblioteczkę za plecami lekarza. Ale doktor roześmiał się tylko dobrodusznie.
– Trzeba było tak od razu, normalna rzecz u chłopców w twoim wieku. Podczas podniecenia seksualnego w organizmie sporo się zmienia, ciśnienie, saturacja, poziom cukru. Już kończę ten temat, powiedz tylko, czy miałeś wtedy wytrysk.
– To właśnie stało się podczas wytrysku. Później mi się po prostu film urwał. Ale te narkotyki, alkohol... Nic z tych rzeczy.
– Standardowo zadajemy te pytania. Może to mieć spory wpływ na diagnozę. No nic, wiem, na czym stoimy, jeszcze bym cię wysłał na badania wydolnościowe, ale to ewentualnie zrobimy później. Całą reszta zależy od wyników. Będziesz musiał poczekać kilka godzin, zostały wysłane na cito, powinny być koło drugiej.
– Ale nie powie pan za dużo matce? – upewniłem się.
– Nie, nie bój się tak. To jest twoje ciało i w pewnym zakresie ty decydujesz, co będziesz z nim robił. Oczywiście w ramach zdrowego rozsądku. A tego ci pewnie nie brakuje. No zmykaj, spotkamy się o drugiej.
Miałem teraz jakieś dwie godziny dla siebie i matki, zeszliśmy na dół do bufetu. Byłem wściekle głodny, bo część porannych badań trzeba było zrobić na czczo i teraz odczuwałem silne ssanie w żołądku. Wzięliśmy jakieś kanapki i usiedliśmy w kącie knajpki, przy samej ścianie.
– Jeszcze dwie, trzy noce będziesz spał u tego kolego – zagaiła matka po dłuższej chwili milczenia. – Pani doktor chce cię mieć jeszcze na oku, bo podobno jeszcze nie do końca jesteś zdrowy. Nie podoba mi się to, no ale jak masz leżeć w szpitalu... Tylko zachowuj mi się porządnie.
Matka nie byłaby sobą, gdyby choć raz w rozmowie nie skręciła na ten temat. No i o czym teraz mamy ze sobą rozmawiać? Nie czułem wewnętrznej potrzeby rozmowy na żaden temat, w końcu to ona doprowadziła do tej sytuacji.
– Skąd ty znasz tego fagasa? – zapytałem z głupia frant, kiedy skończyłem ostatnią kanapkę.
– A spotkało się. U koleżanki na urodzinach. Bardzo mnie zapraszała, mówiła, że jest ktoś, kto chce mnie poznać...
– I nie zastanowiło cię, skąd ten facet wie o twoim istnieniu? – zdziwiłem się.
– Podobno widział mnie właśnie z tą koleżanką na mieście.
– A skąd ta koleżanka go zna? – drążyłem.
– A tego ci nie powiem. Nie pytałam się jej – matka bezradnie rozłożyła ręce.
– Masz jakieś jego dane? Chyba ma jakieś imię i nazwisko? Gdzieś mieszka? Chyba nie zapraszasz do domu kogoś kompletnie nieznanego? Widziałaś jakiś jego dokument?
– No i po co się unosisz? Po co ci to wszystko wiedzieć?
– Chyba jeszcze nie do końca dotarło do ciebie, co się ze mną stało. Poza tym łazi za mną, śledzi mnie. Chyba mam prawo wiedzieć kto mi nastrzelał po papie? W moim własnym domu?Mówiłem podniesionym głosem i kilku pacjentów z innych stolików rzuciło zaniepokojone spojrzenia w naszą stronę.
– Ciszej, ludzie się na nas patrzą – szepnęła matka.
– Mam to gdzieś – odpowiedziałem, choć potulnie ściszyłem głos. – Jeśli nie chcesz mi powiedzieć, nie musisz. I tak się dowiem.
– Jesteś pewien że cię śledzi? – zapytała matka jakimś zmienionym głosem. – Masz na to jakieś dowody? Wiesz, Michał, oskarżyć kogoś jest bardzo łatwo...
– Już ty go tak nie broń, kilka osób to widziało. Ty jesteś pewna, że ten typiarz nie zaprzyjaźnił się z tobą ze względu na mnie?
– Teraz ty przesadzasz – matka była już potężnie zdenerwowana. – Po co miałby to robić? Chyba że masz coś na sumieniu. Już lepiej mi powiedz.
Tego było za wiele,a rozmowa wymykała mi się z rąk.
– Będę przed drugą przed gabinetem lekarskim – powiedziałem chłodno. – Tam się spotkamy. Później wracam tam, gdzie mieszkam. Nie mam w tej chwili ochoty na żadne rozmowy. Na co czekasz? Na to aż mnie zgwałci czy wręcz zamorduje?
– Źle go oceniasz – zaprotestowała matka, a na jej twarzy pojawiły się łzy. Jeszcze tego zabrakło, by matka zaczęła tu histeryzować. Już i tak zrobiliśmy z siebie niezłe pośmiewisko.
Ona jest chyba naprawdę zakochana – dotarło do mnie, gdy szedłem w kierunku Parku Słowackiego. To najbliższe miejsce od ulicy Dobrzyńskiej, w którym można trochę sobie odpocząć. Usiadłem sobie na ławce i obserwowałem tramwaje jadące przez plac Społeczny. Było piętnaście po dwunastej, szmat czasu do powrotu. Wróciłem do myśli o zakochaniu. Nigdy mi to nie było do niczego potrzebne, sam nie byłem zakochany, bo przecież inaczej bym coś wiedział? Żadna koleżanka mnie nie interesowała więcej niż powinna, owszem były takie, które lubiłem bardziej, takie, które lubiłem mniej lub wręcz szczerze nie cierpiałem. Moi koledzy zaczynali już chodzić z dziewczynami, tworzyły się pierwsze pary. Na ostatniej dyskotece, na zakończenie roku szkolnego, kilku kolegów tańczyło z dziewczynami w taki sposób, że nie był to raczej niewinny taniec, bo w niewinnym tańcu nikt nikogo nie łapie za tyłek. Czy złapałbym dziewczynę za tyłek? Na samą myśl zrobiło mi się nieco niedobrze. A tymczasem widziałem wiele razy goły tyłek Kurczaka i jakoś nie robiło mi się niedobrze. No dobra, jestem jeszcze młody, a matka? Od kiedy rozstała się z ojcem minęło już ponad dziesięć lat i w zasadzie mogła sobie zacząć życie na nowo. Tyle że ten nowy absztyfikant musiałby mieszkać w naszym domu, bo nie sądzę, by matka chciała się stąd gdziekolwiek ruszyć. Gorzej ze mną, bo nie byłem gotowy zaakceptować nowego mężczyznę w domu. Nowy mężczyzna oznacza nowe zwyczaje, nowe zapachy, no i nowy szef, którego musiałbym słuchać. Przynajmniej przez tych kilka lat, które zostały mi jeszcze do osiemnastki. Ale niechęć do aktualnego kochanka matki nie wynikała wyłącznie z awersji do obecności drugiego samca w domu. Miała o wiele silniejszy pierwiastek indywidualny, a moje zastrzeżenia dotyczyły wyłącznie tego kurwia. Zauważyłem, że zaczynam wchodzić na niebezpieczny i grząski grunt, dlatego, że te cztery, pięć dni miną bardzo szybko, trzeba będzie wrócić do domu, a matka najwyraźniej nie zamierza odpuścić sobie tego fagasa, nawet po tym, co mi zrobił.
Zrobiło mi się chłodnawo, toteż postanowiłem się przejść w kierunku Wzgórza Polskiego. Jest to wzgórze wieńczące stary bastion, zwany Ceglarskim, niedaleko rotundy Panoramy Racławickiej, zaraz przy Odrze. Rzadko bywam w tych okolicach, nie mam właściwie żadnego interesu w tych stronach. Są co prawda blisko ścisłego centrum, ale trudno tu trafić po prostu dlatego, że potrzebujesz. Obecnie to tereny spacerowe, nie ma tam jakichś ważnych traktów pieszych, ten kawałek da się objechać tramwajem. Usiadłem na ławce tuż przy masywnych stalowych drzwiach prowadzących do bastionu. Okolica była pustawa, rok akademicki w pobliskiej Akademii Sztuk Pięknych jeszcze się nie zaczął, pusto było nawet przy wejściu do Panoramy Racławickiej. Nagle na chodniku od Akademii pojawił się jakiś facet, ubrany w lekką jesienną kurtkę, na oko około pięćdziesięcioletni. Byłem ciekawy, czy wejdzie na wzgórze czy obejdzie je z drugiej strony, od Odry. Tymczasem facet podszedł do tej bramy, obejrzał ją uważnie, po czym pchnął. Drzwi ustąpiły z dużą łatwością, a facet zniknął za nimi. Zaskoczyło mnie to zupełnie. Czego tam szukał? Może tam jest jakieś tajne przejście, choć nie sądzę. Może po prostu poszedł się wysikać. Tez możliwe. Ale minęło kilka minut, a facet nie wychodził. Po kilku minutach z drugiej strony, od Muzeum Narodowego pojawił się inny facet, mniej więcej w tym samym wieku, ale nieco tęższy, w kraciastej koszuli, trochę przypominający doktora Macieja. Przeszedł koło mojej ławki, po czym skierował się wprost na drzwi Bastionu Ceglarskiego. Stało się dokładnie to samo, co poprzednio. Coś mi się tu potężnie nie zgadzało. Można było wejść do jakiejś rudery, czemu nie, ale te dwa wejścia jedno prawie po drugim były co najmniej podejrzane. Byli umówieni? Różne myśli przychodziły mi do głowy. Mój mózg wychowany na kryminałach podsuwał mi różne scenariusze, z krwawym morderstwem na czele. No ale to przecież nie w centrum trzeciego miasta w Polsce.
A może po prostu sprawdzić? Najpewniej mnie nie zabiją. Popatrzyłem na zegarek, była za dziesięć pierwsza, czyli nieco ponad godzinę przed wizytą u lekarza. Wstałem z ławki, rozpoczynała się jesień, było ciepło, ale chodnik był upstrzony żółtymi i pomarańczowymi liśćmi. Ruszyłem wolno w kierunku wrót. Gdy już byłem przy nich, rozejrzałem się wokół. Było idealnie pusto. Uspokoiło mnie to, choć nie byłem pewny, czy nie byłoby lepiej, gdyby jednak ktoś mnie widział. Serce w klatce łomotało strasznie. Pchnąłem drzwi. Ruszyły się o wiele łatwiej, niż sądziłem. Wśliznąłem się. W środku nie było wcale tak ciemno jak podejrzewałem, światło dochodziło gdzieś z góry. Pod ścianą, niecałe dwa metry przede mną naprzeciw siebie stali obaj mężczyźni, ten wyższy w jesionce i ten grubszy w kraciastej koszuli i trzymali wzajemnie za członki. Ten niższy, miał spodnie opuszczone do kolan i było widać mu tyłek. Muszę przyznać, że to mi w ogóle nie przyszło do głowy, wszystko, tylko nie to... Poruszali rękami, znaczy, że wzajemnie walili sobie koniki. Mieli całkiem duże, choć żaden nie był taki jak doktora Macieja. Widok był tak podniecający, że nie mogłem oderwać oczu. Nie przeszkadzał mi nawet smród stęchlizny i uryny przepełniający pomieszczenie z odrapanymi ścianami.
– Idź stąd – wyszeptał ten wyższy.
– Niech sobie młody popatrzy – zaoponował niższy. W głowie kołatały mi się różne myśli. Najlepiej było stąd wiać i to natychmiast, ale nogi miałem jak z waty, poza tym czułem się, jakby cała krew spłynęła mi w krocze a serce zaczęło mi łopotać.
– Podoba ci się? – szepnął ten niższy.
– Mhm – odpowiedziałem. Gardło miałem tak suche, że ciężko było mi powiedzieć coś więcej. Poza tym bałem się irracjonalnie, że ktoś może mnie usłyszeć. Obaj mężczyźni nie przerywali walenia. Robili to w równym rytmie. Przejechałem sobie ręką po kroczu i przeszedł mnie znajomy dreszcz.
– Zwal sobie z nami, jak chcesz – szepnął niższy, dostrzegając ten ruch.
– Tak, a później będziemy mieli prokuratora na karku...
– Cicho, nie wywołuj wilka z lasu. Poza tym młody ma już pewnie piętnaście lat i meszek nad fiutem. Ja w jego wieku waliłem tak, że aż dziw, że kutas mi nie odpadł.
– Zaraz się spuszczę... Ściśnij mi główkę... – wycharczał wyższy.
Ten wyższy bryzgał długo i obficie, mocno przy tym sapiąc, po czym zapiął spodnie.
– Nie wychodzimy wszyscy naraz, cholera wie, kto tam jest. Tu jest niebezpiecznie – powiedział i ruszył w stronę wyjścia. Na chwilę oślepił nas blask dziennego światła. Zastanawiałem się czy to nie koniec tej podniecającej zabawy, kiedy ten niższy, grubszy i chyba bardziej sympatyczny chwycił mnie za krocze, pogmerał trochę i wyczuł sztywność.
– Twardy jesteś – szepnął mi do ucha. – Lubisz się bawić, nie?
– Yhy – odpowiedziałem, pomagając mu wyjąć mój członek. W końcu udało, a mężczyzna wziął go w rękę na całą długość. Szok po pierwszym dotyku był nawet większy niż wczoraj w łóżku z Kurczakiem. Mężczyzna masował mi delikatnie swoją ciepłą ręką, co jakiś czas zjeżdżając niżej, aż do jąder.
– Ładny kutasek – szepnął ściskając czubek. Znalazł kilka śliskich kropel, odciągnął skórkę i rozsmarował je na całej główce, doprowadzając całe moje ciało do drżenia.
– Złap mojego.
Wymacałem mu członka, był nieco miękki, co nie przeszkadzało mi się podniecić jeszcze bardziej. W miarę, gdy ściskałem i drażniłem, kutas stawał się coraz twardszy. Moja ręka obijała się o jego jądra, ogromne ciepłe i delikatne.
– Ale duże jajka – szepnąłem. pomacałem je trochę i wróciłem do członka. Zapach pomieszczenia przestał mi przeszkadzać.
– Dobrze, właśnie tak rób...
Na moją reakcję nie musiałem długo czekać. Strzeliłem tak, jak chyba nigdy w życiu, a przed oczyma pojawiły mi się kolorowe plamy. Zlałem się na rękę temu facetowi, co chyba mu nie przeszkadzało, bo mruknął z zadowolenia.
– Fajny źrebak jesteś – poklepał mnie po brzuchu i pomacał tyłek przez spodnie. – Ja tu jestem zawsze w poniedziałek po południu. Wpadnij jeszcze kiedyś.
Szybko schowałem małego, niedbale zapiąłem rozporek i wręcz biegiem opuściłem bastion. "Co ja takiego zrobiłem..." – pomyślałem.
Dwadzieścia pięć po pierwszej. W głowie kręciło mi się jak cholera. Musiałem usiąść choć na chwilę. Znalazłem ławkę dość oddaloną od wejścia do bastionu. Usiadłem i dochodziłem do siebie, przeżuwając to, co przed chwilą się stało, dopiero teraz uprzytomniłem sobie, że ten facet miał obrączkę. Wtem zauważyłem idących wzdłuż bastionu dwóch policjantów. Podeszli do drzwi, pchnęli je i weszli do środka. Myślałem, że zemdleję... Policjanci wyszli prawie od razu i zaczęli iść w moim kierunku. Mogli mnie nawet nie widzieć, ławka była w sporym oddaleniu od bastionu. Szli normalnym krokiem, ani szybkim ani wolnym. Cholera... Wstałem i, nie oglądając się za siebie, ruszyłem do przodu. W ustach dalej było mi sucho, a w głowie się kręciło. Tylko nie upaść, tylko nie upaść... szeptałem do siebie bezmyślnie. Gdy już dowlokłem się do przychodni na Dobrzyńską, była za piętnaście druga. Zdążyłem jeszcze wpaść do bufetu i wypić duszkiem butelkę oranżady. Uf, jaka ulga...
Gdy dotarłem na trzecie piętro, matka właśnie wychodziła z gabinetu.
– Doktor już na ciebie czeka. Czemu się spóźniłeś?
Nie odpowiedziałem, bo w sumie po co, co to zmieni? Wyminąłem ją zgrabnie i wszedłem do gabinetu.
– Stało się coś? – zapytał lekarz mierząc mnie uważnie wzrokiem.
– Nie, nic – powiedziałem niepewnie. Ale lekarz nie dał się przekonać.
– Dawaj rękę, zmierzymy ciśnienie.
Pomiar wykazał sto pięćdziesiąt na osiemdziesiąt pięć, jak to powiedział doktor "o wiele za wysoki jak na chłopca w moim wieku, nawet jeśli jest trochę gruby". Jeśli myślał, że mnie obrazi, sporo się przeliczył.
– Zapomniałem się i biegłem dobry kilometr. Wpadłem tu na ostatnią chwilę – usprawiedliwiłem się.
Drugi pomiar po pięciu minutach był już o wiele bardziej normalny i doktor wziął moje tłumaczenia za dobrą monetę.
– Musisz więcej ćwiczyć – powiedział. – A teraz do rzeczy. Twoje wyniki świadczą o tym, że masz cukrzycę typu pierwszego. Stąd te omdlenia, utraty przytomności i podobne. Teraz będziesz miał kilka spotkań, na których nauczymy cię, jak postępować, jak się żywić, jak wstrzykiwać sobie insulinę.
– Insulinę? – powtórzyłem bezmyślnie. Zabrzmiało groźnie.
– Tak, będziesz musiał podawać sobie insulinę, Ale nie martw się, to już nie jest tak skomplikowane jak jeszcze dziesięć lat temu. Są nowoczesne mierniki poziomu cukru, dozowniki... Wszystkiego zaraz cię nauczymy, za pół godziny będziesz miał spotkanie z pielęgniarką. W razie czego dopytasz doktor Honoratę – uśmiechnął się.
Później dowiedziałem się, że pani Honorata wybrała dla mnie lekarza, którego uważała za najlepszego. Nie był zły, choć taki jakiś mało sympatyczny. Podał mi numer gabinetu i elegancko wyprosił.
Matka pojechała do pracy, a ja przechodziłem przyśpieszone szkolenie z badania krwi, zastrzyków insuliny, hipoglikemii i podobnych rzeczy. Nie było to trudne, a pielęgniarka, niska korpulentna blondynka, tłumaczyła tak, że wszystko dało się zrozumieć. Wbrew pozorom nie było to bolesne, choć przyznam, że wyglądało groźnie. Pod koniec tego szkolenia do gabinetu zajrzała pani Honorata.
– Będę czekała na ciebie w bufecie na dole. Długo jeszcze to będzie trwało? – zwróciła się tym razem do pielęgniarki.
– Jakieś pięć minut.
Najgorsze było dopasowywanie wziętej insuliny do wyników, ale dostałem tabelkę do przeliczania. Pożegnałem się pośpiesznie i zjechałem windą do bufetu, gdzie czekała już na mnie pani Honorata. Siedziała przy filiżance kawy i przeglądała jakieś papiery.
– Już gotowy?
– Tak – potwierdziłem. – Możemy jechać.
– Nic nie zjesz? – zatroszczyła się pani Honorata. – Chłopcy jedzą w stołówkach, nie mam nic na ciepło. Dopiero kolację wam zrobię. Idź sobie coś kup – podała mi banknot dwudziestozłotowy.
Wziąłem grzane parówki z musztardą i jakąś sałatką. Do popicia puszka coca-coli. Z posiłkiem uwinąłem się szybko i mogliśmy jechać. Jazda po Wrocławiu w godzinach szczytu to tragedia. Korki, żółwie tempo. Dopiero na Legnickiej, dużej arterii prowadzącej na zachód, mogliśmy przyśpieszyć. I nagle zaczęło mi się robić bardzo niedobrze. W głowie mi się kręciło, w uszach szumiało, zamiast domów, trawników, ludzi widziałem zielone i szare pasy.
– Niech się pani zatrzyma, ale szybko, proszę.
Musiało to zabrzmieć naprawdę żałośnie, gdyż pani Honorata zjechała w pierwszą ulicę w prawo i natychmiast przystanęła. Natychmiast, zaciskając usta, wysiadłem i zwymiotowałem na chodnik. W uszach szumiało mi coraz bardziej.
– Pojedziemy do domu, tam ci coś podam. Możesz już?
Kiwnąłem tylko głową, aby nie spowodować następnej fali wymiotów. Ale chęć rzygania jakoś przeszła, choć czerwone plamy latające przed oczyma zmniejszyły się jedynie, ale nie zniknęły. Już w normalnym tempie dojechaliśmy na Nowy Dwór. Na chwiejnych nogach wyszedłem z auta i weszliśmy do bloku.
Wszedłem do pokoju, w którym Kurczak droczył się z braćmi, co o tyle nie było dziwne, że robili to właściwie bezustannie.
– Coś dziwnie wyglądasz – przywitał mnie kwaśno. – Stało się coś?
– I tak i nie – zbyłem go. Później sobie pogadamy bez świadków. Poza tym dalej nie wiedziałem, czy mu powiedzieć o tym wszystkim, co stało się dzisiaj.
– I pachniesz nie najlepiej. Gruby, z tobą jest naprawdę coś nie tak – Kurczak chwilowo odpuścił kłótnię ze szkodnikami, pewnie, miał o wiele bardziej interesujący cel.
To już dało się wytłumaczyć i zrobiłem to bez skrępowania. Dokładnie, z najmniejszymi szczegółami opisałem, co stało się po drodze z przychodni na Dobrzyńskiej.
– To też ale... O czymś mi nie mówisz, Grubciu, ja widzę, że coś się stało.
– Możliwe... Możemy o tym pogadać później? Ja naprawdę czuję się słabo i chcę się położyć.
Po drodze do pokoju zaczepiła mnie pani Honorata.
– Michał, mogę ci wyprać rzeczy? Na razie załóż te ciuchy Kacpra, w które wejdziesz, resztę dam ci od męża, Kacper coś wybierze. Plecak ci też wypiorę, dobrze?
Wiedziałem, że moje rzeczy powoli stają się brudne i musiałem się zgodzić. Było mi oczywiście głupio, ale zaprzeczanie byłoby zupełnie bez sensu. Pani Honorata wyszła, a do pokoju wszedł Kurczak.
– Poczekaj, wybiorę ci jakieś szmaty. Moje skarpetki możesz nosić, gacie dostaniesz od ojca, bo takiego dupska to ja nie wyhodowałem – uśmiechnął się po czym zniknął, a za kilka minut wrócił z naręczem szmat różnych.
– No to robisz striptiz, gruby – rzucił ciuchy na łóżko. Zacząłem się rozbierać, byłem już w samych majtkach, gdy do pokoju weszła pani Honorata.
– Michał, co to jest? – pokazała jakieś mały, dziwny, czarny prostopadłościan.
– Skąd mam wiedzieć? – zdziwiłem się. – Gdzie pani to znalazła?
– Było u ciebie w plecaku, w małej kieszonce.
– A w tej – domyśliłem się. – Nie mam zielonego pojęcia.
– Pokaż to, matka – Kurczak wyjął to jej z rąk i oglądał dokładnie przez dłuższy czas. – O kurna...
– Ty wiesz co to jest? Mów zaraz! – nacierała pani Honorata.
– Nie tyle wiem, co się domyślam. To jest prawdopodobnie tok zwany lokalizator, urządzenie szpiegowskie działające na GPS. Gruby to nosi w plecaku, a ten bydlak, który to podłożył, śledzi go na komórce, na mapach Google. To urządzenie po prostu wysyła sygnał lokalizacyjny.
– Jesteś pewny? – zdenerwowała się pani Honorata. – Skąd ty to wiesz?
– Przecież to każdy wie. Można śledzić przez komórkę, ale to wymagałoby dostępu do telefonu Grubego. Jak się nie da, można podłożyć mu taką pluskwę. Czasem rodzice używają tego do śledzenia swoich dzieci. Są takie, które jeszcze mają mikrofon i działają jak zwykły podsłuch, ten raczej taki nie jest. Można kupić na internecie.
– I co teraz z tym zrobić?
– Ja bym po prostu wyrzucił na śmietnik – zaproponował Kurczak. – Wywiozą to poza miasto i tyle będzie z tego pożytku. Albo wysłał pocztą do tego, kto Grubemu to podłożył, bo chyba wiemy, kto?
Właśnie rzecz w tym, że nie, ale to musiałem dopiero omówić z Kurczakiem, kiedy będziemy sam na sam. Przecież mógł mi to podrzucić jeden z tych pedrylów. Tylko po co? Poza tym oni stali cały czas przede mną, a ten plecak trzeba było naprawdę dobrze znać albo co najmniej dokładnie obejrzeć, by zainstalować tam pluskwę. Nie, to prawie niemożliwe. Pewnie ten alfons od mojej mamy. No ale po co? Rozumiem, że mnie trzasnął w pysk, wkurzyłem go. Ale ta cała reszta? Śledzenie? Pluskwa?
– Usiłowałem sobie przypomnieć, kto mógł mi to wtrynić i wychodzi tylko na tego fagasa od mojej matki. No ewentualnie doktor Maciej Vrabetz, w szkole raczej nikt.
– No nie powiedziałbym – zaprotestował Kurczak. – Pomyśl tak: ktoś chce cię z jakichś powodów śledzić i nie może ot tak założyć ci pluskwy. Co robi? Szuka kogoś, kto to zrobi. Przekupuje go albo ją za sto złotych...
– Przecież ja ten plecak mam cały czas przy sobie. Nie zostawiam, jak inni, przy drzwiach.
– Na wuefie też?
– No nie...
– No właśnie – Kurczak dalej bronił swojej teorii. – Zostawiasz plecak w szatni i cholera wie, co się dzieje. Mogą ci nawet podłożyć bombę. Dowiesz się dopiero jak pierdolnie... Ręka noga mózg na ścianie.
– Kacper, nie sądzę, żeby to było odpowiednie słownictwo – powiedziała chłodno pani Honorata, choć widziałem, że z trudem udaje się jej opanować wesołość. – Poza tym to naprawdę nie jest temat do żartów. Prawdę mówiąc zupełnie nie wiem, co z tym zrobić. Poszłabym z tym na policję, z tym że po pierwsze, to chyba nie jest zabronione, po drugie, to powinna zrobić raczej twoja mama. A policji to ja raczej nie ufam, zwłaszcza wrocławskiej.
To miało jakiś sens. Rodzice Kacpra byli zdecydowanie przeciw PiS-owi, przynajmniej od kiedy ojciec Kacpra był prześladowany przez poprzednią władzę. W tym domu nie oglądało się państwowej telewizji do czasów, kiedy przeszła, jak to pani Honorata powiedziała, w prawowite ręce. Sam bylem za młody, by zajmować jakieś stanowisko w sprawach politycznych, do niedawna mnie to nie interesowało, nawet teraz nie do końca wiedziałbym, na którą partię głosować, byle nie na PiS i Konfederację. Ale jeszcze nie odkryłem, jaki naprawdę wpływ polityka ma na normalne życie. To stało się dopiero później.
– Niemniej coś trzeba z tym zrobić, tu chodzi nie tylko o twoje bezpieczeństwo, Michał, ale nas wszystkich.
– Ja mam pomysł, co zrobić z tą pluskwą – odezwał się Kurczak. – Wziąć ją na przykład do pociągu i wyjąć baterię podczas jazdy. Albo podłożyć ją pod jakieś siedzenie, niech sobie jeździ tak między Legnicą a Wrocławiem. Ktokolwiek jest jej właścicielem, po prostu zdurnieje. Jeśli zniszczymy ją tutaj, będzie od razu wiadomo, że ktoś ją znalazł i możemy mieć dodatkowe kłopoty.
– Brzmi sensownie – zgodziła się pani Honorata.
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez homowy seksualista dnia Śro 14:48, 02 Paź 2024, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
 |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Śro 14:47, 02 Paź 2024 Temat postu: 12. |
|
|
Pluskwa została wyekspediowana w cholerę jeszcze tego samego popołudnia. Niestety nie moglem w tym uczestniczyć, bo pani Honorata wolała bym został w łóżku. Wykorzystałem ten czas na napisanie maila do doktora Macieja. Nie pisałem oczywiście o tym, co stało się w bastionie, na to będzie jeszcze czas. W ogóle najchętniej zachowałbym to dla siebie, tyle że właśnie tam mogłem być zlokalizowany. Nie wiadomo, czego chciał mój prześladowca i tego bałem się najbardziej.
– To mów, co się stało – zaatakował mnie Kurczak, kiedy już byliśmy w łóżku. – Obiecałeś, że opowiesz.
– To nie jest takie proste – odparłem. – Dobrze, ale masz trzymać język za zębami. Stało się przypadkiem i nie wiem, jaki będzie tego ciąg dalszy. Nawet Tobie wstydzę się o tym opowiedzieć.
– Opowiadaj – zażądał Kurczak – a ocenę zostaw mnie.
No to opowiedziałem. Ciężko było, czasem ciężko mi było dobrać słowa, ale starałem się, by opis był w miarę wierny. Kurczak słuchał uważnie i nie przerywał do samego końca.
– Nie wiem, czy bym tam wlazł, ale jak już bym tam był... pewnie skończyłoby się tak samo. Ale sam przyznasz, że brzmi to dość dziwnie. Znam to miejsce i nigdy bym nie podejrzewał, że tam się odbywają takie rzeczy. To lepsze niż pornos...
– Obawiam się, że mi się to spodobało – przyznałem. – I ciągnie mnie, aby tam pójść jeszcze raz. Ten gościu powiedział, że jest tam co poniedziałek. Tylko ta policja... Jak myślisz, mogliby mnie zamknąć?
– Ciebie nie, ale tego faceta na pewno. Co nie znaczy, że nie miałbyś nieprzyjemności. Szkoła by się dowiedziała, matka i w ogóle wszyscy ci, którzy nie powinni. Lepiej się od tego trzymaj z daleka.
Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Już powoli przyzwyczajałem się do myśli, że tam pójdę znowu, mimo niebezpieczeństwa. Ten drugi facet bardzo mi odpowiadał. Był delikatny, przy tym nawet mi się podobał. Powiedziałem to Kurczakowi, który nie wydawał się zaskoczony.
– Chciałbym, żeby mnie też ktoś tak wydoił... Tylko nie mów tego nikomu.
Leżeliśmy obaj naprzeciwko siebie. Mnie na samo wspomnienie tych katakumb dzida się wyprostowała, Nastąpiła długa chwila milczenia.
– Tylko uważaj, żeby ci ktoś nie zrobił czegoś więcej. Wiesz, nie brał do buzi czy nie wsadzał w różne miejsca. Od tego można złapać AIDS albo inne cholerstwo, jak WZW, kiłę, sam rozumiesz.
Przypomniały mi się te pornole, które widziałem na necie. Na razie coś takiego mnie nie interesowało i chwilowo wątpiłem, czy zainteresuje w przyszłości.
– Nie myślę o takich rzeczach – zapewniłem go. – Zresztą ciebie to też nie interesujesz, bo ty wolisz dziewczyny.
Nie wiem, może w przeszłości byłem ślepy, może wielu znaków nie zauważałem, albo po prostu nie kojarzyłem faktów. Albo brałem za dobrą monetę rzeczy, które mogły być równie dobrze doskonałym kamuflażem.
– Taki jesteś pewny? – zapytał zadziornie Kurczak. – Widziałeś mnie z jakąś?
– No tak naprawdę to nie – przyznałem. A co to było, że z chęcią wykąpałbyś koleżankę?
Kurczak roześmiał się złośliwie.
– A tak, wykąpałbym Andrzejewską, pod warunkiem, że umyłbym jej plecy papierem ściernym.
Andrzejewska, to była klasowa piękność, w której kochało się aktualnie chyba trzech chłopaków, a wielu innych zgodziłoby się bez wahania, gdyby ona zaproponowała im chodzenie.Ona sama zachowywała się jak udzielna księżniczka i zadawała się z o wiele starszymi kolegami. Wielu powątpiewało w jej dziewictwo.
– Podoba ci się?
– Zgłupiałeś? – Kurczak był chyba rzeczywiście oburzony. – Żadna mi się nie podoba, a najmniej właśnie Andrzejewska. Zwykłe kurwidło. Nie chciałbyś wiedzieć, kto mi się tak naprawdę podoba.
– A właśnie bym chciał.
– I tak się nie dowiesz... – rzucił Kurczak. – A tobie kto się podoba?
Hmmm, ta rozmowa idzie zdecydowanie za daleko. Ale jak się powiedziało A...
– Zależy co rozumiesz przez podobanie się. Z dziewczyn podoba mi się Ania Stolarska. Malo chłopaków ją zauważa, bo niska i może nie za szczupła. Ale zauważ, że jest najprzyjemniejsza, nigdy nie odpyskuje, często się uśmiecha. Poza tym zauważ, że jest chyba najlepiej ubrana. Nie szpanersko jak Andrzejewska czy Dygudaj, które ubierają się jak dziwki, ale skromnie i elegancko.
– Znam lepiej ubrane, ale nie o takie podobanie mi chodzi, jeśli wiesz, co mam na myśli.
Wiedziałem oczywiście, ale nie byłem pewny, czy był już czas na taką rozmowę. No ale skoro nalega...
– Doktor Vrabetz mi się podoba.
– O, to już coś bardziej konkretnego – ucieszył się Kurczak. – Mnie mniej, ale zazdroszczę ci, że widziałeś go nago, i nawet coś więcej.
– No pałkę to on ma niezłą, potwierdzam. Żaden z tych dwóch gości tam, w tym bastionie, nie miał takiej. Vrabetz mówił, że największą, z jaką miał do czynienia to trzydzieści osiem centymetrów.
– Ile? – Kurczak był zaskoczony.
– No trzydzieści osiem, mówię wyraźnie. Ale doktor mówił, że to kalectwo i takich gości się operuje.
– Andrzejewska by takiego chciała – zachichotał Kurczak. – Założę się, że nie jest dziewicą. Widziałem, jak jej jeden taki macał cycki i łapał za cipę...
– Ciekawe widoki – zauważyłem z przekąsem. – Wyrabia nam się koleżanka. A Dygudajka nie lepsza. Widziałeś, jaki ona ma dekolt? I co tydzień inną fryzurę.
– E tam dekolt. Widziałeś, jakie ona nosi spodnie? Im bardziej opinają jej dupę, tym lepiej... Niedługo będzie przychodziła do szkoły w rajstopach typu burdelówy.
– Tej też by się przydała lufa trzydzieści osiem centymetrów. Na szczęście mamy krótsze – zachichotał.
– Kto ma krótszego ten ma. Na pewno mam dłuższego od twojego.
– Ile? – zapytał Kurczak.
– Prawie czternaście i jeszcze rośnie.
– Akurat – zaperzył się Kurczak. – W zwisie masz prawie takiego samego jak ja.
– Ale jak mi zesztywnieje to mam dłuższego. Dlaczego miałbym cię oszukiwać. Akurat mi zesztywniał, zobacz sobie.
– Naprawdę mogę?
– Naprawdę, łosiu – uśmiechnąłem się.
Już podnosiłem kołdrę gdy wtem rozległ się dzwonek do drzwi.
– Poczekaj – szepnął Kurczak. – Szykuje się jakaś akcja. O tej porze nikt do nas nie przychodzi, zwłaszcza kiedy ojciec w konsulacie.
Eh, w takim momencie... Tymczasem w przedpokoju zapaliło się światło i usłyszałem głos, który zidentyfikowałem od razu. Doktor Vrabetz przywitał się z panią Honoratą, chwilę pogadali na boku i za chwilę rozległo się pukanie do drzwi naszego pokoju.
– Chłopcy, śpicie?
– Tak – odpowiedział Kuczak. Po czym drzwi uchyliły się i do pokoju wszedł doktor. Od razu zapachniało drogą wodą kolońską, jednym z najseksowniejszych zapachów, jakie znam. Mdłe światło ze stolika nocnego zamazywało lekko sylwetkę doktora. Niemniej jednak na jego widok siusiak mi drgnął.
– Cześć misiaczki – uśmiechnął się. – Właściwi ludzie na właściwym miejscu, widzę. Michał, miałbym kilka pytań do ciebie, mogę?
– Pewnie – odpowiedziałem. – Tylko nie wiem, czy będę znał odpowiedzi.
Pan Maciej usiadł na łóżko.
– Słuchaj, czy ktoś ostatnio nie wypytywał cię o coś dziwnego? Coś, co wydawało ci się nienaturalne?
– Tak, matematyk wypytywał mnie o wzory skróconego mnożenia, których jeszcze nikt nam nie wprowadził. Na szczęście znalem... Ksiądz podczas spowiedzi pytał, czy bawię się brzydko ze sobą. Powiedziałem, że bawię się wyłącznie ładnie i mam z tego masę frajdy. Wątpię, by podobała mu się moja odpowiedź... Kurczak pytał przed chwilą, czy... – i w tym momencie odczułem lekki kop z kolana. Pan Maciej zauważył to i uśmiechnął się jadowicie.
– Wiem, że masz duże poczucie humoru, Kurczak też, ale ja pytam najzupełniej poważnie. Nie podoba mi się ta cała sprawa z lokalizatorem, inne zresztą jeszcze mniej. Może coś wiem, może nie wiem, tego nie mogę powiedzieć. Przypomnij sobie, proszę.
– Właśnie nic takiego się nie stało. To znaczy... Matka wypytywała, co wiem o ojcu.
I to zainteresowało doktora.
– O co pytała?
– A takie różne... Czy wiem, gdzie mieszka i tym podobne. Powiedziałem jej tyle, co i tak sama wie i co jest o nim na internecie. Żadnej wiedzy tajemnej nie przekazywałem, bo skąd miałbym ją mieć?
Ale i to zaniepokoiło doktora Macieja.
– To nawet nie chodziło o samego ojca, ile to, co o nim wiesz. W każdym razie to już jest jakiś konkret. W każdym razie obserwuj uważnie i informuj mnie o tym, co widzisz niepokojącego. Niewykluczone, że coś się w najbliższym czasie zmieni...
– Co pan ma na myśli? – zaniepokoiłem się nie na żarty.
– Jeszcze za wcześnie powiedzieć, bo sam do końca nie wiem. W każdym razie bardzo dobrze zrobiliście z tym lokalizatorem. No bawcie się dobrze chłopaki, nie szalejcie, a ja pójdę porozmawiać z kurą.
– Z jaką kurą? – zdziwiłem się.
– No z matką Kurczaka. Śpijcie słodko i nie gadajcie zbyt długo. Jutro też jest dzień. Dobranoc.
Śmialiśmy się z tej kury dobre pięć minut. Konferowali chyba jeszcze pół godziny zanim doktor wyszedł i w domu zapadła całkowita ciemność. Jakiś czas leżeliśmy w milczeniu. Potrzebowałem czasu, by to wszystko ogarnąć, to co się stało w bastionie, szkolenie o cukrzycy, rozmowę z matką, torsje w samochodzie, znalezienie pluskwy, wizytę doktora, wreszcie tę nieoczekiwaną prośbę Kurczaka, Jak na jeden dzień, to było zdecydowanie zbyt wiele. Czasem człowiek żyje miesiąc i nic się nie dzieje, dziś nastąpiła prawdziwa eksplozja wydarzeń i to w przyśpieszonym tempie. Na dodatek takich wydarzeń, o których chciałoby się jak najszybciej zapomnieć. Ale i takich, które dalej wysyłały do moich pleców przyjemne dreszcze. Jak ten moment, kiedy ten niższy i grubszy złapał mnie swą gorącą ręką za mojego siusiaka. Dlaczego ja się go nie bałem? Nigdy w życiu nie widziałem faceta, mógł mi wtedy zrobić wszystko.
Już myślałem, że Kurczak zapomniał o swojej propozycji, ale nie doceniłem go.
– Śpisz? Gdybym był tobą, powiedziałbym, że tak. Myślę sobie o tym, co się dziś stało.
– O tym, jak tamten facet doił cię w piwnicy też?
– O tym przede wszystkim. I nie w żadnej piwnicy tylko w Bastionie Ceglarskim.
– Pójdziesz tam jeszcze? – zapytał Kurczak jakimś dziwnym głosem, tak jakby nie chciał bym tam się kiedykolwiek pojawił.
– A mam? – odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
– Jeśli chodzi o mnie, nie sądzę. Masz szczęście, że nie natrafiłeś na jakiegoś bandytę, który cię nie zadźgał nożem albo nie zrobił ci innej krzywdy. Poza tym...
– Co?
– Nic... – szepnął i położył mi rękę na piersi. Chwilę pobawił się moimi sutkami. – To pokażesz?
– A czemu chcesz zobaczyć? – postanowiłem się z nim trochę podroczyć, choć decyzja tak naprawdę zapadła już dawno temu.
– Bo ty moją dzidę widziałeś wczoraj rano.
– No widziałem, nie da się ukryć – zgodziłem się. – Ale to było przez przypadek.
– Ale liczyłem się z tym, że możesz ją zobaczyć. Gdybym nie chciał, po prostu odwróciłbym się albo poszedł przebrać do łazienki.
– A nie wstydziłeś się?
– A ty się wstydziłeś pokazać gruchę obcemu facetowi? – eksplodował Kurczak, odrobinę za głośno jak na moje potrzeby. – Albo doktorowi tam na tej polanie nad jeziorem?
Tu mnie miał. Jak mu to wszystko wytłumaczyć, że w tamtym momencie zżerała mnie żądza i byłem gotów zrobić wszystko, by ją zaspokoić?
– Doktorowi na początku tak, nawet długo leżałem na brzuchu, by nie widział, co się ze mną dzieje, ale on wszystkiego się domyślił. A temu facetowi? Gdyby nie robił tego wcześniej z tym drugim to sam nie wiem. Może trochę straciłem głowę, przyznaję.
– To jak?
– Normalnie. – powiedziałem, ale normalnie nie było. Co innego jakiś nieznany facet, co innego najbliższy przyjaciel. Tu miałem coś do stracenia. – Obejrzyj jak chcesz.
– Zaraz – szepnął – Zobaczę, czy teren jest bezpieczny.
To mówiąc wyszedł z pokoju, powrócił po kilku minutach i położył się obok mnie.
Kurczak pchnął mnie lekko w bark, co chyba oznaczało, że chce, bym się położył na plecach. Posłusznie zmieniłem pozycję. Następnie odrzucił kołdrę i przejechał ręką po kroczu.
– Masz sztywnego – szepnął. Chwycił za spodnie od piżamy, tuż biodrach i pociągnął w dół. Zrobiłem mostek, by łatwiej było mu je zsunąć. Sztywny członek wystrzelił najpierw w powietrze, a następnie legł na brzuchu. W pokoju było ciemno, a mimo to był doskonale widoczny. Kurczak uniósł się na łokciu i pochylił nad moim brzuchem, sapiąc głośno. Gorący powiew jego oddechu czułem na pępku i siusiaku. Następnie wyciągnął rękę i dotykał go w różnych miejscach, powodując miłe skurcze. Następnie przybliżył twarz tak, że dzieliły go ode mnie tylko centymetry. Nie żałowałem ani chwili, że zgodziłem się na to. Tymczasem jego głowa wędrowała od nasady po sam koniuszek. Niewiele namyślając się wyciągnąłem rękę i uniosłem członek tak, że tworzył kąt prosty z moim brzuchem. Pacnąłem go przy tym w policzek albo w usta, z tej pozycji niewiele widziałem. Kutas zarejestrował tę kolizję i napletek, który zwykle osłaniał żołądź dość szczelnie, cofnął się mniej więcej do jej połowy.
– Mogę to ściągnąć? – poprosił szeptem Kurczak. Mruknąłem jakieś "hm", nie chcąc niepotrzebnie przerywać ciszy, zakłóconej tylko jego sapaniem. Tymczasem Kurczak szarpał się przez moment ze swymi spodniami od piżamy, ściągnął je i zmienił pozycję na taką, że jego członek dotykał mojego brzucha. Pokierowałem moją lewą rękę tak, by dotykała jego jądra i dolną część członka. Kurczak sapnął z podniecenia, po czym odsłonił moją żołądź i bawił się nią, masując ją delikatnie. Tymczasem pieściłem mu jądra i przesunąłem palec za ich podstawę, tam, gdzie łączą się nogi i drażniłem to miejsce palcem.
– - puść bo strzelę! – syknął mi do ucha Kurczak. – Chwyć parówę!
Była to rozkosz nie tylko dla dłoni a ja byłem już tak nakręcony, że wytrwale towarzyszyłem mu w sapaniu. Kurczak zrobił to samo i po chwili miętosiliśmy swoje siusiaki coraz żywszymi, bardziej drapieżnymi ruchami. Doszliśmy prawie jednocześnie, po czym, jeszcze sapiąc, Kurczak osunął się na mój brzuch. Nie wiem, jak długo pozostaliśmy w tym bezruchu.
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez homowy seksualista dnia Śro 14:49, 02 Paź 2024, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
 |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Pon 10:18, 14 Paź 2024 Temat postu: |
|
|
– Trzeba to sprzątnąć – powiedział odkrywczo Kurczak strząsając ostatnie krople ze swojego członka. – W zasadzie trzeba się wykąpać, ale wszyscy śpią, nie ma sensu budzić całej chałupy.
Nie miałem siły wstać i iść do łazienki, przynajmniej na razie. Kurczak opuścił pokój, a ja dochodziłem do siebie. Stało się to, czego od dawna pragnąłem, tyle że nie przyznałbym się do tego nawet przed samym sobą. Dotknąłem kutasa, by stwierdzić, że jest obolały, pod koniec zabawy Kurczak traktował go dość ostro, ale nie miałem nic przeciw. Jednak dorośli faceci robią to z większym wyczuciem, stwierdziłem.
– Następnym razem nie szarp go tak, jeszcze teraz mnie boli – upomniałem Kurczaka, kiedy chwilę później leżeliśmy koło siebie.
– To będzie następny raz? – ucieszył się.
– Sam nie wiem – powiedziałem szczerze. – To wszystko jest jakieś dziwne i mnie przerasta. Nie chciałbym,aby wszystko się przez to spieprzyło.
– Spokojnie, nic się nie spieprzy – pocieszył mnie Kurczak. Jeśli takie rzeczy cię podniecają, to po prostu jesteś homoseksualistą. Wątpię, czy coś z tym da się zrobić. Oczywiście możesz się ożenić, zmusić się do seksu, mieć dzieci, ale nie sądzę, byś był z tym szczęśliwy.
–A ty?
– Sam nie wiem... Wiesz kiedy to wszystko się zaczęło? Jak pojechaliśmy na tę wycieczkę w Kotlinę Kłodzką. Choć nie, to było o wiele wcześniej, tylko ja tego nie chciałem widzieć. W ogóle udawałem, że cię nie widzę, że mnie nie interesujesz, ale było zupełnie inaczej. Możesz mi nie uwierzyć, ale rozmawiałem o tym z Kurą...
Pomysł doktora był dość zaraźliwy. Pochichotaliśmy trochę, ale tak bardziej pro forma, sam pomysł takiej rozmowy był dla mnie karkołomny, jeśli nie straceńczy. Sam nigdy nie poszedłbym z czymś takim do mojej matki.
– I co powiedziała?
– Ten telefon do ciebie, kiedy byłeś chory to był właściwie jej pomysł, ja się trochę bałem, czy mnie nie opierdzielisz. chyba godzinę się zbierałem do telefonu...
– No i dobrze wyszło, niepotrzebnie się łamiesz. Nie wiem, czy wiesz, że się ucieszyłem i to bardzo. Tylko nie bardzo mogłem powiedzieć tego wprost.
– Śpijmy już. Miałem naprawdę ciężki dzień. Jutro zostajemy w domu, twoje szkodniki będą w szkole, będziemy mieli trochę więcej czasu. Mi już oczy się zamykają...
Jeszcze przed zaśnięciem poczułem pocałunek na policzku i rękę przysuwającą mnie do ciepłego ciała Kurczaka.
Obudził mnie dziwny hałas dobiegający z korytarza. Nieprzytomny otworzyłem oczy i popatrzyłem na budzik, którego czerwone cyfry pokazywały trzecią dwadzieścia pięć. Otrząsnąłem się, myślałem, że to jakieś odgłosy ze snu, który jeszcze nie minął, ale gdzie tam, dźwięk był jak najbardziej realny. Najczęściej w takich przypadkach wyjaśnienie jest proste, jakieś zwierzę domowe, psujące się urządzenie, okno trzeszczące od wiatru czy coś podobnego. Tu zwierzęcia domowego nie było, choć planowany był kot, poza tym dźwięk nie przypominał niczego, co znałem. Jakieś zgrzytanie, może piłowanie... Zacząłem się bać. Co zrobić w takim momencie? Czasu na jakąś decyzję było bardzo niewiele. W pokoju było prawie idealnie ciemno, Kurczaka było bardziej słychać niż widać. Nie chciałem mu przerywać słodkiego snu po tym, co się stało, ale tu zadziałała siła wyższa. Pociągnąłem go mocno za bark. Kurczak obudził się gwałtownie i usiadł na łóżku.
Czemu nie śpisz? Zwariowałeś?
– Ciii – szepnąłem. – Ktoś się dobija do drzwi wejściowych. Słuchaj...
Kurczak zamilkł i wsłuchiwał się. Zgrzytanie na moment ustało, by rozpocząć się na nowo po kilkunastu sekundach.
– O kurwa – szepnął. – Faktycznie ktoś tam jest.
Nie chciałem rozmawiać i to nie tylko dlatego, że się cholernie bałem, nawet zacząłem dygotać ze strachu. Bałem się, że jakikolwiek hałas z naszej strony ściany spowoduje coś strasznego i zarazem nieodwracalnego. Kurczak tymczasem wstał, poprawił spodnie i zdecydowanym krokiem ruszył w stronę przedpokoju. Czy pani Honorata słyszała, co się dzieje? Nie sądzę, spała w miejscu najbardziej oddalonym od drzwi wejściowych.
– Może trzeba zadzwonić na policję? – zapytałem cicho. Kurczak pokręcił przecząco głową. Może więc trzeba obudzić panią Honoratę? Nie chciałem dyskutować z Kurczakiem, był zbyt blisko drzwi. Wstałem, wyszedłem z pokoju i już w hallu skierowałem się w stronę pokoju pani Honoraty. Nagle poczułem, że Kurczak łapie mnie za koszulę.
– Nie budź kury. Jak on tu wejdzie, to będzie najbardziej z nas zagrożona.
Myślałem zupełnie inaczej, mianowicie że włamującemu chodziło o mnie, ale nie było jak protestować. Zamek zgrzytał coraz głośniej...
Nie przewidziałem jednego, mianowicie że Kurczak zacznie działać. Pod wieszakiem na płaszcze leżała futbolówka, pewnie szkodniki nie zrobiły porządku a pani Honorata nie zauważyła. Kurczak zapalił światło w przedpokoju, nogą opanował piłkę i z całej siły, z woleja przyrąbał ją w drzwi. Pułka odbiła się, a Kurczak poprawił. I tak jeszcze kilka razy, nawet nie liczyłem ile. Kilka rzeczy zdarzyło się prawie równolegle. Pierwsze co usłyszałem, to głośny, metaliczny brzęk i szybkie, oddalające się kroki. I za chwilę głos pani Honoraty.
– Czy was kompletnie porąbało? Kacper, co to ma znaczyć?
– Ktoś usiłował wyłamać zamek od drzwi wejściowych. Trzeba było go spłoszyć. Myślałem, że nie będziesz słyszała.
– Średnio ci się to udało – powiedziała kwaśno z grymasem na twarzy. Jaki zamek, o czym mówisz? – zdenerwowała się pani Honorata, tymczasem Kurczak podszedł do drzwi i otworzył je. Wyszedł na chwilę, po czym wrócił ze śrubokrętem i młotkiem.
– Porzucił narzędzia i spierdzielił – objaśnił rzeczowo.
– Kacper, mówiłam ci coś o słownictwie. Można to powiedzieć ładniej.
– Słyszałem jak uciekał – odpowiedział Kurczak badając zamek. – Klamka się rusza, jeszcze chwila, a byłby w środku.
– Jesteś pewny, że był sam? – zapytałem.
– Niczego nie jestem pewny – odparł. – Nie pomyśleliśmy, trzeba było popatrzeć przez okno. Na pewno byłoby widać, jak ucieka.
– Moim zdaniem on nie opuścił bloku – nie zgodziłem się.
– Dzwonię na policję – oświadczyła pani Honorata. – Podejrzewam, że do rana już nie zaśniemy. Również dlatego, że teraz te drzwi można teraz wyłamać z kopa.
– Przecież jest łańcuch zabezpieczający – zaprotestowałem. Łańcuch był masywny, pewnie żeliwny i ciężko zwisał przy framudze.
– Wątpliwe zabezpieczenie – stwierdził Kurczak. – Jak będzie czymś ciężkim napier... to znaczy uderzał w ten łańcuch – poprawił się, czując na sobie ciężkie spojrzenie matki – to go wyłamie z framugi.
– Moim zdaniem raczej tego nie zrobi. Chciał załatwić sprawę możliwie jak najciszej. Podejrzewam, że nie bardzo chodziło mu o to, by wiedziało o tym pół bloku – zauważyłem.
– Dobra, chłopcy, ja dzwonię na policję – stwierdziła sucho pani Honorata. – Kacper, schowaj tę piłkę.
– Po co? – zaprotestował Kurczak. – Może jeszcze się przydać.
Pani Honorata popatrzyła na niego jakoś tak dziwnie i poszła dzwonić na policję. Poszliśmy podsłuchiwać, ale wiele nie usłyszeliśmy, tylko tyle, że wykłócała się z oficerem dyżurnym. Po pięciu minutach wyszła z pokoju, my tymczasem zdążyliśmy się ewakuować i z miną niewiniątek siedzieliśmy na łóżku.
– Połóżcie się i najlepiej zaśnijcie, dopiero piętnaście po czwartej. Co prawda dziś nie idziecie do szkoły ale...
– Jak to spać? Przecież przyjadą nas przesłuchać?
Pani Honorata wyprowadziła nas z błędu.
– Nie przyjadą. Stwierdzili, że włamywacza już nie ma i że mamy sobie radzić sami. Możemy najwyżej w ciągu dnia przyjechać na komendę i złożyć zawiadomienie o próbie włamania. Powiedzieli, że nie mają wolnych patroli, a na miejscu przesłuchań nie będą prowadzić. Kazali zabezpieczyć drzwi i iść spać.
Nie mogłem uwierzyć własnym uszom. Ewidentna próba włamania, poluzowany zamek, uszkodzone drzwi... Czego oni jeszcze potrzebują, by działać? Powiedzieć, że byłem rozczarowany, to mało.
– To co, mają nas zamordować? – wściekł się Kurczak. Przecież gdyby nie przypadek, że Gruby obudził się przewietrzyć siusiaka...
– Sam sobie przewietrz.
– Ale to nie ja mam cukrzycę i latam do kibla kilka razy w nocy. Ale mniejsza z tym. Jestem ciekaw, co on tak naprawdę chciał zrobić. Wsypać cyjanek do puszki z kawą? Podłożyć Grubemu następny podsłuch? Porwać mnie albo szkodniki?
Popatrzyliśmy na siebie z panią Honoratą. Było jasne, że to coś ma związek ze mną. Ktoś na mnie poluje, śledzi mnie, podkłada mi podsłuch. Czy to ten fagas od matki? To że sprał mi mordę wcale nie oznacza, że to on włamywał się przed chwilą. Z tym śledzeniem też nie do końca jasne. Na obwodnicy mógł się znaleźć przypadkiem, za szybko zareagowaliśmy, trzeba było dać mu więcej pojeździć za nami.
Po kilkunastu minutach siedzieliśmy w kuchni, a pani Honorata gotowała nam coś do picia, mnie herbatę a Kurczakowi kakao. Szkodniki na szczęście nie obudziły się i dalej smacznie spali w pokoju. Poczułem ogromne zmęczenie i po prostu się rozpłakałem. Kurczak wstał od stołu, podszedł do mnie od tyłu, chwycił za kark i zaczął głaskać po głowie.
– Nie płacz, Grubciu, to nie ma sensu.
– Popatrzcie no, jeszcze rok temu byliście w stanie się pozabijać – uśmiechnęła się pani Honorata.
– Mama, przestań – zaprotestował Kurczak. – Było, minęło. Dobrze, że dało się to wszystko odkręcić. Rób już to kakao, chce mi się pić. Tobie Michał zrobić coś do jedzenia?
– Jakaś kanapka by się przydała – odpowiedziałem. Z tych nerwów zrobiłem się głodny, a nie miałem powodów, by się krępować. W domu Kurczaka panował ciągły serwis i nie było aż takich ścisłych zasad jak u mnie, że nie jemy między posiłkami i tak dalej. Zresztą starałem się nie nadużywać gościnności matki Kurczaka.
– Ale zmierz cukier przed posiłkiem. W ogóle nabądź tego nawyku.
Przyniosłem stosowne utensylia i zacząłem ceremoniał. Kurczak oglądał to z przerażeniem. Gdy zobaczył kroplę krwi, zrobił się cały biały na twarzy.
– Tylko nie zemdlej – uśmiechnąłem się.
– Bardzo boli? – zapytał z troską.
– Prawie w ogóle – odpowiedziałem odczytując wynik. Siedem, dwa, nieźle. – Chcesz spróbować?
I tu mnie zdziwił.
– Tak, chcę.
– Ale po co? – zdziwiłem się.
– Chcę wiedzieć, co czujesz – odpowiedział. Pani Honorata przypatrywała się temu z boku i nie protestowała. W tym momencie wpadły do kuchni oba szkodniki. Z miejsca chłopcy wyczuli, że odbywa się tu coś dziwnego. Zmieniłem igłę i wziąłem do ręki dłoń Kurczaka. Dalej był cały blady, chyba jeszcze bledszy niż przed chwilą.
– Nie, Kurczak, wyglądasz jak śmierć na urlopie – przeraziłem się. Może kiedy indziej, kiedy będziesz się lepiej czuł.
– Kłuj – powiedział głucho tonem nieznoszącym sprzeciwu. Wziąłem urządzenie żgające i przystawiłem go do jego kciuka.
– Uważaj, za chwilę – powiedziałem, by odwrócić jego uwagę. Nacisnąłem spust. Kurczak nawet nie syknął. Odstawiłem urządzenie i wycisnąłem kroplę.
– Myślałem, że będzie bardziej bolało – powiedział szczerze. – A insulina boli tak samo?
– Trochę bardziej, ale niewiele. – odpowiedziałem szamocąc się z dozownikiem. Jeszcze niezbyt wprawnie mi to szło, ale miałem nadzieję, że już za tydzień będę to robił o wiele sprawniej.
– Czemu niszczysz insulinę? zapytał większy szkodnik. Wytłumaczyłem mu, że tak trzeba robić, by nie wstrzykiwać powietrza, bo to jest groźne.
– Ucz się Kacper, bo czasem trzeba podać insulinę nieprzytomnemu człowiekowi. Czasem cukrzycy tracą przytomność, trzeba im wtedy oznaczyć cukier i ewentualnie podać insulinę. A ty przebywasz z Michałem najczęściej i właśnie ty powinieneś to wiedzieć – pouczyła go pani Honorata. – Teraz ty weź dozownik, znajdź odpowiednie miejsce na ciele i zrób zastrzyk Neorapidu.
– Takie to trochę dziwne – powiedział Kurczak macając mi brzuch tak, jak pani Honorata pokazała. – Nie boli?
– Nie, na razie wal na ślepo, jeszcze nie mam żadnych zrostów ani nic podobnego.
Widziałem, ile wysiłku go to kosztuje. Ręce mu się trzęsły. I to komu, temu wulkanowi energii, wzorowi pewności siebie z Paryża. Dalej bladością mógł konkurować z najbielszą ścianą.
– Nie dam rady – szepnął.
– Dasz, dasz – zachęciłem go. Po prostu zrób. Nie umrę, obiecuję – uśmiechnąłem się. Drobne ukłucie poświadczyło, że zadanie zostało wykonane. Powiedziałem mu, co dalej i Kurczak zdjął igłę i zamknął dozownik. Pani Honorata, główny nadzorujący, wydawała się usatysfakcjonowana.
– Dobra chłopcy, dopiero piąta. Idźcie się wyspać, nie będę was budziła, chłopcy wyjdą do szkoły własnym przemysłem. Będę dzwoniła w ciągu dnia, bo nie ukrywam, że tak tej sprawy nie zostawię, poza tym trzeba zreperować te cholerne drzwi. Dzisiaj już nie przyjdzie, za duże prawdopodobieństwo wpadki, ludzie zaczynają wychodzić do pracy. Gdyby mógł przyjść o tej godzinie, na pewno by to zrobił. Michał, mam do ciebie prośbę. Nie rozmawiaj o tym z mamą, na razie jej o tym nie informuj. Nic złego się nie stało, jesteście cali i zdrowi.
– Na razie – rzucił beztrosko Kurczak.
Pani Honorata pokiwała głową.
– Wiem i też się tym martwię, nie musisz mi o tym przypominać. Coś trzeba zrobić, ale na to potrzebuję czasu. Zupełnie nie rozumiem, co się dzieje. Aha, Macieja też nie informuj, sama to zrobię.
– Czy policja wzięła nasz adres? – zainteresował się Kurczak.
– Gdzie tam – żachnęła się pani Honorata, poprawiając swoje bujne afro. Nie wiem dlaczego, ale zawsze bardziej podobały mi się kobiety w kręconych włosach i szczupłe. Matka Kurczaka spełniała wszystkie moje wymagania estetyczne. Zwłaszcza teraz, w nocnej koszuli. Głupie myśli przyszły mi do głowy, ale szybko je opanowałem.
– Tylko bez żadnych wariactw – ostrzegła z uśmiechem. – Idźcie już spać.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Pon 10:19, 14 Paź 2024 Temat postu: |
|
|
Nie wiem, jak zasnęliśmy, ale się udało i obudziliśmy się po dziewiątej. A właściwie obudziła mnie matka swoim telefonem. Odpowiedziałem na pytania najkrócej jak mogłem, w stylu "wszytko dobrze, nie ma o czym gadać". Matka oczywiście chciała wiedzieć, czy wziąłem insulinę, czy się grzecznie zachowuję (jakby to miało jakieś znaczenie, co niby miałem jej powiedzieć?) i czy nie przeszkadzam w życiu domu.
– Prędzej ten twój fagas przeszkadza – odciąłem. – Był dziś w nocy? Tylko nie kłam, mam swoje sposoby, by dowiedzieć się prawdy.
Oczywiście nie miałem, przynajmniej na razie, ale planowałem to zmienić. Jakąś kamerę, która reaguje na ruch i wysyła obraz w chmurę. Podejrzewam, że gdybym poprosił pana Macieja o dofinansowanie, nie byłoby większego problemu. Założenie to już najmniejszy problem, Kurczak jest całkiem dobry jeśli chodzi o technikę.
– Tak, był – przyznała po chwili wahania. – Wyszedł późnym wieczorem do domu.
– O której?
– Nie wiem, już spałam.
– Pamiętaj, mamo, nie wrócę do domu, jeśli ten alfons tam będzie.
– Przecież się umówiliśmy, że nie będzie go, kiedy będziesz w domu. Obiecałam ci i słowa dotrzymam.
Akurat, pomyślałem. Matka dotrzymywała obietnic tylko wtedy, kiedy było jej wygodnie. Zakończyłem tę rozmowę nawet zadowolony, dowiedziałem się, czego potrzebowałem. Zatem fagas mógł wyjść od matki, przejść przez osiedle i omijając domofon, wejść do bloku. Skąd znał adres? Wbrew pozorom nie było to takie trudne, matka go znała, mógł od niej wydębić pod jakimś pozorem. Zatem wszystko dzieje się zgodnie z planem. Gorzej, że nikt o tym nie wie. Policja nawet nie chce słyszeć o sprawie. pobicie nie było zgłoszone.
– Nad czym tak myślisz? –¸zainteresował się Kurczak, wróciwszy z łazienki, w samej koszulce i bez majtek. Zadarty biały członek wystawał mu spod koszuli, zgrabne jądra obijały mu się o nogi. Czyżby to była jakaś propozycja? Zupełnie nie w głowie były mi figle.
– Zastanawiam się, czy mógł to zrobić ten fagas od matki i wychodzi mi na to, że tak. Wyszedł od matki pewnie po północy, w ogóle ona sama nie wie, kiedy.
Kurczak zakładał spodnie, kiedy u drzwi rozległ się dzwonek u drzwi. Popatrzyliśmy na siebie milcząco. Kurczak pokręcił głową i położył palec na ustach. Dzwonek zabrzmiał jeszcze raz. Kurczak na palcach wyszedł z pokoju i podszedł do drzwi. Dzwonek odezwał się ponownie. Zrobiło mi się słabo. Jeśli Kurczak wpadnie na jakiś głupi pomysł, to może być różnie. Wszystko trwało jakieś dziesięć minut i było to najdłuższe dziesięć minut w moim życiu.
– Cholera, nawet nie mogłem przez judasza podejrzeć – zaklął Kurczak. – W ostatniej chwili przypomniałem sobie, że z drugiej strony to jednak widać. – Nie otworzę na razie nikomu, dopóki jesteśmy tu sami.
Brzmiało to rozsądnie. Co prawda dzień to nie noc, zawsze można narobić rabanu na pół klatki schodowej, ale zawsze to lepiej siedzieć cicho. W sumie było nudno, Kurczak suszył jakieś rośliny, ja siedziałem przy komputerze. Spokojnie i przyjemnie. Na razie. Błogą cisze przerwał telefon. Dzwoniła pani Honorata poinformować nas, że powinien być dziś kurier z paczką i prosiła żeby mu jednak otworzyć. Za późno... Kurczak poinformował ją, że na paczkę będzie musiała jeszcze jakiś czas poczekać. O dziwo, pani Honorata nie opieprzyła nas a pochwaliła za rozsądne działanie. Moja by się wściekła i wymyśliła jakiś debilny zakaz grania na komputerze albo coś podobnego. Powiedziała też, abyśmy zamówili sobie jakąś pizzę z dowozem albo coś podobnego, bo wróci bardzo późno. Szkodniki i tak jedzą w stołówce. Pięknie, matka za to by mnie zabiła.
Po kwadransie dwie średnie pizze wylądowały na stole. Kurczak nawet otworzył drzwi dostawcy, po gruntownym upewnieniu się, kto jest za drzwiami. Niestety, gdy zabraliśmy się za jedzenie, do domu wróciły szkodniki.
– To jest niesprawiedliwe – zaprotestował starszy szkodnik. – My jemy takie świństwa w stołówce, a wy sobie spokojnie jecie pizzę. Poczekaj powiem mamie jak nie dasz kawałka.
– Mama wie, a nawet sama kazała nam zamówić – zdetonował szkodnika Kurczak. – A kawałka nie dostaniesz, miałeś obiad.
Nic to nie dało, zostaliśmy gruntownie objedzeni przez braci Kurczaka mimo jego desperackiej walki.
– Nie wiem jak ty, ale ja jeszcze jestem głodny – powiedział Kurczak wrzucając puste pudelka do kosza na śmieci.
– Ja trochę też – potwierdziłem.
– Wyskoczę coś kupić do sklepiku na Zemskiej dwa bloki dalej – zaofiarował się Kurczak. – Wrócę za pięć minut.
– Mieliśmy nigdzie nie wychodzić – przypomniałem mu. – Ja mogę poczekać na powrót twojej matki, nie umrę z głodu.
Ale Kurczaka nie dało się przekonać.
– Jesteś głodny, a mamy o ciebie dbać. Sorry, że te łakomczuchy zeżarły ci obiad. A w domu nic nie ma, matka zawsze robi zakupy po drodze do domu. A reszta zamrożona, nic z tego nie da się zrobić.
– Wiesz, co się stało w nocy – przypomniałem mu.
– Chyba nie sądzisz, że oni przyszli po mnie? – zdziwił się Kurczak.
Przegrywałem tę dyskusję i nie miałem siły walczyć z nim dalej. Poza tym całe to wyjście wydawało mi się niewinne, bo co może stać się w dzień? Po osiedlu zawsze ktoś chodzi, teraz nawet więcej osób, od kiedy oddali do użytku linię tramwajową. Tymczasem Kurczak ubrał się i wyszedł, trzaskając drzwiami.
Po półgodzinnej nieobecności Kurczaka zdenerwowałem się i spróbowałem do niego zadzwonić. Niestety, po wybraniu numeru telefon Kurczaka odezwał się w naszej sypialni. O, cholera. Byłem na niego wściekły. Wiedział, jaka jest sytuacja i nie zrobił tak podstawowej rzeczy, jak zabranie komórki ze sobą. Znałem całe osiedle, łącznie z tym sklepikiem, do którego szedł Kurczak. Właściwie prosta droga, można było też przejść przez zagajnik drzew i skrócić sobie drogę o dwie, góra trzy minuty. Tam nie miało prawa się nic stać. Kurczak był generalnie słowny, nigdy nie zapominał, zresztą był bardzo dobrym, sumiennym uczniem, momentami nieco postrzelonym, ale to wszystko trzymało się w jakichś konkretnych ramach. Coraz bardziej byłem przekonany, że coś mu się musiało stać. On był wczoraj taki blady, może to od tego? Ale dzisiaj wyglądał w miarę normalnie, owszem, obaj byliśmy zmęczeni po tej nocy, ale przecież nie położył się na jakiejś ławce albo w krzakach i nie zasnął?
To przemyślanie przerwał zgrzyt klucza w zamku. Z niecierpliwością wyszedłem do holu. Ku mojemu rozczarowaniu była to pani Honorata, objuczona stosem toreb.
– Kacpra pani nie widziała?
– A nie ma go tutaj? – odpowiedziała pytaniem na pytanie. Wyglądała na bardzo zdenerwowaną. – Kiedy wyszedł?
Opowiedziałem dokładnie, co się stało. Matka Kurczaka od razu wezwała szkodniki na dywanik.
– Jak tak mogliście? Przecież wiecie, że Michał jest chory, a Kacper się nim opiekuje. Chwilowo nie mogą chodzić do szkoły i jeść obiadów w stołówce.
– Ale to niesprawiedliwe – zaprotestował starszy szkodnik. – Dlaczego oni mają mieć lepiej?
– Naprawdę sądzisz, że ten, kto jest chory na cukrzycę ma lepiej? Przestań bredzić i zabierzcie się w końcu do lekcji. A my pogadamy sobie później. I nie chcę słyszeć jak się kłócicie.
Szkodniki zniknęły w pokoju, a ja miałem już tek dość wszystkiego, że zacząłem płakać. Tak głupio było przy kobiecie, nawet jeśli jest nią matka najlepszego przyjaciela.
– Mogę iść go poszukać – zaofiarowałem się. – Nie będę nigdzie daleko, oblecę tylko okolice i wrócę.
– Nigdzie nie pójdziesz. Mało masz wrażeń? Akurat ty jesteś ostatnią osobą, która powinna go szukać.
Chciałem powiedzieć, że w domu też bynajmniej nie czuję się bezpiecznie, ale byłoby to kopanie leżącego, a nawet leżącej. Poza tym nie chciałem, żeby zrobiło się jej przykro. Dbała o mnie naprawdę wzorowo, nigdy w życiu nikt nie zajmował się mną aż tak troskliwie. Po co robić przykrość i to niezasłużoną?
– Sama pójdę, a ty czekaj. Jak będzie działo się coś niedobrego, zadzwonię.
No i poszła. Chciałem coś poczytać, ale nic nie wchodziło mi do głowy. Przychodziły mi do głowy czarne myśli, a co jedna to gorsza. Szkodniki siedziały w pokoju i prawdopodobnie odrabiali grzecznie lekcje, przynajmniej wszystko na to wskazywało. Biedny Kurczak, nie widziałem go niespełna półtorej godziny, a już tak mi go brakowało. Przyszła mi do głowy głupia myśl. Wziąłem do ręki jego piżamę i zacząłem ją wąchać. Miała ten specyficzny zapach, który towarzyszył mi kilka ostatnich nocy. Znalazłem również te charakterystyczne sztywne plamy. Pewnie to po wczorajszej zabawie. Moje myśli coraz uporczywiej krążyły wokół naszego wczorajszego zbliżenia i przeżywałem je krok po kroku.
W tym momencie usłyszałem zgrzyt klucza w zamku. Krew odjechała mi z głowy i poczułem się słabo. Wieczność trwało, zanim usłyszałem kroki i głosy. Po chwili do pokoju wszedł Kurczak, a ja dalej trzymałem w rękach jego spodnie od piżamy.
– Nie wejdziesz w nie – uśmiechnął się.
– Gdzieś ty był? Ja tu mało zawału nie dostałem...
Nie musiałem zresztą długo tłumaczyć, bo twarz chyba błyszczała mi od łez. Kurczak podszedł do mnie i przytulił moją głowę do swej piersi.
– Tak dokładnie to nie wiem. Film mi się urwał...
– Jak to? Gdzie? Przecież miałeś iść do sklepu i zaraz wrócić.
– Miałeś, miałeś... – zdenerwował się Kurczak. – Nie doszedłem. Poszedłem tą ścieżką przez ten skwerek przy Zemskiej i nie wiem, co było dalej. Nie pamiętam po prostu. Prawdopodobnie przyłożyli mi w głowę, ale nie pamiętam tego bólu.
– No ale byś się jakoś otrząsnął...
– Nie wiem, może dali mi coś do powąchania. Do tej pory śmierdzi mi w nosie, ale matka nic nie wyczuła.
– Jak cię znalazła?
Kurczak chwilę nie odpowiadał, głaszcząc mi twarz. Do pokoju weszła pani Honorata.
– Właśnie tego nie rozumiem. Zupełnie nie w miejscu, w którym ten film mi się urwał. Zupełnie gdzie indziej. Jakieś dwadzieścia metrów od tego nowego przystanku tramwajowego. Może trochę dalej, tam, gdzie zaczynają się ogrody działkowe.
– Sam się obudziłeś? – dociekałem dalej. Mnie też się to nie zgadzało.
– Nie, obudziła mnie matka – odpowiedział ziewając. Nic z tego nie rozumiem.
Mój wychowany na kryminałach umysł zaczął pracować pełną parą. Od tego lasku do przystanku nie jest aż tak daleko. Natomiast ciężko jest tam podjechać autem. Jeśli Kurczaka ogłuszyli i uśpili, musieli go jakoś przenieść. Tylko po co? Jakby chcieli go tylko nastraszyć, zostawiliby go w tym zagajniku. Tu musiało chodzić o coś innego. Rogowska to ulica objeżdżająca zachodnią część osiedla po obwodzie, teraz dodatkowo z torowiskiem. Ukrycie nieprzytomnego Kurczaka przy płocie ogródków działkowych chwilę po zmierzchu i to na dodatek z zawiązanymi rękoma wskazywało, że był przygotowany do transportu. Miał podjechać jakiś samochód, który załadowałby chłopaka i uwiózł cholera wie gdzie. Tylko dlaczego właśnie jego?
– Kurczak, dlaczego ty masz na sobie moją kurtkę? – zapytałem nagle.
– A założyłem to, co wisiało na haku – odpowiedział. – Przecież i tak nosisz moje ciuchy, to chyba czasem mogę założyć coś swojego?
Popatrzyłem na panią Honoratę, zdaje się, że zrozumiała w lot, o co mi chodzi. To bardzo inteligentna babka jest.
– Nie o to chodzi, po prostu atakujący wziął cię za mnie. Obserwował dom, zauważył kogoś w mojej kurtce, no i zaatakował...
– I tak pomylił nasze sylwetki? Przecież my jesteśmy zupełnie inni! – zaprotestował Kurczak.
– Nie zdążył się przyjrzeć – wyraziłem swoje zdanie. – Ta ścieżka idzie w bok i dopiero pojawia się przed tym zagajnikiem. Poza tym tam jest dość ciemno, a jeśli ustawił się tak, że ciebie miał z tyłu...
– To chyba nie tak – odezwała się do tej pory milcząca pani Honorata. – Moim zdaniem... – zaczęła mówić, ale jej słowa przerwał mój krzyk. Siedziałem na fotelu, zbyt małym na dwie osoby, Kurczak właśnie siadał na moim udzie, kiedy przeszył mnie silny ból. Krzyknąłem.
– Co ty robisz?
– Ja? Nic? Kurczak odskoczył jak oparzony.
Wszystko wskazywało, że jeśli miał coś ostrego albo twardego, znajdowało się to w kieszeni.
– Zobacz , co masz w kieszeni na dupie – poprosiłem go uprzejmie i przy użyciu wyszukanego słownictwa. Kurczak pogmerał w kieszeni i wyjął dziwny niewielki przedmiot ze szpikulcem, który chyba służył do jego zamontowania. Chwilę przyglądał mu się z miną wskazującą na skrajne zdumienie. Podniósł rękę i przyłożył palec do ust, Więcej nie musiał mówić, było jasne, co znalazł.
– Zmienię spodnie, powiedział głośno i dał nam znać, pobrudziły się od tej trawy i chyba są jeszcze mokre. Wyszedł z pokoju, po chwili powrócił w innych spodniach z tryumfującą miną.
– Co z tym zrobiłeś? – zapytała pani Honorata.
– Położyłem na głośnik, przez godzinę w programie w radio RAM Wrocław, później weźmiesz te spodnie, Gruby też ma kilka ciuchów do wyprania, i wrzucisz do pralki. Utopimy pluskwę a później zobaczy się, co z tym zrobić.
– Michał, wyjdę z pokoju a ty rozbierz Kacpra i kawałek po kawałku sprawdźcie, czy jeszcze gdzieś nie ma jakiejś niespodzianki.
– Sądzisz, że przywiązał mi to do siusiaka? – zapytał Kurczak z dzikim błyskiem w oku.
– Wiesz co? Nie zdziwiłabym się – uśmiechnęła się pani Honorata nieco diabolicznie. – W każdym razie dajcie mi skończyć myśl. Moim zdaniem On się kapnął, że coś nie tak przy przenoszeniu i położył go w takie miejsce, że po dojściu do siebie po prostu wstałby i sobie poszedł. Nie sądzę, by był przygotowany do transportu, wtedy by go skrępowali. Podejrzewam, że wtedy podłożono mu podsłuch.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
homowy seksualista
Admin
Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 3273
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 76 razy Skąd: daleko, stąd nie widać
|
Wysłany: Pon 10:20, 14 Paź 2024 Temat postu: |
|
|
Przeryliśmy wszystkie ciuchy Kurczaka, były czyste. Również buty, nic w nich nie umieszczono. Na majtkach Kurczaka rysowała się smakowita górka, ale starałem się na nią nie patrzeć. Tymczasem Kurczak zwalił się na łóżko.
– Dalej łeb mnie boli – narzekał. – Połóż się koło mnie.
– Zwariowałeś? Twoja mama wejdzie.
– Nie wejdzie, ona nigdy nie wchodzi do pokoju bez pukania. Tak samo jak my nie możemy bez pukania wchodzić do jej pokoju. I to działa.
– No to zapuka, jak leżysz prawie cały nagi. I co?
– No i nic, przecież kazała mi się rozebrać – ze stoickim spokojem odpowiedział Kurczak. Obróciłem się w jego kierunku. To dziwne, ale dopiero teraz pierwszy raz miałem okazję z bliska obejrzeć jego ciało. Mój mózg, zresztą nie tylko, zareagował błyskawicznie. Kurczak był chudzielcem, było mu widać prawie wszystkie kości, no i żebra. Niewiele myśląc, zacząłem je głaskać. Delikatność skóry i twardość kości działały na mnie szczególnie. Kurczak nie protestował, wręcz przeciwnie, ułożył się jeszcze wygodniej i przeciągnął.
– Fajnie głaszczesz – szepnął. – Rób tak dalej...
Tak dziwnie jeszcze w życiu się nie czułem. No i oczywiście nigdy nie głaskałem komuś brzucha, a zwłaszcza takiego, który był nieco zapadnięty poniżej żeber. Mój był o wiele bardziej wydatny. Jakoś niechcący moje palce zahaczyły o ego pępek. Kurczak mruknął z przyjemności, tak przynajmniej to wyglądało.
– Pokaż swój brzuszek – szepnął. Mimo że to nie było jakoś mądre czy rozsądne, podwinąłem bluzę i podkoszulek do góry. Kurczak poprawił pozycję i wpatrywał się we mnie wygłodniałym wzrokiem. Zauważyłem, że górka w slipkach Kurczaka powiększyła się jeszcze bardziej.
– Ściągnij te szmaty – szepnął Kurczak. – I nie bój się, nikt nie wejdzie.
Ale nie dane nam było dalej cieszyć się sobą. Rozległ się ostry, natarczywy dzwonek do drzwi. Kurczak pokręcił głową, co oznaczało, że za żadne skarby nie pójdzie otworzyć. Po prawiłem odzież i szepnąłem Kurczakowi, by zrobił to samo. Ten z niejakim ociąganiem wstał i zaczął się ubierać. W przedpokoju zajaśniało światło, widoczne przez mleczną szybę drzwi i za chwile usłyszeliśmy tubalny głos doktora Macieja.
– Chłopaki, chodźcie, musimy pogadać – usłyszeliśmy. Kurczak kończył się ubierać i nie minęło pół minuty, gdy byliśmy gotowi. Po drodze do salonu wszedłem do łazienki się wysikać. Z ulgą zobaczyłem, że pralka automatyczna szalała, a w środku obracały się rozkosznie spodnie Kurczaka. Zatem pani Honorata nie zapomniała. Cholera, trzeba myśleć nad każdym ruchem. Wyciągnąłem stojącego siusiaka. Jeszcze rozsadzał mnie zapach ciała Kurczaka i z chęcią bym sobie ulżył, bo po każdym dotknięciu czułem przeszywające całe ciało dreszcze, ale nie było na to czasu. Zrobiłem co trzeba, wepchnąłem dziada, umyłem ręce zasunąłem rozporek i wszedłem do salonu. Wszyscy siedzieli przy stole, pani Honorata nakładała parówki na talerze. Zwykle uśmiechnięta twarz doktora Macieja była poważna jak nigdy dotąd, zresztą już sama zapowiedź rozmowy zabrzmiała dość złowróżbnie.
– Michał, krew zmierz i insulinę. Ale nie novorapid a tę na całą noc.
Faktycznie, zapomniałem. Nic dziwnego, to dopiero trzeci dzień. Opuściłem salon i powlokłem się do pokoju, za mną, jak cień, Kurczak.
– Wstrzyknę ci – zaofiarował się. Chciałem zaprotestować, ale znając jego poświęcenie postanowiłem nie protestować. Zresztą niech się uczy, pani Honorata zdążyła nas nieźle nastraszyć. Kurczak chyba przełamał się, bo przynajmniej ręce mu nie drżały. Oczywiście tak manewrował, by mi niby niechcący dotknąć siusiaka, który dalej nie opadł... Udałem, że nie zauważyłem.
Wróciliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść. Co prawda niedawne wydarzenia przytępiły nieco głód, ale teraz wrócił z podwójną siłą.
– Chłopaki, słuchajcie teraz – zagaił doktor Maciej – chyba zauważyliście, że sytuacja zrobiła się niebezpieczna, głównie dla Michała, ale jak pokazały ostatnie godziny, nie tylko.
– Ale... – zaczął protestować Kurczak, nadział się jednak na zabójczy wzrok pani Honoraty.
– Później będziecie mogli gadać do woli – pouczyła nas pani Honorata. – Na razie musimy przekazać wam coś bardzo ważnego.
Nie musiała nawet tego mówić, ton i słowa pana Macieja, niczym w orędziu pseudo prezydenta, brzmiały wystarczająco alarmująco.
– Zacznijmy od tego, kim jest ten człowiek, bo z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że to on. Marcin, co o nim wiesz?
Opowiedziałem, starając się niczego nie pomijać. O naszych spotkaniach, a tym, czego dowiedziałem się od matki, dodałem również informację z wczoraj, że wyjeżdża na jakieś spotkanie biznesowe na cztery dni do Pragi czy gdzieś tam. Ta wiadomość chyba spodobała się panu Maciejowi, bo przez jego zachmurzoną twarz przebiegł cień uśmiechu.
– No właśnie. Ty, i twoja matka jesteście przekonani, że to jakiś biznesmen. Owszem, działa w biznesie, prowadzi coś, jakiś handel międzynarodowy, ale nader nieudacznie. Nie zastanowiło cię, że jak na biznesmena to on jest raczej gołodupcem? Co to za biznesmen, co śpi u swojej kochanki, a jej nigdy nie zaprosił? Biznesmen w dżinsach i starym swetrze? Otóż ten jego biznes, to tak naprawdę przykrywka.
– Jaka przykrywka? – zapytał Kurczak. Mnie, miłośnikowi kryminałów i książek szpiegowskich nie trzeba było tłumaczyć.
– Przykrywka to coś dla stworzenia pozorów, żeby cię nikt nie podejrzewał i nikt się ciebie nie czepiał – wyjaśniłem. – A tak naprawdę by odciągnąć uwagę od czego innego.
– Bardzo dobrze – pochwalił mnie pan Maciej. Mirosław Romański jest człowiekiem służb.
– On się nazywa Mirosław? – zdziwiłem się. – Mama zawsze mówiła o nim Marian.
– Może mieć podwójną tożsamość. A nawet kilka. Usiłowałem zainteresować nim policję, nie da rady. Jak grochem o ścianę. Nawet dobrze, że nie zgłaszaliście tego dzisiejszego zniknięcia, bo to by nie tylko nic nie dało, ale nawet jeszcze pogorszyło waszą sytuację.
– Nie da się tego jakoś obejść? Przecież nawet jeśli ktoś jest ze służb, to nie jest wyjęty spod prawa – stwierdziła pani Honorata.
– W praktyce to bardzo ciężkie. On ma obstawione swoimi ludźmi chyba wszystkie posterunki, tak to przynajmniej wygląda z zewnątrz. Znam kilku posłów i senatorów, postaram się uderzyć w to z innej strony. Ale na to potrzeba sporo czasu. Na razie dla was tu jest po prostu niebezpiecznie. Nie można ściągać zagrożenia na cały dom. Tak, najprościej byłoby odesłać cię do matki i pozbyć problemu, ale to znaczyłoby jeszcze gorzej dla ciebie. Chyba wiesz, że jesteś tu wśród ludzi, którzy lubią cię a nawet kochają i na pewno nie dadzą ci zrobić krzywdy.
– Kto mnie tam kocha – westchnąłem.
– Ania Stolarska – odpowiedział Kurczak z dzikim uśmiechem.
– A ciebie Andrzejewska – odgryzłem się. – Albo Dygudaj. Kto cię tam wie, ile ty masz tych lasek...
– Naprawdę podejrzewasz mnie o te dwie szantrapy? – zdziwił się Kurczak, ale na szczęście nikt nie zwrócił na niego większej uwagi.
– Myślę, że możesz szukać znacznie bliżej – uśmiechnął się pan Maciej. – Tylko w tym pomieszczeniu są trzy osoby, które są w stanie zrobić naprawdę wiele. Nie musisz się obawiać. Jednak wszyscy jesteśmy zgodni, że tak, jak teraz być nie może. Postanowiliśmy was wywieźć stąd na jakiś czas.
– Dokąd? – niemal automatycznie zapytał Kurczak.
– Poza Wrocław to na pewno. Na razie nie jeszcze załatwia. To nie jest proste i nie da się tego zrobić przez pięć minut. Kilka dni powinno starczyć. Po drugie, przez ten czas, kiedy tu jesteście, lepiej, byście nie wiedzieli. Wygadanie się choć jednej osobie może położyć cały plan. Przepraszam was, chłopcy, to nie jest brak zaufania, ale elementarna ostrożność. Nawet teraz nie wiemy do końca, czy w tym domu nie ma podsłuchu. Sądzę, że to wczorajsze włamanie miało na celu właśnie podłożenie podsłuchu. Dziś chyba też o to chodziło, podejrzewam, że on po prostu stracił głowę, może bał się, że będzie rozpoznany. Rozpoznałbyś go od razu, prawda?
– Bez najmniejszego problemu – odpowiedziałem.
– Dobra, a co ze szkołą? – zaniepokoił się Kurczak. – Przecież nas obedrą ze skóry. Wątpię, by zgodzili się na takie nadprogramowe zniknięcie.
– O to niech was głowa nie boli – uspokoił nas doktor. – Wszystko jest załatwiane, nikt nie będzie miał do was pretensji. Natomiast jeśli wasza nieobecność miałaby się przedłużyć, być może będziecie chodzili tam na miejscu. Ale nie przewidujemy takich komplikacji.
– A moja matka? – tym razem ja się upomniałem. Akurat wyrazi zgodę na coś takiego...
Doktor Maciej popatrzył na mnie uważnie.
– Cóż, w tej chwili nad tym pracujemy, ale obiecuję, że sprawa będzie załatwiona. Nie mogę mówić o szczegółach i nie będę kłamał, że sprawa jest prosta. Nie jest. Na szczęście nie jesteśmy z pustymi rękami i mamy dość mocne argumenty po naszej stronie. Wyjedziecie tak czy owak, bo na razie mamy zgodę na opiekę do niedzieli. A co będzie później, zobaczymy. Na twoim miejscu nie martwiłbym się aż tak bardzo.
Cała kolacja przebiegała w dość ponurej atmosferze. Na zegarze było bodaj w pół dziesiątej, oczy zaczynały mi się kleić ze zmęczenia. Uwielbiałem doktora Macieja, ale powoli zaczynałem tęsknić, by sobie poszedł, tylko dlatego by w końcu się położyć. Malo nie ziewnąłem, ale pod tym względem dostałem dobry trening w domu. Spróbowałbym tak przy mamie! Ale pani Honorata zauważyła moją walkę.
– Zaraz pójdziecie spać. Wiem, że macie tego dość, zwłaszcza Michał. W zasadzie powinieneś iść na spacer, cały dzień siedziałeś w domu, ale wszystko wskazuje na to, że nasz dom jest obserwowany. Jeden już dostał w łeb, tylko brakowało, by zaprawili drugiego.
Nawet tego nie zauważyłem, zbyt dużo się działo wczoraj i dziś, abym odczuwał nudę. Nie podobało mi się to wszystko. Dokąd nas wywiozą? Kto będzie się nami opiekował? Nie można tak po prostu zabrać dziecka matce. Co oni wymyślili? Bałem się najbardziej tych opiekunów. Najpewniej nie zrozumieją tego, co zaczynało się dziać między mną i Kurczakiem. A zaczynało, Kurczak w ciągu ostatnich tygodniach stal się częścią mojego życia. Gorzej, czułem do niego pociąg, a on się nie sprzeciwiał. W domu nie musieliśmy się krygować, pani Honorata wiedziała, że się lubimy, że razem się kąpiemy, wreszcie to był jej pomysł, byśmy spali w jednym łóżku. Niespecjalnie wnikała w to, co dzieje się między nami. Albo przynajmniej sprawiała takie wrażenie. A tam, gdziekolwiek to jest? I kto za to będzie płacił, bo przecież nikt nie weźmie na utrzymanie dwóch dorastających koni, którzy nie są niemowlakami i nie wystarczy dać im butelki. O to jednak martwiłem się o wiele mniej, najpewniej zapłaci za to doktor Maciej, który generalnie nie liczył się z pieniędzmi. Jego tysiąc złotych dalej parzyło mi kieszeń. Dla mnie to niewyobrażalna góra pieniędzy i prawdę mówiąc nie wiedziałem na co to wydać.
– Michał, pytamy się ciebie – dotarło do mnie.
– Tak? Możecie powtórzyć pytanie? – ocknąłem się.
– Dom dalej nie jest bezpieczny, poza tym drzwi są uszkodzone. Czy zgadzasz się aby pan Maciej został na noc. Może spać w waszym pokoju? Przygotuję mu łóżko polowe.
– Jeśli chodzi o mnie, to mi nie przeszkadza – odpowiedziałem. Dlaczego mnie o to pytają? Nie ja tu rządzę. Prawdę mówiąc wolałbym nie, bo liczyłem na małe co nieco z Kurczakiem. Mimo senności dalej czułem się pobudzony po tym krótkim czasie spędzonym w łóżku, najwyżej zwalę sobie konia w łazience.
Leżeliśmy w łóżku, Kurczak dłubał coś w swoim telefonie, pan Maciej pluskał się w łazience.
– Z kim tak romansujesz? – spytałem nieco zawadiacko. – Z Andrzejewską czy Dygudaj?
– Miałbym z kim tracić czas – odburknął Kurczak. – Z Tomkiem Rawickim.
Tomek Rawicki był uczniem z naszej klasy, młodszym o rok, niższym o trzy, nie różnił się specjalnie od szkodników. O ile wiem, łączyło ich wspólne zamiłowanie do kolekcjonowania zielska i przeprowadzania eksperymentów botanicznych. Odetchnąłem z ulgą. Czyżbym zaczynał być zazdrosny? Przecież ten Tomek to jeszcze dziecko, jeśli coś wie o tych rzeczach, to pewnie czysto teoretycznie. Trochę Kurczakowi zazdrościłem takiego przyjaciela, ja tak naprawdę nie miałem żadnego.
W tym momencie wszedł do pokoju, oczywiście po uprzednim zapukaniu pan Maciej, goły, opasany tylko wielkim niebieskim ręcznikiem. Pogrzebał w swojej torbie, wyjął niebieską piżamę, po czym zrzucił ręcznik. W mdłym świetle lampy nocnej wyglądał niezwykle pociągająco, długi członek kusząco opierał się o wielkie jądra. Ten widok zawsze robił na mnie spore wrażenie, na Kurczaku pewnie też, bo usłyszałem dość głośne sapnięcie spod ściany.
– Mną się nie przejmujcie – powiedział zapinając guziki od bluzy. – Róbcie co chcecie, gadajcie, cieszcie się sobą, ja i tak zaraz odpłynę. Jakby coś się działo w nocy, budzić.
– W domu nie będą się martwić? – zapytałem.
– Żona jest na stypendium w Stanach, pozostali dwaj młodsi synowie, jeden siedemnastoletni, drugi dorosły. Chciałem was zabrać do siebie, tam bylibyście o wiele bardziej bezpieczni, ale zdecydowaliśmy, że jednak zostaniecie tutaj. W końcu twoja mama wie, że tu jesteś i takie były ustalenia. Dobranoc panowie. Możecie zgasić światło.
To powiedziawszy rozległ się lekki trzask łóżka polowego i szelest kołdry. Leżeliśmy naprzeciwko siebie bez słowa, gdzieś z tyłu dobiegał do moich uszu oddech pana Macieja, oddech Kurczaka owiewał mi twarz.
– Pewnie już śpi – szepnął Kurczak.
– Nie byłbym tego taki pewny – odszepnąłem. Poprzednia senność, która morzyła mnie jeszcze przy stole, gdzieś minął.
– Ależ on ma parówę... Ciekawe, jaka jest długa jak mu zesztywnieje.
Była niewiele większa, ale bałbym się odpowiedzieć właśnie w tej chwili. Pan Maciej oczywiście nie miał pojęcia, że Kurczak wie o tym, co stało się na tamtej polanie i później, podczas badania i wolałbym, żeby tak zostało. Tak łatwo było wszystko zburzyć...
– Sądzisz, że nam takie urosną? – pytał dalej, nie doczekawszy się odpowiedzi.
– A skąd to mogę wiedzieć? Zresztą po ci taki długi? Zamierzasz zostać aktorem porno?
Kurczak nie od razu odpowiedział na pytanie.
– Bo chyba facet z długim czuje się lepiej? Nie musi świecić oczami pod prysznicem i tak dalej.
– E, ja myślałem, że będziesz chciał ruchać laski – powiedziałem to z pełną świadomością, chcąc go sprowokować do opowiedzenia się po którejś ze stron. Do tej pory ustaliliśmy, że mnie ciągnie do facetów i miałem wrażenie, że Kurczak nie chce o tym mówić.
– Nie sądzę – odpowiedział. Postanowiłem drążyć dalej.
– Poszedłbyś do łóżka z dziewczyną?
– Żeby spróbować, jak to jest – pewnie tak. Czasem się zastanawiałem. Jak to się czuje jak się wsadza do cipska.
– Pewnie jest ciepło i wilgotno – zaryzykowałem. – No i ciasno. Jak on się tak ślizga po ściankach to chyba nawet lepiej jak sobie walisz konia.
– O, odezwał się ekspert seksualny – szydził Kurczak. – Ile lasek już wyruchałeś, że masz taką szeroką wiedzę?
Pstryknąłem go lekko w ucho.
– Zero, zboczeńcu – zachichotałem. – Po prostu usiłuję sobie wyobrazić. Kiedyś zwaliłem sobie konika w wannie, taką śliską od szamponu ręką. Było o wiele bardziej przyjemnie niż jakbyś to robił normalnie.
I tu Kurczak mnie zaskoczył.
– Moi starsi mają taki specjalny żel do ruchania, nazywa się KY. On sobie leży w łazience zupełnie niewinnie, przynieść? Sam chciałbym spróbować, jak to działa.
– Zwariowałeś? – zaprotestowałem gwałtownie. – Położysz na szafce nocnej, rano matka wejdzie, zobaczy i będzie niezła jazda...
– A co ma zobaczyć, odniesie się. Jestem w stanie położyć to tak, by się nie kapnęła. Dużo nie zużyjemy, nawet nie będzie widać...
Chciałem jeszcze protestować, ale Kurczak wywlókł się spod ściany i stąpając maksymalnie cicho poszedł do łazienki po ten żel. Nagle z głębi korytarza usłyszałem lekkie kroki.
– Co ty jeszcze tu robisz o tej godzinie?
– Siku mi się zachciało – odpowiedział Kurczak, po czym wszedł cicho do pokoju.
– Mówiłem że będzie wtopa – szepnąłem, kiedy już położył się na swoim ulubionym miejscu pod ścianą.
– Żadnej wtopy nie było. Daj rękę, kapnę ci tego żelu i chwycisz mnie za małego. Ja tobie też.
Chwyciliśmy się za członki. Ten żel działał w niesamowity sposób, zwielokrotniał to, co zwykle czujesz podczas takiej zabawy. Robiliśmy to w taki sposób, że naśladowaliśmy własne ruchy, Kurczak bawił się moim łebkiem, to ja jego. Sapaliśmy coraz głośniej, coraz bardziej gwałtowne i drapieżne były nasze ruchy. O panu Macieju zapomnieliśmy, spał i nie reagował na nic, co działo się w naszym łóżku. Kurczak prawie się dusił, kiedy gorąca fala rozbiła się o mój brzuch. Tego mi było potrzeba, nawilżyłem rękę spływającą ciepłą strużką i w kilka sekund zrewanżowałem się tym samym. Padłam na plecy, Kurczak osunął się na mnie. Nastała długa cisza przerywana naszymi wracającymi do normy oddechami. Gładziłem ciepłe plecy Kurczaka, on głaskał mi nogę. Doznanie było głębokie, wręcz powalające, należał nam się czas na wytchnienie. Dziwny zapach unosił się w powietrzu. Jeśli nikt z nas się nie odezwał, to po prostu ze zmęczenia.
– Idź odstaw ten cholerny żel na miejsce – szepnąłem, gdy już prawie ochłonęliśmy. Kurczak niemrawo ruszył się z łóżka i najciszej jak mógł wykonał misję. Bałem się, że znów sprowokuje panią Honoratę do zbadania korytarza, po tym wczorajszym wcale bym się nie zdziwił, ale nic takiego się nie stało. Kurczak szybko wrócił do pokoju.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
|